- Nie chcesz. Chodź ze mną. Nie zrobisz żadnego głupstwa i będziesz szczęśliwa - powiedział, nie odpowiedziałam nic, tylko zaśmiałam się cicho. Ta cholerna satysfakcja, że mogę sobie coś zrobić
- Odejdź ! Odejdź i zapomnij, że poznałeś kogoś takiego - dusiłam przez łzy
- Nie mogę. Zejdź stąd - prosiłem
Harry...
Szybko wysłałem sms-a do Ashan'a, ten pojawił się momentalnie
- Rosalie ( wybraliście to imię, czyli Isabelle), co ty robisz?! - krzyknął ze łzami w oczach. Mi też zachciało się beczeć. Osoba, która jest bardzo ważna, chce odebrać sobie życie
- Kochanie, nie rób tego. Ja Cię kocham - wrzasnąłem szybko, ona tylko westchnęła i ... szykowała się do skoku? Wiem, że stać ją na to. Nie wytrzymałem. Myśl, że może jej tu zaraz nie być, nie dawała mi spokoju. Zarzuciłem ją dzięki czemu wylądowała w moich ramionach
- Przepraszam Cię, będzie dobrze, obiecuję!. Będzie jak dawniej. Nie rób tak - mówiłem przez łzy. Ona także się rozpłakała. Pocałowałem ją namiętnie. Jak mi tego brakowało
- Chodźcie, odwiozę was - zaproponował Ashan. Wskoczyliśmy i pojechaliśmy do nas. Ruda przez całą drogę, nie odzywała się. Rozumiem to
- A ty? - zapytał Ashan Rosalie, która nie wyszła z samochodu
- Odwieź mnie do domu !- powiedziała, nie wychodząc z auta
- Nie -rzuciliśmy równo
- Pójdę z nią
- Uważaj na siebie - powiedział Ashan zabawnie, udając łzy. Wziąłem ją za rękę, trochę się szarpała i zaprowadziłem do pokoju
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała, kiedy byliśmy sami
- Miałem pozwolić ci, zabić się?! - wkurzyłem się, a ona zmierzyła mnie wzrokiem i wzruszyła ramionami - Spróbujmy jeszcze raz!
- Yyy - nie pozwoliłem jej dokończyć. Po prostu rzuciłem się na nią. Drzwi zamknęliśmy na klucz
- Brakowało mi tego - odezwała się po długiej chwili - Mam nadzieję, że nie wziąłeś mnie za psychopatkę.
Trochę mnie to zdziwiło, bo z jednej strony nie, ale z drugiej tak. Uśmiechnąłem się do niej szeroko
- Oczywiście, że nie. Nie rób tak więcej
- Durny Matt, to on mnie zachęcił
- CO?! - zdziwiłem się. Opowiedziała mi, że nigdy wcześniej by tego nie zrobiła, ale ten idiota, musiał jakoś ją zachęcić. Była już całkowicie jak wcześniej. Brakowało mi jej
- Kochanie, chodźmy do innych - uśmiechnąłem się
- Dobra ogarnę się tylko - wrzasnęła i wbiegła do łazienki. Zauważyłem tylko, że zmyła makijaż i zrobiła nowy, ładniejszy. Przytuliła mnie mocno
Rosalie...
- Jak ja Cię kocham - mówiłam do Loczka. Już nie byłam zła, wręcz przeciwnie. Jestem mu wdzięczna. Wiem, że ma mnie za psychopatkę, ale mu udowodnię, że nią nie jestem
- Głodny jesteś?
- Jak wilk
- Chodź, coś zrobię - zachęciłam go, ale lodówka była pusta - Zaraz wracam - dodałam i pobiegłam do sklepu. Harry się nie zgadzał, ale go nie posłuchałam. Na moje nieszczęście w sklepie był ten okropniasty Ashan
- Sama jesteś?
- Tak wiesz , nie dojdę sama do sklepu. Potrzebuje pomocy! - sarkazm
- Wiesz o co chodzi
- Już wychodzę - powiedziałam z pogardą. Wzięłam jakieś siatki z zakupami i wyszłam. Śledził mnie wzrokiem
- Jadę gdzieś - odezwałam się na wejściu
- Co? Dlaczego?
- Ashan mnie wkurwia
- Jadę z tobą
- Nie zostań, potrzebują Cię tu
- Nie mam teraz żadnych koncertów i wywiadów
- To weź trochę ciuchów z domu. Chłopaków nie ma. To nawet lepiej, bo by Cię nie ma. Zostaw im kartkę - wydarłam się z kuchni. Niechętnie wyszedł z domu. Nosz .. nie ufa mi. W sumie to mu się nie dziwię. Szybko spakowałam jakieś ciucho. No trochę tego dużo wyszło. Ledwie zasunęłam torbę, kiedy rozległ się dzwonek. Wyskoczyłam jak oparzona. Oczywiście, że to mój Hazzuś. Wszedł i objął mnie w tali
- Kocham Cię - wyszeptał mi do ucha. Po prostu dałam mu najlepszego buziaka, na jakiego było mnie stać. Na stole czekały już gotowe naleśniki
- Mmmm - zatarł ręce. Usiedliśmy, a on żarł gorzej niż Horan. Strasznie je lubi
- Lepszych w życiu nie jadłem - pochwalił i pogłaskał się zabawnie po brzuszku. Chyba się nieźle najeść
- Gdzie się wybieramy?
-Jedziemy do mnie. Moja mama bardzo chce Cię poznać. Zadzwonię do niej tylko - odezwał się nagle - Jutro się z nią spotkamy!
- Taaaa - udawałam obojętną.
Jechaliśmy dosyć długo, więc nieźle się wkurwiłam
- Nareszcie - odezwałam się do Loczka, kiedy zaparkowaliśmy przed jakimś hotelem
- Teraz idziemy do hotelu. Jesteśmy umówieni na 2 - powiedział, a ja popaczyłam na zegarek, 12 świetnie mam tylko 2h. Momentalnie pozbyłam się makijażu, zwinnie wzięłam prysznic. W samej bieliźnie pobiegłam do pokoju po walizkę
- Uuuu - zachciało mu się
- Haroldzie, nie teraz - wykrzyknęłam. Wyjęłam delikatną, fioletową sukienkę. Do tego idealnie pasowały moje szare trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo tak mi pasowało. Make-up mocniejszy niż zwykle. Harry już czekał na mnie
- Gotowa? - zapytał zadowolony
- Jasne - uśmiechnęłam się sztucznie
- Będzie dobrze, polubi cię - powiedział z uśmiechem. Dałam mu gorącego całusa. Trochę się boję, ale nie dam tego po sobie poznać. Mój chłopak zaczął się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Hahahaha przypomniało mi się coś - mówił przez śmiech. Ciekawi mnie co - Chłopaki dzwonią
( Rozmowa tel.)
H - yy co chceta?
N- I ty się jeszcze pytasz?!
H - Jestem w Holmes Chapel. Nie martwcie się
N- Sam?
H - Nie
N - Dobra, nie przeszkadzam (śmiech)
H - Nara
( Koniec rozm. tel.)
- Co? - zapytałam się zdziwionego Harolda
- Chodźmy juz - powiedział szeptem. Złapał mnie za rękę i poszliśmy do jakiegoś domu. Uff nikt go nie poznał
- Jesteśmy - odezwał się nagle. Moje źrenice momentalnie powiększyly się. Zaczął ciągnąć mnie za rękę
- Muszę? - darłam się, wyrywając się
- Tak - zaśmiał się
- Patrz martwy ptak
- Gdzie? - zaciekawił się i popaczył w ... niebo? Roześmiałam się głośno i zrobiłam facepalma. Przynajmniej mnie puścił, ale nie na długo, bo chciałam uciec, lecz złapał mnie za rękę
- Gotowa?
- Nie - odpowiedziałam. Ah ci mężczyźni. Nic do nich nie dociera. Harry zaciągnął mnie pod drzwi. Cholera, nie ma odwrotu. Muszę tam wejść. Drzwi otworzyła jakaś kobieta. Napewno to jego mama
- Dzień dobry - powiedziałam i posłałam jej szczery uśmiech. Odwzajemniła to
- Poznajta sieta - rzucił Harold
- YY dzień dobry, jestem Rosalie
- Mów mi Anne
- Ok postaram się
Długo nie musiałam szukać języka z mamą Harolda. To bardzo miła kobieta. Przegadałyśmy tak cały dzień, a Harry paczał coś paczadełkami...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hello, a więc jak widać, zmieniłam imię Isabelle na Rosalie. Myślę, że się podoba. Układ, jak wcześniejszy . Przypominam, że anonimowi też komentarze mogą dawać
4 komentarze = nowy rozdział
Jupi! Zajęłam 2 miejsce w gminnym konkursie ortograficznym:D
Piosenka bloga;)
boooskie. ;) ale dlaczego znudziło Ci się Isabell? pozdrawiam. ;D
OdpowiedzUsuńMusiałaś dodać to z ptakiem? 5 minut się przez ciebie śmiałam!!
OdpowiedzUsuńNie dodasz nowej notki, to zginiesz!!! Tak, to groźba!
OdpowiedzUsuńNo nie mogę się powstrzymać... Są 4 komentarze i ma być nowy odcinek ^^.
OdpowiedzUsuń