środa, 9 maja 2012

Rozdział 11 " Będziesz ze mną albo Cię zabiję".

 Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem? Małe pomieszczenie, śmierdzi tu alkoholem i Bóg wie czym. Rozejrzałam się dookoła. Na jakimś starym łóżku siedział Matt. Dlaczego mam związane ręce? Co się kurwa dzieje?! Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Matt'a
- Co nie wie się gdzie jest? - zapytał a ja pokręciłam przecząco głową
- To jakiś stary dom. Zostałaś porwana - zaśmiał się głośno
- Ale dlaczego?
- Bo Cię nadal kocham i nie pozwolę żebyś była z tym frajerem
- To nie jest frajer. Sam nim jesteś - wybuchłam - Większego idioty w życiu nie widziałam - dodałam . W tym momencie dostałam z pięści w twarz
- Nie masz prawa mnie obrażać
- A ty mnie porywać ! - wydarłam się
- Ciekawi mnie czy Twój Harold się o Ciebie martwi - zaśmiał się
                                       ...Oczami Harry'ego...
Gdzie ona tak długo jest? Nie ma ją 2 h. Pójdę jej poszukać. No kurczaki nigdzie jej nie ma. Zadzwonił mi telefon numer Isabelle 

( Rozmowa telefoniczna)
H - Gdzie ty do cholery jesteś?!
I - Nie wiem. Matt mnie porwał
H - Jak Ci się udało zadzwonić?!
I- Wyszedł na chwilę do sklepu ( krzyk) muszę kończyć ( przerażony głos mojej dziewczyny)
( Koniec rozmowy telefonicznej)
- Alex, dziewczyny wyłaźcie z wody szybko ! - darłem się
- Co się stało? - pytała Anne
- Isabelle, Matt ją porwał - krzyczałem
- Skąd wiesz? - pytała się Sarah. Opowiedziałem im o tym telefonie. Postanowiliśmy, że zadzwonimy na policję.
                                                ...Oczami Isab...
 - Nie krzycz tak, nikt Cię nie usłyszy - śmiał się

- Dlaczego taki jesteś?
- Jaki? - zaciekawił się
- Dobrze, że z tobą zerwałam. Jaki? Wredny, głupi i zazdrosny
- Będziesz tutaj tak siedzieć aż zmądrzejesz- groził
- Jesteś cholernym idiotą - rzuciłam , a on uderzył mnie mocno
- Będziesz miała śliwe pod okiem
- A ty będziesz w więzieniu - zaśmiałam się, ale szybko mina mi zrzedła, bo to bardzo bolało. OMG jaki to kretyn. Nigdy takiego nie widziałam. Go trzeba do psychiatryka
- Jesteś egoistką - stwierdził
- Ja ?! - zdziwiłam się - Popatrz na siebie. To ty jesteś egoistą
- Z szacunkiem do mnie, bo zrobię Ci krzywdę
- Nigdy w życiu. Do Ciebie z szacunkiem? - zadrwiłam z niego
- Posłuchaj będziesz ze mną albo Cię zabiję
- Wolę drugą opcję
- Tak ? - To zrobię tak, ale nie tak. Umrzesz w męczarni - zadrwił. Wiedziałam, że go na to stać.On na serio niech się wybierze do psychiatryka. A ja? Wolę umrzeć niż być z tym debilem. Tak wiem, dziwna jestem. Przez cały dzień nazywałam go idiotą. A jak on na to reagował? Albo się śmiał, albo mnie bił. Jak ja mogłam z nim być? Nigdy taki nie był. Był opiekuńczy. A teraz? Coś się w nim zmieniło. Pomimo, że jestem tu tylko dobę już strasznie tęsknie za Hazzą. PO co ja za nim  w ogóle poszłam?! Ufałam mu. Czas przeszły. Nie spodziewałam się tego. Nie po nim. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos tego debila
- To jak będziesz ze mną?
- Nigdy w życiu
- Czyli jeszcze trochę tu posiedzisz - rzucił i usiadł na starej kanapie - Zabiorę Cię w inne miejsce - dokończył. W drodze nieźle się szarpałam. OMG drugi koniec Londynu
- Tu będzie lepiej Cię więzić - stwierdził i zabrał mnie w to miejsce. Tym razem wiedziałam gdzie to jest, czekałam tylko aż wyjdzie.
                            ...Oczami Harolda...
- Chodźmy zobaczyły do tej starej chałupy - rzuciła Alex. Weszliśmy tam. Było tu okropnie

- Byli tu - stwierdziła  Alex i rozpłakała się. Podała mi bransoletkę rudej. Fakt zawsze ją przy sobie miała. Musiała ją zgubić. Ciekawi mnie tylko, gdzie ten debil ją zabrał? Pewnie do jakiejś rudery. Tylko do której? O naszym odkryciu powiadomiliśmy policję. Zabronili nam jej szukać, ale ich nie słuchamy. Całe 3 dni już szukamy. Jej rodzina rozpacza. Ja też nie jestem w najlepszym stanie.Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe? Rozmyślenia przerwał telefon od ... Isab?!
( Rozmowa telefoniczna)
I - Kochanie ulica Expensive 31. On chce mnie zabić. Pomóż przyjedź jak najszybciej. Kocham Cię pa
H - Czekaj!
( Koniec rozmowy telefonicznej)
- Gdzie jest ulica Expensive 31?!
- Na drugim końcu Londynu - odezwała się Sarah
- Jedziemy tam jest Isabelle - krzyknąłem. Zebraliśmy się i pojechaliśmy. Prowadził Lou, bo ja nie miałem na to siły. Nagle zadzwonił mi telefon. Dzwonił Matt
( Rozmowa telefoniczna)
M-  Dziewczyna świetnie się ze mną bawi
H - CO?!
M - Znów jesteśmy parą
H - CO?!
( Koniec rozmowy telefonicznej)
Jakoś mu nie wierzę. Isab nie potrafi szybko wybaczyć
              ...Oczami Isab...
- Co ty mu nagadałeś? - darłam się

- Że jesteśmy parą
- Powaliło Cię? - wydarłam się jeszcze głośniej. To już czwarty dzień, od kiedy zostałam porwana. Nic nie jadłam, tylko mogę pić wodę. Z tego co wiem to wyglądam strasznie. Wieczorem obudził mnie głos tego idioty
- Co zmądrzałaś? Będziesz ze mną? - mówiąc to zbliżył się do mnie. Miał w ręce nóż
- Nigdy w życiu - mówiąc to zaciskałam zęby. Wtedy wparowało One Direction, Anne, Sarah, Sophie i policja
- Stać policja - krzyknął jakiś starszy mężczyzna może miał z 50 lat. Wtedy Matt podszedł do mnie i przyłożył mi nóż do gardła
- Uspokój się! - krzyknął drugi mężczyzna. Wtedy ten idiota zabrał nóż z mojej szyi i zaczął ciąć mi ręce. Boziu jaki debil. Potem wziął nóż i uderzył nim w brzuch. Poczułam straszny ból...
                               ...Oczami Harry'ego...
O Boże co ten debil zrobił?! Moja ukochana upadła na podłogę. Idiota uciekł, a policja pobiegła za nim. JA podszedłem do niej. Anne zadzwoniła po kartekę. OMG ona nie oddycha! Zrobiłem jej sztuczne oddychanie i przyjechała karetka. Jest w dodatku bardzo zmarznięta. Zadali kilka pytań i  zabrali ją. Czekamy pod jakąś salą. Żeby żyła, żeby żyła, Ile to już czekamy? 4 godziny jakoś długo.Przez ten czas nikt nie jadł, nie pił i nikt nie zaczął rozmowy. Tam cały czas ktoś wchodzi. Jezu, jak ja się boję. Jakby to wszystko mogło się okazać tylko złym snem. Każdy z nas chodzi po korytarzu i strasznie się boi. Najbardziej ja i Alex  - wiadomo. Po sześciu godzinach wyszedł lekarz. Zwrócił się do nas

- Jest tu ktoś z  rodziny? - zapytał
- Ja, ale jest tu też jej chłopak może też? - zapytała Alex. Lekarz przypatrzył mi się dokładnie i chwilę stał jakby o czymś myślał
- Zgoda - powiedział. Weszliśmy do jego gabinetu
- To co z nią? - spytałem
- Isabelle Shellares była wyziębiona, zraniona ostrym nożem i wygłodzona. Udało nam się ją ocalić. Jednak to wcale nie oznacza, że będzie żyć. Jej organizm jest bardzo osłabiony
- Możemy ją zobaczyć? - zapytałem
- Dobrze, ale tylko wy - rzucił. Szybko wyszliśmy. Weszliśmy do jej sali. Leżała biedna, blada, ale moja Isabelle. Była podłączona do wielu maszyn. Wyglądała tak ... dziwnie. Jeszcze te siniaki, któe zrobił jej Matt. Jak ja go kiedyś dorwę. Nie pozbiera się
  ... Tydzień później...
Już minął tydzień, a ona nadal się nie budzi. Ashan'owi wyjazd się przedłużył. Urodziny Sarah przełożyliśmy. Ashan nawet nie wie o tym, że Isab jest w szpitalu i ten stan... Zamieniałem się z Alex nad czuwaniem, bo sam pojechałam na lotnisko po Ashan'a

- Jak tam u Twojej dziewczyny ?- zapytał
- Jest w szpitalu - rzuciłem. Jego oczy przypominały kształt wielkich pomidorów. Opowiedziałem mu wszystko, był nieźle wściekły. Zresztą wszyscy byliśmy, więc się mu nie dziwię
- Jedziemy do niej, do szpitala ! - rozkazał. Po 5 minutach znaleźliśmy się na miejscu. Zaprowadziłem go do rudej
- O Boże! Ona wygląda tak okropnie - ciągnął i niedowierzał.
   Następnego dnia obudziłem się we własnym łóżku, co rzadko się zdaża. Szybko pojechałem do szpitala. Z nią było lepiej. Dużo lepiej. Po godzinie siedzenia obudziła się
- Gdzie ja jestem? - spytała swoim boskim głosem. Jak dawno się odzywała. Miałem ochotę ją gorąco pocałować
- W szpitalu - powiedziałem i popaczyłem się na nią. Ashan wyskoczył po lekarza
- Boli panią coś? - zapytał
- Głowa i brzuch - odpowiedziała
- Przypomniałaś sobie co się stało? - zapytała
- Tak - odpowiedziała szybko. Jak ja tęskniłem za jej głosem
- Za tydzień pani wyjdzie - powiedział lekarz i uśmiechnął się
                             ...Tydzień póżniej oczami Isab...
  Nareszcie mogę wyjść z tego piekła. Przez cały tydzień gadałam z chłopakami. Przyszedł po mnie Hazza

- Masz wszystko? - zapytał troskliwie
- Tak - rzuciłam i uśmiechnęlam się. Razem wyszliśmy. Przy moim domie namiętnie mnie pocałował. Jak z jakiegoś filmu romantycznego
- Brakowało mi tego - rzucił. Fakt nie całowaliśmy się prawie dwa tygodnie. Nie chcieliśmy się od siebie odklejać. Lekarz kazał mi odpoczywać, ale co tam. Umówiłam się z moimi przyjaciółmi w domu u 1D. Zapukałam, drzwi otworzył mi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz