- Lou, mogę zmienić samochód? - zapytałam ze sztucznym uśmiechem. Chyba go to zdziwiło, bo myślał, że zawsze chcę być blisko Loczka
- Do którego?
- Tam, gdzie jest Sophie - powiedziałam bez żadnego zastanowienia. Wiedziałam, że to najlepsze rozwiązanie. Wpakowaliśmy się do aut. Siedzieliśmy tam i nic się nie odzywaliśmy. Schowałam się pod kapturem i zaczęłam cicho szlochać. Na szczęście nikt mnie nie usłyszał. Po dojeździe poczułam ulgę, wielką. Szybko wbiegłam do swojego pokoju i zaczęłam, tym razem głośno szlochać. Te słowa Hazzy, mnie zraniły za mocno. Nigdy w życiu nie zdradziłabym go. Szybko wpadłam na genialny pomysł, zmęczona zasnęłam.
Szum wody za oknem. Obudziłam się. Płakałam, a ze mną cały Londyn. Szybko włożyłam bordową tunikę i czarne, długie legginsy. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo tak lubię. Śniadania nawet nie ruszyłam. Po prostu brak apetytu. Poinformowałam rodziców o moim planie, a ci od razu się zgodzili. Tak więc, postanowiłam zerwać wszelkie kontakty z dawnym światem. Przynajmniej na jakiś czas. Dopóki nie wyleczę się z tej chorej miłości.
" Miłość jest chora." - tak zawsze mawia mój tato, który ma za sobą wiele dziwnych rzeczy. Szybko rozdałam mój numer rodzinie
- Mamo, jestem gotowa! - wrzasnęłam, chyba na całą "japę" - jak to Lou mówi.
Momentalnie wybrałam nr Veronici i powiedziałam, że nie przyjdę na kurs. Oczywiście nie z tego numeru. Razem z tatą wzięłam walizki i zaniosłam na dół, gdzie czekała już taksówka
- Trzymaj się - rzuciła smutno mama
- Spoko, niedługo wrócę - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Ta droga to wieczność. Jechałam jakieś nudne 4h. Zapłaciłam i wyszłam. Ujrzałam wielki dom mojej kochanej babci. Wiedziała, że przyjadę
- Cześć babciu - powitałam ją uśmiechem
- Ooo moja Isabelle - wpadła mi w ramiona - Na ile przyjechałaś?
- Na tydzień - uśmiechnęłam się szeroko. Zdecydowałam, że najpierw pójdę do mojego dawnego pokoju, w którym kiedyś mieszkałam. Nic się tu nie zmieniło.
Niebieskie ściany, które obklejone były różnymi zdjęciami. Kilka szaf, które stały jak dawniej. Na półce wielki miś z napisem " Warto kochać, nie zapomnij" . Obok niego kilka, kwadratowych pamiątek, które zawsze dostawałam od babci, na urodziny. Uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy. Pełnej bólu i cierpienia, a wracając. Na łóżku leżała poduszka, którą kiedyś dostałam od Matt'a. Czerwona, w kształcie serca z napisem " I love you ". Kiedyś wiele dla mnie znaczyła, kiedyś.
W kieszeni wyczułam ... zdjęcia? Tak, moje i Hazzy. Łzy napłynęły mi do oczu. Na nich byłam szczęśliwa i radosna. Szybko przykleiłam je taśmą do ściany
- Isabelle, chodź na obiad! - wrzasnęła z dołu moja babcia. Zerwałam się na równe nogi. Na stole stała grochówka. Momentalnie nie było nic na talerzu. Muszę przyznać, że bardzo smaczna. Babcia tylko się zaśmiała
- Trzeba coś ze sklepu? - zapytałam z nadzieją, nagle
- Tak, możesz kupić - powiedziała i podała mi długą listę. Wskoczyłam w jakieś buty i z domu wyskoczyłam jak oparzona - normalka. Kiedyś zawsze tak było. Poszłam w stronę sklepu, którą tak dobrze znałam. W końcu kiedyś tu codziennie chodziłam. Na ławce, pod sklepem, siedzieli moi dawni przyjaciele. Zobaczyli mnie i niemal oczy, wyszły im z orbit. Rzucili się na mnie
- Ej, dusicie!- wrzasnęłam z całej siły. Chociaż mało jej miałam
- To co ważne, że jesteś - odezwał się nagle James
- Pozwolicie, że się wyślizgnę - powiedziałam i zaśmiałam się głośno
- Idziemy teraz do ciebie - krzyknęła Georgia. Zaśmiałam się i zaprowadziłam ich do domu. Weszliśmy do salonu
- Jak tam w Londynie? - zapytała Amy. Opowiedziałam im o wszystkim, co się stało. Byli mega zdziwieni.
- To dlaczego zerwałaś kontakty z innymi ludźmi? - spytał Chris
- Jakoś nie mam ochoty z nimi teraz gadać
- Nie rozumiem Cię - zaśmiała się Amy
- Ja siebie też - rzuciłam i tym razem szczerze się uśmiechnęłam. Zaśmiali się głośno. Udaliśmy się do mojego pokoju
- No rzeczywiście. Musiałaś się naprawdę zakochać. Skoro tyle tu waszych wspólnych, słodkich i zabawnych zdjęć
- To moje ulubione - wzięłam jedno. Było nim to, któro zrobiła nam Eleanor na Hawajach. Jesteśmy szczęśliwi i całujemy się. Poczułam, że pojedyncza łza spłynęła po moim zimnym i lekko zaróżowionym policzku. Tak bardzo za nim tęsknie. Niech będzie szczęśliwy. Życzę mu tego z całego, złamanego serca. Mam nadzieję, że Alex nie dała nikomu mojego nowego numeru
- Idziemy! Zabieramy Cię ze sobą! Nie możesz tak gnić!- wrzeszczał mi do ucha James
- Za godzinę. Przyjdziemy po Cb. Pójdziemy do kluuubuu - cieszyła się Amy. Podziwiam jej entuzjazm, który nigdy nie wygasa
- Ok - zgodziłam się. Wszyscy wyszli. Nawet nie miałam siły ich odprowadzać, więc zostałam. Odpaliłam laptopa, którego tak rzadko używałam. Na poczcie miałam ze 30 wiadomości tupu " GDZIE JESTEŚ?!"
-
Zignorowałam to. Weszłam na plotki, bo jakoś miałam na nie ochotę. Moją uwagę zwróciła jedna:
" Harry Styles spotyka się z jakąś nieznajomą dziewczyną!!" Weszłam na nią. Były tam zdjęcia Patty i Harolda, którzy: przytulają się, całują, robią sobie zdjęcia, gadają itp. Strasznie mnie to zdezorientowało.
" Muszę przestać, natychmiast przestać. Jeżeli nie przestanę płakać, moje życie legnie w gruzach. Już jest w części inne, gorsze. Czeka mnie teraz ważny okres. Nie mogę się poddać!" - zanotowałam w moim pamiętniku. Kurka wodna. Przypomniała mi się impreza, która będzie za 50 minut ! Wskoczyłam pod prysznic, co mi trochę zajęło. Założyłam krótką, zwiewną, ekri sukienkę. Nie sięgała mi nawet do kolan. Włożyłam zaufane, szare baleriny. Jeszcze dobrałam idealny płaszcz. Poinformowałam babcię, że wychodzę. Bezproblemowo się zgodziła. Właśnie wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Razem z moją paczką poszliśmy na jakąś hardcorową imprezę.Już z daleka rozchodziła się głośna muzyka. Westchnęłam i weszłam przez specjalne drzwi. Od razu, kiedy zobaczyli mnie dawni koledzy, rzucili się na mnie. Tańczyłam całą noc. Wreszcie odkryłam dobre strony bycia singlem. Prawie całkowicie zapomniałam o Harry'm. Chociaż przez chwilę mogłam się poczuć znowu szczęśliwa. Wypiłam raptem dwa kieliszki
- Chodź! Idziemy już! - usłyszałam głos Georgi
- Dlaczego? - zdziwiłam się
- Za bardzo szalejesz. Zaraz wylądujesz u kogoś w łóżku - zaśmiała się. Wracając Georgia była bardziej pijana, więc ciągle się wypierdalała ( sorry za słowo, ale mi pasuje:D) hah, a jak to wyglądało. Niestety droga się skończyła i musiałam iść
- To papa - pożegnała się - Ptaszki śpiewają, w dupie mnie mają - zaczęła śpiewać, kiedy weszłam do domu. Hah kto jak kto, ale ona dziwne rzeczy robila po pijaku, a ta piosenka o ptaszkach to moja grrr. Uduszę pacana!
Loczek, jego uśmiech, który zwala z nóg. Obok niego Patty. Trzymają się za ręce, szczęśliwi. Nie zwracają na nic uwagi. Nagle pojawia się... szczur? Połyka w całości Patty, a Harry ucieka gdzie się da. Wpadł w krzaki i z nich nie wyszedł...
- Ahhh jak przyjemnie, to kupa leży se. Prawdziwie delikatna i smaczna to się wie - usłyszałam śpiew Georgi i Amy. Taaa to nasze powitanie, kiedy ktoś leży w łóżku. Wtedy ten ktoś jest "kupą" hah. Weszłam do łazienki razem z wcześniej wybranymi ciuchami. Na siebie włożyłam śliczną, różową bluzkę w kwiatki, a raczej tunika. Dobrałam do tego czarne, krótkie legginsy. Z włosów zrobiłam warkocza, na boku. Delikatny makijaż, który idealnie pasował do mojej kreacji. Zeszłam na dół, gdzie czekała moja babcia i dziewczyny z śniadaniem. Na siłę wpakowałam jakąś bułkę i kakałko
- Zrobisz mi zakupy? - zapytała babcia
- Jasne - uśmiechnęłam się sztucznie. Tak naprawdę to nie miałam na nic ochoty. Wzięłam mój ukochany telefon i niechętnie poszłam. Na ławce ,jak zwykle przywitali nas Chris i James. Ominęłam ich i szybko zrobiłam te idiotyczne zakupy. Wychodząc zaatakowali mnie
- Dzisiaj robimy zdjęcia - wrzasnęła do ucha Amy
- Jesteś idealnie ubrana - powiedział i przejechał po mnie wzrokiem Chris. Potem wyjął aparat i pokazał kilkanaście zdjęć z imprezy. Wybrałam dwa, na których byłam i fajniasto wyszłam. Poszliśmy do parku. Spotkaliśmy tam Mark'a , który zgodził się zrobić nam zdjęcie. Wyszło genialne. Ustawiliśmy się tak: Amy, James, ja, Georgia i Chris. Wyszło genialne. Potem poszliśmy do specjalnego studia, które miało być początkiem naszej kariery. Wyszłam wprost genialnie. Zrobili jeszcze wiele zdjęć. Sami jeszcze robiliśmy. Szybko odpaliłam laptopa i łączyłam Facebooka. Akurat siedział Lou. Nosz ... Napisał do mnie
- Hej, możesz powiedzieć, gdzie jesteś?
- Mogę, ale nie muszę.Daleko.
Dodałam 4 zdjęcia i wylogowałam się. Włożyłam płaszcz i udałam się na miasto. Tęsknię za Londynem. Wtedy przypominał mi się Hary. Zaczęłam płakać Podszedł do mnie jakiś chłopak
- Wszystko ok? - zapytał - Jestem Patrick
- Isabelle - wymusiłam uśmiech
- No, to gadaj! - rozkazał i usiadł obok mnie. Za jednym wdechem opowiedziałam mu wszystko. Jakimś cudem się nie rozwyłam. Trochę mnie pocieszył. Skapnęłam się, że jest już 3 w nocy i pobiegłam do domu
Zapach pieczonego ciasta, który unosił się w domu. Na krześle siedział szczęśliwy Harry, którego zaraz bardziej rozweselę. Wyjęłam ciasto z piekarnika i napisałam " LOVE FOREVER". Podałam Loczkowi. Szeroko uśmiechnął się. Szybko zjadł i odezwał się
- Pyszny
- Specjalnie dla Cb
Ohh, dlaczego to tylko sen? Kto śmie budzić mnie o 9 rano, dzwoniąc? Spojrzałam na wyświetlacz - Alex...
------------------------------------------------------------------
Hello. Sorka za to, że zepsułam tak ten rozdział, ale będzie się jeszcze działo. Obiecuję.
Jeszcze jedno. Stawiam warunek. Jeżeli pojawią się 4 komentarze, to rozdział się niedługo pojawi, a jeżeli nie, to nie. Po prostu chcę mieć pewność, że mam po co pisać, dla kogo...
Uwielbiam to <33
Zajebiste !! Pisaj następny !! ^.^ Szybciutko ;*
OdpowiedzUsuńpisz dziewczyno, pisz! kocham tego blogaska. pozwala mi się oderwać od mojego życia i sprawa że mam uśmiech na twarzy. pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńświetny rozdział . ; * u mnie też już kolejny , zapraszam . ; D
OdpowiedzUsuń