- Siemka - wrzasnął na miejscu Lou
- Hej panie krzyczący - rzuciłam . Weszłam do środka i moim oczom ukazały się Eleanor, Danielle, Susanne i dziewczyny, z którymi byłam umówiona
- Hej Isab - rzuciła Eleanor - Słyszałam, że byłaś w szpitalu i, że to było coś poważnego
- Tak to prawda - oznajmiłam i popaczyłam się na Ashan'a, który samotnie siedział w kącie
- Idziemy gdzieś ?- zapytał Zayn.
- Ja i Niall zostajemy - powiedziała Susanne ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Jest jakaś dziwna, albo mi się tak po prostu wydaje.
- Gdzie Hazza? - zapytałam
- Na górze zaraz zejdzie - odpowiedział Liam
- Może zostaniemy u was! - krzyknął dziwnie Ashan. Jak ja nie lubię jak ktoś się drze. Chłopaki popaczyli się po sobie
- Taaa to dobry pomysł - powiedział Niall. Po chwili zaczęliśmy tak się wydzierać, że chyba nas na drugim końcu Londynu było słychać. Nagle dostałam poduszką. Kto odważył się zacząć wojnę z Isabelle Shellares? No kto? Popaczyłam się i zauważyłam, że to Zayn
- Śmiesz wyzywać mnie na pojedynek? - zapytałam a Zayn się zaśmiał - Bitwa na poduszki - wrzasnęłam. Wszyscy zaczęliśmy się rzucać. No nie ktoś znowu we mnie trafił! A kto to? Mój ukochany Loczek. Jak się wkurzyłam, to mu oddałam dwa razy mocniej. A Zayn popaczył się na niego. Zamachnęłam się i rzuciłam. Taak ! Prosto w Zayn'a głowę. Nieźle wrzasnął. No i znowu dostałam. Tym razem od Danielle. Zamachnęłam się i rzuciłam, ale nie trafiłam.Dostał Liam, który stał za nią. Prosto w głowę. Haha aż się przewrócił. Reszta to zauważyła, bo zaśmiali się
- Ty to masz cela - rzucił Niall, a ja tylko się uśmiechnęłam. Wróciliśmy do zabawy. Nieźle dostał ode mnie Lou, który usiłował wstać. Przewrócił się jak Liam. Eleanor nie wyrabiała ze śmiechu. A nasz cudowny Pan Marchewka upadł na Loczka. Przy tym było tyle śmiechu. Tylko nikt nie pobije rzutu Niall'a, który rzucił tak, że Zayn prawie na metr odleciał. Oczywiście się wywalił i narzekał, że go noga boli. Boli? Haha Isab mądra. Wzięłam poduszkę i nią prosto w drugą nogę. Zaczął wrzeszczeć. Nie dziwię się mu, bo ma się cela
- Nie żyjesz !- krzyknął
- Już się boję - wrzasnęłam z sarkazmem, ale tego pożałowałam. Zaczęłam uciekać, ale mnie dopadł. Potknął się i wywaliliśmy się. Ałaaa jak boli. Walnęłam głową mocno o jakąś ścianę. Miałam się oszczędzać. Poczułam, że robi mi się słabo. Szybko przybiegła reszta, która nawrzeszczała na Zayn'a
- Dobrze się czujesz? - zapytał zmartwiony Harold
- Nie - odpowiedziałam. Loczek zanióśł mnie do łóżka. Położył się obok mnie. Po ok. 25 minutach czułam się dobrze, ale głowa jeszcze trochę bolała
- Już się lepiej czuję - rzuciłam i wstałam z łóżka. Razem wyszliśmy na dół. A tam? Susanne, która całuje się z Niall'em. Wróciliśmy na górę
- Gdzie jest reszta? - zapytałam
- Poszli na lody
- A dla mnie
- Zamówiłem nam po waniliowym
- Kochany jesteś - oznajmiłam i zaczęłam go całować. Usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy opowiadać swoje śmieszne historie z życia
- Wiesz - zaczął - Kiedyś jak poszedłem do X factor, jeszcze przed ogłoszeniem osób, które przeszły poznałem Louis'a. To było bardzo śmieszne. Poszedłem sobie do WC. Miałem zamiar siadać na kibel. A tu jakiś koleś się drze. Obróciłem się i zauważyłem, że jakiś koleś siedzi na tym kiblu, gdzie ja miałem siadać. Jeszcze w ręce miał gazetę. To takie dobre zdążyłem zdjąć gacie i prawie usiadłem , a ten zaczął się drzeć " Jakiś debil siada na mój kibel aaaa". Miał minę typu WTF . To było bezcenne - mówiąc to Hazza prawie płakał ze śmiechu. Wyobraziłam sobie to. Musiało to wyglądać przekomicznie. Ja zdążyłam już beczeć.
- Zapomniałeś powiedzieć, że miałeś pryszczatą dupę. Myślałem, że to ufo - dorzucił Lou, który właśnie wszedł do pokoju
- Podsłuchiwałeś?! - wydarłam się
- Tak mi się usłyszało - powiedział spokojnie. Zaraz co on powiedział z tą dupą? Buhahahahaha teraz łzy już same leciały
- To fajnie się poznaliście - powiedziałam przez śmiech. Gadaliśmy dobre 2 h. W końcu zeszliśmy na dół
- Idziemy na zakupy? - spytała Sarah
- Oczywiście - ucieszyła się Anne. Zebrałam się, a hajs pożyczyłam od Loczka
- Jesteśmy parą - oznajmił Niall, trzymając Susanne za rękę. Wszyscy się uśmiechnęli. Po kilku upadkach i wybuchach śmiechem znaleźliśmy się pod centrum handlowym . O bosz jakie ono ogromne i takie drogie w nim ciuchy. Zauważyłam śliczną bluzkę, ale była droga więc jej nie zaczepiałam. Ukradkiem zobaczyłam, że Susanne podoba się bardzo droga bluzka
- Niall kochasz mnie? - zapytała podstępnie
- Tak
- To kup mi tą bluzkę - rzuciła z sztucznym uśmiechem. Już wiedziałam, że jest z nim dla kasy. Wiedziałam, że jest fałszywa. Chyba wszyscy oprócz Niall'a skapnęli się. Popaczyliśmy się po sobie. Jakoś odechciało mi się zakupów i postanowiłam wrócić. Idąc poczułam się bardzo słabo. No cóż nie słucham tego, co mówił lekarz. Oparłam się o jakiś budynek. Boosz co jest? Nie miałam siły wstawać, chociaż zimno się robiło. Po dwóch godzinach jakimś cudem doszłam do domu. Cały następny dzień przesiedziałam na necie i na oglądaniu telewizji. Nikt nie próbował się dobić? Ależ owszem moja paka, lecz co chwila spławiałam ich byle tekstem. Do domu też próbowali się dobić, ale ich wyganiałam. Byłam sama więc mogłam robić co chcę. Nie chciało mi się nic robić. O mam przecież wódki ! Szybkim tempem wzięłam jedną i zaczęłam pić. Wypiłam całą. Do mojego domu rozległo się pukanie
- Nie ma nikogo w domu - wydarłam się
- Jak to nie ma? - spytał Zayn, a reszta się zaśmiała
- No mówię, że nikogo nie ma - wrzasnęłam
- Wyłaź mała - rozpoznałam głos Harolda. Podeszłam do drzwi. Miałam zamiar je otwierać, ale pośliznęłam się i wywaliłam. Zaczęłam się brechtać głośno. Szybko otworzyłam drzwi a ta całe One Direction. Trochu byłam piana
- No mówiłam, że nikogo nie ma. Możecie już wyjść - rzuciłam śmiejąc się
- Ty jesteś pijana - swierdził Harry. No sorka, ale tak
- I co z tego? - zapytałam. Nikt nic nie odpowiedział. Może to nawet i dobrze. W ciszy i nudzie siedzieliśmy jakieś 10 minut. Hazza o czymś myślał i się na mnie nie popaczył.Nie mogłam tego odczytać z jego oczu. Wiem, że się na mnie obraził. No sorry, ale za co?
- Przyjdziemy jutro - rzucił Lou, a ja nie wiem kiedy zasnęłam. Snił mi się kot, który zjadał ludzi i rozwalał świat. A wielkości był zwykłego kota. Haha o czym ja śnie. Chyba coś jest nie tak z moją psychiką, ale już się przyzwyczaiłam do dziwnych snów
- Z samego rana budzić?! - wydarłam się nade mną stał Ashan, który polał mnie zimną wodą. Ja go kiedyś uduszę ,powieszę na sznurku i na łeb wsadzę skarpetkę
- Zbieraj się o 12 mamy być o chłopaków
- A która jest?
- Dziesiąta
- To nie mogłeś przyjść wcześniej? - zbulwersowałam się. No tak ja się normalnie zbieram trzy godziny. Bez ściemy.Dwie to dużo zamało. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się (bez butów) i zrobiłam make-up. Na dole śniadanie robiła..Sophie? Popaczyłam się na kalendarz 14 lipca. Jutro mam wizytę kontrolną w szpitali. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Z moich rozmyśleń przerwał mi dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz- Zayn
( Rozmowa telefoniczna)
Z - Hej co tam?
I - Dobrze. A co tam u cb?
Z - Wszystko ok. Widzimy się o 12. Mam sprawę
I - Ok zgadamy się u was
Z - Do zobaczenia
( Koniec rozmowy telefonicznej)
OO jakie fajne rajstopy. Zauważyłam zielone? Zaśmiałam się w duchu. Ashan stał idealnie, żeby wykonać mój zacny plan. Wzięłam rajstopy i wsadziłam je mu na łeb. Jego reakcja była przekomiczna. Stał z rajstopami na łbie i wrzeszczał. Haha zrobiłam mu śmieszne zdjęcie z mojego cudownego telefonu. Zaczął mnie gonić. Wcześniej wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i uciekałam. Był bardzo wkurzony. Pobiegłam do chłopaków. Ashan był już spokojny, ale nadal obrażony za te rajstopy. Eh ten Ashan
- Butelka koniec kropka - wrzasnął Lou. Moja reakcja jest wiadoma. A mianowicie wzięłam taśmę i zakleiłam mu buzię. Reszta się zaśmiała. Isabelle mądra. Kiedy mu odkleiłam tak wrzasnął, że chyba go na końcu Londynu było słychać. Wiedziałam, że teraz nie będzie się darł. Hazza był nieobecny. A co chciał Zayn? Dowiedział się, że Sarah go koch, więc zaczął swój zacny plan...
...Oczami Sarah...
- Cześć Zayn - powiedziałam do bruneta. Uśmiechnął się szeroko. Dał mi róże. Był przepiękny wieczór. Bardzo ciepło. Siedzimy sobie na dachu jakiegoś wysokiego budynku. Wokół wiele pięknych gwiazd. W dodatku piękna pełnia, która dodaje nastroju randki
- Wiesz - zaczął - No nie wiem jak Ci to powiedzieć. No bo Cię kocham i wiem, że ty mnie też. Wiem, że to zniszczy przyjaźń, ale nie mogę dłużej czekać - rzucił szybko. Popaczyłam się na niego i szeroko się uśmiechnęłam. Ponoć wygladałam boszko
- Też coś... - nie dokończyłam. Rzucił się na mnie ze swoimi pięknymi, słodkimi ustami. Ah żyć nie umierać. Czułam się tak inaczej. Doceniana? A może kochana? Kiedy się oderwaliśmy zapytał mnie
- Będziesz moją dziewczyną?
- Tak - odpowiedziałam i uściskałam go
-----------------------------------------------------
Wyobraźcie sobie tą historię z poznaniem! Ja sobie wyobraziłam haha! Kiedy to pisałam turlałam się ze śmiechu. Mam nadzieję, że się podoba. Piszcie na mój profin na gliterach, nick paula4332.
I jeszcze jedno. Dodawajcie komy. Jak nie macie kont to jako anonimowi .
Ogólnie piszesz całkiem spoko, aczkolwiek cała opowieść jest strasznie nieprawdopodobna ;) . I mam pytanie: Dlaczego piszesz "paczeć", "paczyli" itd.? Przecież pisze się "paTRZeć" ;D
OdpowiedzUsuńbooooskie :D kocham tego bloga. :D k.
OdpowiedzUsuń