czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 19 "Jak ja go teraz zbudzę, to pożałuje"

 - Dobranoc - powiedziała do nas mama Harolda. Weszłam do łazienki i wykonałam wszystkie czynności. W pokoju czekał zadowolony Loczek
- Do kiedy tu jesteśmy? - zapytałam
- Jutro wieczorem wyjazd - rzucił bez zastanowienia. Dostałam SMS-a. Popaczyłam na numer i dopiero po chwili zorientowałam się, że to od Amy. Szybko odczytałam
" Niedługo będę w Londynie. Napiszę" Ucieszyłam się jak głupi  do sera. W końcu miałyśmy takieeee teksty, że można płakać ze śmiechu
- Co ty taka radosna? - zdziwił się
- Koleżanka przyjeżdża - zaczęłam odwalać taniec radości. Mój chłopak zaśmiał się głośno. Położyliśmy się na łóżku i dostałam SMS-a. Oczywiście od Amy
" Kupę sobie strzelę z rana. Potem jeszcze dziś u ciebie. Dobranoc <33 " . Te nasze odzywki. Loczek zajrzał na wyświetlacz u zaśmiał się głośno. Wtuleni w siebie i zmęczeni zasnęliśmy.
  Wstałam pierwsza, bo zbudził mnie budzik Harolda, a sam się nie zbudził. Jak ja go teraz zbudzę, to pożałuje. Hah mój boski pomysł, wzięty z jakiegoś filmu. Od rana miałam dobry humor. Do pomocy wzięłam jego starszą siostrę, która zareagowała głośnym śmiechem. No to będzie tak Gemma poszła na dół i przez balkon podała mi szlauf. Trochę się brechtałam, ale na szczęście chłopak się nie zbudził. Telefon wyniosłam do innego pokoju. Powoli koniec szlaufa, wsadziłam Harry'emu do buzi, bo miał otwartą. Tak centralnie i nie zbudził się. Wysłałam SMS-a do Gemmy " Już ". Momentalnie woda zaczęła lecieć do ust Hazzy. Obudził się i zaczął przeraźliwie piszczeć. Gorzej niż baba. Mnie nie było w tym pokoju. Patrzyłam przez małą szparę od drzwi do pokoju. Kiedy zobaczył rurkę zaczął się dziwić. Woda dalej leciała. On wyrzucił szlauf przez okno. W tym momencie weszłam do pokoju
- Zajebista pobudka? - zapytałam przez śmiech, wchodząc do zalanego pokoju
- Patrz! - krzyknął i pokazał palcem. Popatrzyłam się tam i zaczęłam płakać. Płakać ze śmiechu, oczywiście. Hahahahahhahahhahaha była tam bowiem Gemma, na którą upadł zacny szlauf. Z Haroldem zwijaliśmy się ze śmiechu
- Taaa, ta pobudka to twój pomysł - odezwał się nagle
- Skąd wiesz? - zdziwiłam się
- Zapomniałaś? Wszystko co szalone, wymyślasz ty! - wręcz wrzasnął. Wziął mnie na ręce i wsadził "na barana"
- Yyy Haroldzie Edwardzie Styles, co robisz?!
- Mszczę się - odpowiedział z cwaniackim uśmiechem. Podszedł do barierki i wrzucił mnie do basenu. Dostałam głupawki, zajebiście. Teraz to naprawdę mogę zrobić coś złego
- Guzik - powiedziałam cicho
- To ty mi możesz zrobić - stwierdził i zaśmiał się
- W czym? - zadziornie popaczyłam się na niego
- Ehem no wiesz. Siatkówka?
- Mały pojedynek?
- Oczywiście
- Zwołaj znajomych. Za 30 minut bd gotowa - wrzasnęłam.
  Wskoczyłam w szare dresy i białą koszulkę na ramiączkach z napisem . Jeszcze granatowe adidasy. Z włosów zrobiłam kucyka, a makijaż jak zwykle delikatny. Kiedy zeszłam grupa już na mnie czekała. Było nas wszystkich 10 no i wszystkich nie zapamiętają
- Dziewczyny na chłopaki. Jest po równo - uśmiechnęłam się cwaniacko
- Jakiś zakład? - zapytał Mike
- Tak, jeżeli wygramy to - zamyśliła się Eva - Wiem, ubierzecie się w damskie ciuchy i wyjdziecie tak
-  A co jeśli my wygramy?
- To się nie zdaży - wyśmiałam Mike'a
- To wtedy dziewczyny będą musiały chodzić w piżamach wszędzie!
- Dobra - zaśmiałam się głośno
  Zaczęłyśmy, bo chłopaki uważali, że jesteśmy słabsze. Ta jasne. My im pokażemy. Zaserwowałam i trafiłam Haroldowi prosto w łeb
- Auuuć, kurko pasztetowa ,litości! - usłyszałam z jego ust. Dziewczyny zaśmiały się i znowu dostałam piłkę. Tym razem wszyscy z drużyny przeciwnej , rzucili się, ale ostatecznie nie udało im się przebić. Tak oto znowu dostaliśmy punkt
- Coś cienko - zaczęłam ich wyśmiewać. Strzeliłam i kutwa, straciłam serwy. Udusić Styles'a.
  Wygrałyśmy 2:1. Czyli ubieramy chłopaków w damskie ciuchy
- Chodź Loczek, ubiorę cię w coś - zaśmiałam, a reszta dziewczyn, miała zamiar zrobić to, co ja. Wyjęłam dosyć szeroką, fajną i obciachową - jak ta chłopaka, tunikę. Dobrałam do tego czarne, długie leginsy. Zaśmiałam się. Do tego czarny sweterek, oczywiście damski. Ubrałam w to Harolda. Muszę przyznać, że wygląda śmiesznie. ( wyobraźcie sobie)
- Idziemy z babami i podróbami bab na zak... - nie dokończyła, bo wybuchła głośnym śmiechem. Wyszliśmy do reszty znajomych Hazzy
- Hahahaha - zaczęli się wszyscy z wszystkich śmiać. No cóż, wszyscy wyglądali na idiotów i wyglądali przezabawnie, a najśmieszniej mój chłopak, oczywiście. Mam nadzieję, że zrobi im ktoś zdjęcia. Haha, ale jaja! ...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Welcome.
Zmiana na blogu. Od teraz nie będzie tych długich rozdziałów, tylko krótkie, może dodawane nawet codziennie. Poza tym będzie również zmiana wyglądu. Chcę żeby przyciągał ludzi. Nie dziwcie się.
3 komentarze = szybciej rozdział (nawet 2 razy szybciej np. następnego dnia)
Przypominam, że komy mogą dawać także anonimowi <33
 




wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 18 " Satysfakcja, że mogę sobie coś zrobić"

- Ale ja chcę - powiedziałam cicho
- Nie chcesz. Chodź ze mną. Nie zrobisz żadnego głupstwa i będziesz szczęśliwa - powiedział, nie odpowiedziałam nic, tylko zaśmiałam się cicho. Ta cholerna satysfakcja, że mogę sobie coś zrobić
- Odejdź ! Odejdź i zapomnij, że poznałeś kogoś takiego - dusiłam przez łzy
- Nie mogę. Zejdź stąd - prosiłem
                       Harry...
 Szybko wysłałem sms-a do Ashan'a, ten pojawił się momentalnie

- Rosalie ( wybraliście to imię, czyli Isabelle), co ty robisz?! - krzyknął ze łzami w oczach. Mi też zachciało się beczeć. Osoba, która jest bardzo ważna, chce odebrać sobie życie
- Kochanie, nie rób tego. Ja Cię kocham - wrzasnąłem szybko, ona tylko westchnęła i ... szykowała się do skoku? Wiem, że stać ją na to. Nie wytrzymałem. Myśl, że może jej tu zaraz nie być, nie dawała mi spokoju. Zarzuciłem ją dzięki czemu wylądowała w moich ramionach
- Przepraszam Cię, będzie dobrze, obiecuję!. Będzie jak dawniej. Nie rób tak - mówiłem przez łzy. Ona także się rozpłakała. Pocałowałem ją namiętnie. Jak mi tego brakowało
- Chodźcie, odwiozę was - zaproponował Ashan. Wskoczyliśmy i pojechaliśmy do nas. Ruda przez całą drogę, nie odzywała się. Rozumiem to
- A ty? - zapytał Ashan Rosalie, która nie wyszła z  samochodu
- Odwieź mnie do domu !- powiedziała, nie wychodząc z auta
- Nie -rzuciliśmy równo
- Pójdę z nią
- Uważaj na siebie - powiedział Ashan zabawnie, udając łzy. Wziąłem ją za rękę, trochę się szarpała i zaprowadziłem do pokoju
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała, kiedy byliśmy sami
- Miałem pozwolić ci, zabić się?! - wkurzyłem się, a ona zmierzyła mnie wzrokiem i wzruszyła ramionami - Spróbujmy jeszcze raz!
- Yyy - nie pozwoliłem jej dokończyć. Po prostu rzuciłem się na nią. Drzwi zamknęliśmy na klucz
- Brakowało mi tego - odezwała się po długiej chwili - Mam nadzieję, że nie wziąłeś mnie za psychopatkę.
Trochę mnie to zdziwiło, bo z jednej strony nie, ale z drugiej tak. Uśmiechnąłem się do niej szeroko
- Oczywiście, że nie. Nie rób tak więcej
- Durny Matt, to on mnie zachęcił
- CO?!  - zdziwiłem się. Opowiedziała mi, że nigdy wcześniej by tego nie zrobiła, ale ten idiota, musiał jakoś ją zachęcić. Była już całkowicie jak wcześniej. Brakowało mi jej
- Kochanie, chodźmy do innych - uśmiechnąłem się
- Dobra ogarnę się tylko - wrzasnęła i wbiegła do łazienki. Zauważyłem tylko, że zmyła makijaż i zrobiła nowy, ładniejszy. Przytuliła mnie mocno
                            Rosalie...
- Jak ja Cię kocham - mówiłam do Loczka. Już nie byłam zła, wręcz przeciwnie. Jestem mu wdzięczna. Wiem, że ma mnie za psychopatkę, ale mu udowodnię, że nią nie jestem

- Głodny jesteś?
- Jak wilk
- Chodź, coś zrobię - zachęciłam go, ale lodówka była pusta - Zaraz wracam - dodałam i pobiegłam do sklepu. Harry się nie zgadzał, ale go nie posłuchałam. Na moje nieszczęście w sklepie był  ten okropniasty Ashan
- Sama jesteś?
- Tak wiesz , nie dojdę sama do sklepu. Potrzebuje pomocy! - sarkazm
- Wiesz o co chodzi
- Już wychodzę - powiedziałam z pogardą. Wzięłam jakieś siatki z zakupami i wyszłam. Śledził mnie wzrokiem
- Jadę gdzieś - odezwałam się na wejściu
- Co? Dlaczego?
- Ashan mnie wkurwia
- Jadę z tobą
- Nie zostań, potrzebują Cię tu
- Nie mam teraz żadnych koncertów i wywiadów

- To weź trochę ciuchów z domu. Chłopaków nie ma. To nawet lepiej, bo by Cię nie ma. Zostaw im kartkę - wydarłam się z kuchni. Niechętnie wyszedł z domu. Nosz .. nie ufa mi. W sumie to mu się nie dziwię. Szybko spakowałam jakieś ciucho. No trochę tego dużo wyszło. Ledwie zasunęłam torbę, kiedy rozległ się dzwonek. Wyskoczyłam jak oparzona. Oczywiście, że to mój Hazzuś. Wszedł i objął mnie w tali
- Kocham Cię - wyszeptał mi do ucha. Po prostu dałam mu najlepszego buziaka, na jakiego było mnie stać. Na stole czekały już gotowe naleśniki
- Mmmm - zatarł ręce. Usiedliśmy, a on żarł gorzej niż Horan. Strasznie je lubi
- Lepszych w życiu nie jadłem - pochwalił i pogłaskał się zabawnie po brzuszku. Chyba się nieźle najeść
- Gdzie się wybieramy?
-Jedziemy do mnie. Moja mama bardzo chce Cię poznać. Zadzwonię do niej tylko - odezwał się nagle - Jutro się z nią spotkamy!
- Taaaa - udawałam obojętną.
Jechaliśmy dosyć długo, więc nieźle się wkurwiłam
- Nareszcie - odezwałam się do Loczka, kiedy zaparkowaliśmy przed jakimś hotelem
- Teraz idziemy do hotelu. Jesteśmy umówieni na 2  - powiedział, a ja popaczyłam na zegarek, 12 świetnie mam tylko 2h. Momentalnie pozbyłam się makijażu, zwinnie wzięłam prysznic. W samej bieliźnie pobiegłam do pokoju po walizkę
- Uuuu - zachciało mu się
- Haroldzie, nie teraz - wykrzyknęłam. Wyjęłam delikatną, fioletową sukienkę. Do tego idealnie pasowały moje szare trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo tak mi pasowało. Make-up mocniejszy niż zwykle. Harry już czekał na mnie
- Gotowa? - zapytał zadowolony
- Jasne - uśmiechnęłam się sztucznie
- Będzie dobrze, polubi cię - powiedział z uśmiechem. Dałam mu gorącego całusa. Trochę się boję, ale nie dam tego po sobie poznać. Mój chłopak zaczął się śmiać.
- Z czego się tak cieszysz?
- Hahahaha przypomniało mi się coś - mówił przez śmiech. Ciekawi mnie co - Chłopaki dzwonią
( Rozmowa tel.)
H - yy co chceta?
N- I ty się jeszcze pytasz?!
H - Jestem w Holmes Chapel. Nie martwcie się
N- Sam?
H - Nie
N - Dobra, nie przeszkadzam (śmiech)
H - Nara
( Koniec rozm. tel.)
- Co? - zapytałam się zdziwionego Harolda
- Chodźmy juz - powiedział szeptem. Złapał mnie za rękę i poszliśmy do jakiegoś domu. Uff nikt go nie poznał
- Jesteśmy - odezwał się nagle. Moje źrenice momentalnie powiększyly się. Zaczął ciągnąć mnie za rękę
- Muszę? - darłam się, wyrywając się
- Tak - zaśmiał się
- Patrz martwy ptak
- Gdzie? - zaciekawił się i popaczył w ... niebo? Roześmiałam się głośno i zrobiłam facepalma. Przynajmniej mnie puścił, ale nie na długo, bo chciałam uciec, lecz złapał mnie za rękę
- Gotowa?
- Nie - odpowiedziałam. Ah ci mężczyźni. Nic do nich nie dociera. Harry zaciągnął mnie pod drzwi. Cholera, nie ma odwrotu. Muszę tam wejść. Drzwi otworzyła jakaś kobieta. Napewno to jego mama
- Dzień dobry - powiedziałam i posłałam jej szczery uśmiech. Odwzajemniła to
- Poznajta sieta - rzucił Harold
- YY dzień dobry, jestem Rosalie
- Mów mi Anne
- Ok postaram się
  Długo nie musiałam szukać języka z mamą Harolda. To bardzo miła kobieta. Przegadałyśmy tak cały dzień, a Harry paczał coś paczadełkami...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hello, a więc jak widać, zmieniłam imię Isabelle na Rosalie. Myślę, że się podoba. Układ, jak wcześniejszy . Przypominam, że anonimowi też komentarze mogą dawać
4 komentarze = nowy rozdział
Jupi! Zajęłam 2 miejsce w gminnym konkursie ortograficznym:D



               

Piosenka bloga;)




sobota, 26 maja 2012

Rozdział 17 " Życie stało się udręką."

                       Alex...
 Kiedy skończyłam gadać, zorientowałam się, że podsłuchiwał mnie Lou. Bosz nieszczęście
- Może mi powiesz, co z Isab? - usłyszałam jego głos - Jak to jest, że od Ciebie odbiera, a od nas nie?
- Zmieniła numer - powiedziałam obojętnie. Pan Marchewka chyba pobiegł poskarżyć się innym, świetnie
                      Harry...
Wychodzę sobie z domu, a tam? Patty liże się z jakimś kolesiem. Zresztą nie kocham jej. Chcę, żeby moja była czuła się chociaż zazdrosna

- Widzę, że przeszkadzam - odezwałem się nagle - Zresztą nie znamy się - zwróciłem się obojętnie do tej całej Patty.  Szybko poszedłem do domu. Wpadłem i poprosiłem Danielle i Eleanor do siebie
- Dziewczyny, pamiętacie jak zniknęłyście, bo poszłyście do lasu? - zapytałem
- Tak
- Była ruda z wami?
- No tak
- Zostawiła was na chwilę?
- Nie. Cały czas była z nami - ciągnęła zdziwiona El
- Boże, więc to nie prawda - załamałem się  - Jest w domu?
- Tego nikt nie wie. Podobno wyjechała gdzieś za miasto. Tyle wiemy od Alex - smuciła się Danielle. Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do siostry mojej byłej
- Gdzie ona jest?! - wrzeszczałem jej do ucha
- Phy chciałbyś. Za miastem. Może nie wrócić za prędko. Albo wogóle
- Proszę Cię, to dla mnie ważne. Błagam
- Obiecałam, że nic nie powiem. Nic nie powiem - wrzeszczała
 Muszę ją odzyskać, muszę. Zbyt bardzo ją kocham . To nie dozniesienia. Wybrałem jej nr. Kurka pasztetowa, nie odbiera. Co jeśli zmieniła numer? Boję się, że jej nie odzyskam. Z tymi okropieństwami zasnąłem
- Harry, obudź się! - darł mi się do ucha Liam. Powiedziałem coś pod nosem i ruszyłem zacną dupę
 -Ruda siedzi na fb. Napiszę! - wydarł się Lou. Jak oparzony wskoczyłem na krzesło i napisałem
H- Hej. Gdzie jesteś? Martwimy się wszyscy, bez wyjątku. Odpisz błagam - Harry.

I - Yyy odpisuję? Tak na serio, to cię nie powinno obchodzić! Niech Patty cię przytuli

H - No proszę, wiem o tym, że wcale Ci nie jest dobrze ( bez skojarzeń). A gdzie jesteś?

I - Daleko. Odwal się ode mnie i na oczy nie pokazuj, żegnam. Mam nadzieję, że NIE DOZOBACZENIA!!
  Wyszła z fb. Załamany wykonałem poranne czynności
- Harry, chodź obejrzymy jakąś wystawę, najlepszych zdjęć w Wlk. Brytani -rzucił zachęcająco Niall. Wskoczyłem w coś normalnego i poszliśmy na wystawę. Kilka zdjęć zwróciło szczególną moją uwagę. Była tam Isabelle, która siedziała na murku i dumnie błądziła wzrokiem po okolicy. W tle piękna przyroda. Spojrzałem na datę i miejsce zrobienia zdjęcia. Było podane jeszcze obecne miejsce zamieszkania i adres jej . Teraz już wiem. gdzie ona jest. Muszę ją odzyskać. Wskoczyłem do auta i pojechałem. Po 4 godzinach stałem pod wielkim domem. Zapukałem
- Dzień dobry, jest Isabelle? - zapytałem nieśmiało starszej pani. Pewnie to jej babcia
- O tak. Jest u siebie w pokoju. Prosto i na lewo - powiedziała z uśmiechem. Momentalnie znalazłem się obok nich. Były uchylone. Zajrzałem i zobaczyłem Isabelle, która bez celu, ogląda różne zdjęcia, wywieszone na zdjęciach. Podeszłem do niej, ta bardzo  się przestraszyła
- Czego chcesz i co tu robisz?- zapytała bez dawnego entuzjazmu
- Chcę przeprosić. Zachowałem się jak ostatni idiota. Teraz wiem, że wcale mnie nie zdradziłaś. Kocham Cię jak szalony
- A skąd masz adres?
- Znalazłem
- To teraz możesz go wymazać z pamięci - powiedziała prawie szeptem. Szybko wstała i chyba chciała wyjść. Złapałem ją za nadgarstki
- Proszę - prosiłem ze łzami w oczach
- Wiesz, może pójdź do Patty, ona Cię pocieszy - krzyknęła z sarkazmem
- Wiesz dobrze, że Ciebie kocham, nie ją
- Nie, nie wiem. A teraz możesz wyjść - wykrzyknęła 3 ostatnie słowa.
 Jeszcze popatrzyłem się na nią ze łzami w oczach i wyszedłem...
                          Isabelle
 Tak na serio, to miałam cholerną ochotę go przytulić. Po prostu nie mogłam. Wyszłabym na idiotkę, ale przecież nią jestem.

 Tydzień później
  - Ooo już ranek - powiedzialam sama do siebie. Uśmiechnęłam się, bo na dworze musi być bardzo gorąco. Lepiej się czuję tu, w Londynie. Chłopaki pojechali do Ameryki. Dzisiaj wracają. W sumie, to wróciłam wczoraj, ale z nikim nie mam zamiaru się spotykać. Na szczęście nie mają mojego nr, ale pewnie wiedzą od Harolda, że jestem. Usłyszałam dzwonek. Bez żadnego zastanowienia, otworzyłam drzwi. Do mojego domu wpadli: Ashan, Sophie, Anne, Eleanor, Danielle i Sarah

- Co to miało do cholery miało być? - wydarła mi się do ucha Sophie. Widać, że już się pozbierała. Westchnęłam głośno
- Chciałam odpocząć - rzuciłam. W moje oczy wpadła dziwna mina, jakiej nigdy nie widziałam, a mianowicie Ashan'a
- Pogodziłaś się z Lokowatym? - zapytała ciekawa El
- Nie
- No, come on. Zakochani, a zejść się nie umieją - zaśmiał się Ashan
- On nie wie, o co chodzi - wskazała Danielle palcem na bruneta
- Możliwe, że się nie zejdą. Ruda nie wybacza tak łatwo - zwrócił się do El
- Idziemy na lody? - przerwałam dyskusją na temat miłości
- Taaa, ale się ubierz. Masz 25 minut - odezwała się El, pacząc się na zegarek. Biegiem wskoczyłam w białą bluzkę z napisem " single" i ubrałam moje ulubione szorty. Dodałam do tego moje fioletowe japonki, które świetnie łączyły się z resztą. Na oczy założyłam wielkie okulary. Do torebki wrzuciłam portfel, błyszczyk, cień do powiek, telefon, chusteczki i zegarek.Wyszłam z domu
- Fajnie się ubrałaś - skomentowała uśmiechnięta Sophie. Ja tylko uśmiechnęłam się. Kupiliśmy po lodzie, a moją uwagę zwróciła turkusowa sukienka. Uwielbiam ten kolor. Kupiłam ją, bo idealnie leżała
- Na razie spróbuję żyć jako singiel - powiedziałam sama do siebie
- Chłopaki niedługo wracają - zaczęła się cieszyć Sarah
- Tsa. Genialnie - udawałam ucieszoną
- Oj daj spokój, pogodzicie się i będzie git - zaśmiała się El
- Jasne. NIE chcę go widzieć. Jeżeli macie z nim przychodzić, to lepiej w ogóle nie przyłaźcie. Po prostu nie wyjdę - powiedziałam. Zrobili zdziwione miny. Już mam dosyć Londynu. Zrobiło się ciemno. Przypomniał mi się ten most, na którym Poznałam Matt'a . Usiadłam tam gdzie kiedyś
- Oczy mnie nie mylą? - usłyszałam znany mi głos. Przestraszyłam się, ale dalam to po sobie ukryć. Chłopak wyciągnął jakiś środek
- Nie pozywaj mnie, po prostu nie byłem sobą - rzucił i patrzł mi się prosto w oczy - Spróbuj - dodał
- Yyy nie - odmówiłam
- Weźmiesz, kiedy będziesz gotowa - rzekł z przekonaniem - Skoczmy! Życie jest okropne! Zróbmy to ! Mniej cierpienia dla innych i my będziemy szczęśliwsi - powiedział i usiadł obok mnie
- Wiesz, to przyjdź o 12. Pomyślę - wrzasnęłam. Pobiegłam do domu. Szybko wzięłam prysznic i zasnęłam
    Obudziły mnie radosne promienie słoneczne, jak fajnie. Włożyłam delikatną, letnią bluzkę, różową. Jakieś wygodne szorty i tramki. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a makijaż zrobiłam jak zwykle delikatny. Szybko udałam się w stronę mostu. Rozejrzałam się. Nigdzie nie było Matt'a. Tchórz - pomyślałam i usiadłam. Trochę się przestraszyłam, bo to dosyć wysoko i tam jest głęboko. Jednym krokiem znalazłam się po drugiej stronie. Przez głowę przeleciało mi dużo przygód, tych fajnych i niemiłych. Życie stało się udręką. Już nie byłam tak szczęśliwa, jak kiedyś. Z drugiej strony można kogoś poznać. W jednej chwili byłam już gotowa. Przygotowana na najgorsze i bolesne cierpienie. Nie bałam się. Wręcz przeciwnie, pragnęłam tego
- Boże święty! Co ty robisz?! Odwala Ci?! Złaź stąd! Szybko, bo sobie krzywdę zrobisz!! - usłyszałam znajomy głos...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                  WAŻNE!!

Cześć. Chciałabym was o czymś poinformować. Mam dość imienia Isabelle, normalnie słabo mi się robi. Mam propozycję. Otóż chcę zmienić jej imię na Sylvia, Evelyn lub RosalieJeżeli wam się to nie podoba, to piszcie w komach.

Strasznie wkurza mnie to, że czytacie, a nie dajecie komentarzy! Nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą! Naprawdę mnie motywują, co sprawia, że chce mi się pisać! ZOSTAWCIE PO SOBIE JAKIŚ ŚLAD, JAKO ANONIMOWI LUB ZALOGOWANI. 


 Układ 4 komentarze = nowy rozdział. Brak 4 komentarzy = brak rozdziału. Proszę zrozumcie mnie!


Agnes : *
~Kara 
  i wszystkim anonimowym, dziękuję za komentarze. Wiele dla mnie znaczą!


                                           








czwartek, 24 maja 2012

Rozdział 16 " Byłam szczęśliwa i radosna."

    Ta idiotka zachowała się gorzej niż świnia. No jak tak się można zachować? Jak można wymyślić taką bzdurę? Ona jest chora psychicznie. Bez dwóch zdań. Zebraliśmy nasze rzeczy i wpakowaliśmy do aut
- Lou, mogę zmienić samochód? - zapytałam ze sztucznym uśmiechem. Chyba go to zdziwiło, bo myślał, że zawsze chcę być blisko Loczka
- Do którego?
- Tam, gdzie jest Sophie - powiedziałam bez żadnego zastanowienia. Wiedziałam, że to najlepsze rozwiązanie. Wpakowaliśmy się do aut. Siedzieliśmy tam i nic się nie odzywaliśmy. Schowałam się pod kapturem i zaczęłam cicho szlochać. Na szczęście nikt mnie nie usłyszał. Po dojeździe poczułam ulgę, wielką. Szybko wbiegłam do swojego pokoju i zaczęłam, tym razem głośno szlochać. Te słowa Hazzy, mnie zraniły za mocno. Nigdy w życiu nie zdradziłabym go. Szybko wpadłam na genialny pomysł, zmęczona zasnęłam.
  Szum wody za oknem. Obudziłam się. Płakałam, a ze mną cały Londyn. Szybko włożyłam bordową  tunikę i czarne, długie legginsy. Włosy zostawiłam rozpuszczone, bo tak lubię. Śniadania nawet nie ruszyłam. Po prostu brak apetytu. Poinformowałam rodziców o moim planie, a ci od razu się zgodzili. Tak więc, postanowiłam zerwać wszelkie kontakty z dawnym światem. Przynajmniej na jakiś czas. Dopóki nie wyleczę się z tej chorej miłości.
" Miłość jest chora." - tak zawsze mawia mój tato, który ma za sobą wiele dziwnych rzeczy. Szybko rozdałam mój numer rodzinie
- Mamo, jestem gotowa! - wrzasnęłam, chyba na całą "japę" - jak to Lou mówi.
Momentalnie wybrałam nr Veronici i powiedziałam, że nie przyjdę na kurs. Oczywiście nie z tego numeru. Razem z tatą wzięłam walizki i zaniosłam na dół, gdzie czekała już taksówka
- Trzymaj się - rzuciła smutno mama
- Spoko, niedługo wrócę - uśmiechnęłam się przyjaźnie. Ta droga to wieczność. Jechałam jakieś nudne 4h. Zapłaciłam i wyszłam. Ujrzałam wielki dom mojej kochanej babci. Wiedziała, że przyjadę
- Cześć babciu - powitałam ją uśmiechem 
- Ooo moja Isabelle - wpadła mi w ramiona - Na ile przyjechałaś?
- Na tydzień - uśmiechnęłam się szeroko. Zdecydowałam, że najpierw pójdę do mojego dawnego pokoju, w którym kiedyś mieszkałam. Nic się tu nie zmieniło.
    Niebieskie ściany, które obklejone były różnymi zdjęciami. Kilka szaf, które stały jak dawniej. Na półce wielki miś z napisem  " Warto kochać, nie zapomnij" . Obok niego kilka, kwadratowych pamiątek, które zawsze dostawałam od babci, na urodziny.  Uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy. Pełnej bólu i cierpienia, a wracając. Na łóżku leżała poduszka, którą kiedyś dostałam od Matt'a. Czerwona, w kształcie serca z napisem " I love you ". Kiedyś wiele dla mnie znaczyła, kiedyś.
    W kieszeni wyczułam ... zdjęcia? Tak, moje i Hazzy. Łzy napłynęły mi do oczu. Na nich byłam szczęśliwa i radosna. Szybko przykleiłam je taśmą do ściany
- Isabelle, chodź na obiad! - wrzasnęła z dołu moja babcia. Zerwałam się na równe nogi. Na stole stała grochówka. Momentalnie nie było nic na talerzu. Muszę przyznać, że bardzo smaczna. Babcia tylko się zaśmiała
- Trzeba coś ze sklepu? - zapytałam z nadzieją, nagle
- Tak, możesz kupić - powiedziała i podała mi długą listę. Wskoczyłam w jakieś buty i z domu wyskoczyłam jak oparzona - normalka. Kiedyś zawsze tak było. Poszłam w stronę sklepu, którą tak dobrze znałam. W końcu kiedyś tu codziennie chodziłam. Na ławce, pod sklepem, siedzieli moi dawni przyjaciele. Zobaczyli mnie i niemal oczy, wyszły im z orbit. Rzucili się na mnie
- Ej, dusicie!- wrzasnęłam z całej siły. Chociaż mało jej miałam 
- To co ważne, że jesteś - odezwał się nagle James
- Pozwolicie, że się wyślizgnę - powiedziałam i zaśmiałam się głośno
- Idziemy teraz do ciebie - krzyknęła Georgia. Zaśmiałam się i zaprowadziłam ich do domu. Weszliśmy do salonu
- Jak tam w Londynie? - zapytała Amy. Opowiedziałam im o wszystkim, co się stało. Byli mega zdziwieni.
- To dlaczego zerwałaś kontakty z innymi ludźmi? - spytał Chris
- Jakoś nie mam ochoty z nimi teraz gadać
- Nie rozumiem Cię - zaśmiała się Amy
- Ja siebie też - rzuciłam i tym razem szczerze się uśmiechnęłam. Zaśmiali się głośno. Udaliśmy się do mojego pokoju
- No rzeczywiście. Musiałaś się naprawdę zakochać. Skoro tyle tu waszych wspólnych, słodkich i zabawnych zdjęć
- To moje ulubione - wzięłam jedno. Było nim to, któro zrobiła nam Eleanor na Hawajach. Jesteśmy szczęśliwi i całujemy się. Poczułam, że pojedyncza łza spłynęła po moim zimnym i lekko zaróżowionym policzku. Tak bardzo za nim tęsknie. Niech będzie szczęśliwy. Życzę mu tego z całego, złamanego serca. Mam nadzieję, że Alex nie dała nikomu mojego nowego numeru
- Idziemy! Zabieramy Cię ze sobą! Nie możesz tak gnić!- wrzeszczał mi do ucha James
- Za godzinę. Przyjdziemy po Cb. Pójdziemy do kluuubuu - cieszyła się Amy. Podziwiam jej entuzjazm, który nigdy nie wygasa
- Ok - zgodziłam się. Wszyscy wyszli. Nawet nie miałam siły ich odprowadzać, więc zostałam. Odpaliłam laptopa, którego tak rzadko używałam. Na poczcie miałam ze 30 wiadomości tupu " GDZIE JESTEŚ?!"
-
Zignorowałam to. Weszłam na plotki, bo jakoś miałam na nie ochotę. Moją uwagę zwróciła jedna:
" Harry Styles spotyka się z jakąś nieznajomą dziewczyną!!" Weszłam na nią. Były tam zdjęcia Patty i Harolda, którzy: przytulają się, całują, robią sobie zdjęcia, gadają itp. Strasznie mnie to zdezorientowało.
" Muszę przestać, natychmiast przestać. Jeżeli nie przestanę płakać, moje życie legnie w gruzach. Już jest w części inne, gorsze. Czeka mnie teraz ważny okres. Nie mogę się poddać!" - zanotowałam w moim pamiętniku. Kurka wodna. Przypomniała mi się impreza, która będzie za 50 minut ! Wskoczyłam pod prysznic, co mi trochę zajęło. Założyłam krótką, zwiewną, ekri sukienkę. Nie sięgała mi nawet do kolan. Włożyłam zaufane, szare baleriny. Jeszcze dobrałam idealny płaszcz. Poinformowałam babcię, że wychodzę. Bezproblemowo się zgodziła. Właśnie wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Razem z moją paczką poszliśmy na jakąś hardcorową imprezę.Już z daleka rozchodziła się głośna muzyka. Westchnęłam i weszłam przez specjalne drzwi. Od razu, kiedy zobaczyli mnie dawni koledzy, rzucili się na mnie. Tańczyłam całą noc. Wreszcie odkryłam dobre strony bycia singlem. Prawie całkowicie zapomniałam o Harry'm. Chociaż przez chwilę mogłam się poczuć znowu szczęśliwa. Wypiłam raptem dwa kieliszki
- Chodź! Idziemy już! - usłyszałam głos Georgi
- Dlaczego? - zdziwiłam się
- Za bardzo szalejesz. Zaraz wylądujesz u kogoś w łóżku - zaśmiała się. Wracając Georgia była bardziej pijana, więc ciągle się wypierdalała ( sorry za słowo, ale mi pasuje:D) hah, a jak to wyglądało. Niestety droga się skończyła i musiałam iść
- To papa - pożegnała się - Ptaszki śpiewają, w dupie mnie mają - zaczęła śpiewać, kiedy weszłam do domu. Hah kto jak kto, ale ona dziwne rzeczy robila po pijaku, a ta piosenka o ptaszkach to moja grrr. Uduszę pacana!
    Loczek, jego uśmiech, który zwala z nóg. Obok niego Patty. Trzymają się za ręce, szczęśliwi. Nie zwracają na nic uwagi. Nagle pojawia się... szczur? Połyka w całości Patty, a Harry ucieka gdzie się da. Wpadł w krzaki i z nich nie wyszedł...
- Ahhh jak przyjemnie, to kupa leży se. Prawdziwie delikatna i smaczna to się wie - usłyszałam śpiew Georgi i Amy. Taaa to nasze powitanie, kiedy ktoś leży w łóżku. Wtedy ten ktoś jest "kupą" hah. Weszłam do łazienki razem z wcześniej wybranymi ciuchami. Na siebie włożyłam śliczną, różową bluzkę w kwiatki, a raczej tunika. Dobrałam do tego czarne, krótkie legginsy. Z włosów zrobiłam warkocza, na boku. Delikatny makijaż, który idealnie pasował do mojej kreacji. Zeszłam na dół, gdzie czekała moja babcia i dziewczyny z śniadaniem. Na siłę wpakowałam jakąś bułkę i kakałko
- Zrobisz mi zakupy? - zapytała babcia
- Jasne - uśmiechnęłam się sztucznie. Tak naprawdę to nie miałam na nic ochoty. Wzięłam mój ukochany telefon i niechętnie poszłam. Na ławce ,jak zwykle przywitali nas Chris i James. Ominęłam ich i szybko zrobiłam te idiotyczne zakupy. Wychodząc zaatakowali mnie
- Dzisiaj robimy zdjęcia - wrzasnęła do ucha Amy
- Jesteś idealnie ubrana - powiedział i przejechał po mnie wzrokiem Chris. Potem wyjął aparat i pokazał kilkanaście zdjęć z imprezy. Wybrałam dwa, na których byłam i fajniasto wyszłam. Poszliśmy do parku. Spotkaliśmy tam Mark'a , który zgodził się zrobić nam zdjęcie. Wyszło genialne. Ustawiliśmy się tak: Amy, James, ja, Georgia i Chris. Wyszło genialne. Potem poszliśmy do specjalnego studia, które miało być początkiem naszej kariery. Wyszłam wprost genialnie. Zrobili jeszcze wiele zdjęć. Sami jeszcze robiliśmy. Szybko odpaliłam laptopa i łączyłam Facebooka. Akurat siedział Lou. Nosz ... Napisał do mnie
- Hej, możesz powiedzieć, gdzie jesteś?
- Mogę, ale nie muszę.Daleko.
  Dodałam  4 zdjęcia i wylogowałam się. Włożyłam płaszcz i udałam się na miasto. Tęsknię za Londynem. Wtedy przypominał mi się Hary. Zaczęłam płakać Podszedł do mnie jakiś chłopak
- Wszystko ok? - zapytał - Jestem Patrick
- Isabelle - wymusiłam uśmiech
- No, to gadaj! - rozkazał i usiadł obok mnie. Za jednym wdechem opowiedziałam mu wszystko. Jakimś cudem się nie rozwyłam. Trochę mnie pocieszył. Skapnęłam się, że jest już 3 w nocy i pobiegłam do domu
   Zapach pieczonego ciasta, który unosił się w domu. Na krześle siedział szczęśliwy Harry, którego zaraz bardziej rozweselę. Wyjęłam ciasto z piekarnika i napisałam " LOVE FOREVER". Podałam Loczkowi. Szeroko uśmiechnął się. Szybko zjadł i odezwał się
- Pyszny
- Specjalnie dla Cb
    Ohh, dlaczego to tylko sen? Kto śmie budzić mnie o 9 rano, dzwoniąc? Spojrzałam na wyświetlacz - Alex...

------------------------------------------------------------------

Hello. Sorka za to, że zepsułam tak ten rozdział, ale będzie się jeszcze działo. Obiecuję.

Jeszcze jedno. Stawiam warunek. Jeżeli pojawią się 4 komentarze, to rozdział się niedługo pojawi, a jeżeli nie, to nie. Po prostu chcę mieć pewność, że mam po co pisać, dla kogo...
     

Uwielbiam to <33
                             


poniedziałek, 21 maja 2012

Rozdział 15 " Zgubiłyśmy się!"

 Nie no świetnie. Nie ma to jak budzić o 6 rano. Nieźle się na Loczka wkurzyłam. Po chwili ten się głośno zaśmiał. Zrobiłam obrażoną minę. Kazałam mu wyjść, bo sama musiałam się w coś ubrać. Szybko włożyłam jasną bluzkę i turkusowe szorty.Z lusterkiem w ręku zrobiłam delikatny makijaż. Zjadłam coś, przygotowanego przez Veronicę i wyszłam za namiot. Na jakimś kamieniu siedziała ta idiotyczna Patty. Blisko niej kręcił się mój ukochany chłopak. Niebezpieczna odległość. Zaczęła się do niego dobierać
- Idiotko! Mam dziewczynę - wydarł się. Ona uciekła. Uff od razu na sercu lepiej. Lokowaty dziwnym krokiem podszedł do mnie
- Przepraszam za rano - powiedział błagalnym tonem.Moje oczy paczyły centralnie w jego. Kiwnęłam tylko twierdząco głową, a on mnie gorąco pocałował
- Na przyszłość, nie budź mnie tak wcześniej. Źle to się skończy - pouczałam. Harry się zaśmiał
- Może pójdziesz do Sophie? - odezwał się nagle
- Masz rację. Zapomniałam o tym
- Kocham Cię
- Ja Ciebie też - wrzasnęłam i pobiegłam do namiotu, gdzie Sophie była sama. Tak mi jej żal
- Peter, Mike, Mark, James i Kevin - powiedziałam na głos imiona chłopaków, którzy ją bardzo zranili. Dobrze wiem jak to boli. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie szybko
- Hej - powiedziała - Jak tam? - dodała
- Dobrze a u cb?
- Dobrze wiesz - w tym momencie zaczęła głośno szlochać. Przytuliłam ją mocno
- Będzie dobrze - zaczęłam ją pocieszać - Ten debil widocznie na Ciebie nie zasługiwał - dokończyłam
- Muszę stąd wyjść. Nie mogę tu gnić - powiedziała i wyszła chyba na spacer. Ja szybko wyszłam i usiadłam na jakimś kamieniu. Przypomniało mi się poznanie z Matt'em
  Siedzę sobie spokojnie na jakimś moście i oglądam Londyn w nocy. Nie znałam go, bo wcześniej tu nie mieszkałam. W oddali widać biegnącego złodzieja. Dalej słychać krzyki. To nie jest wcale takie boskie miejsce. Obok mnie usiadł ktoś.
  Młody chłopak, może w moim wieku. Dosyć wysoki. Piwne, nadzwyczajne oczy, które kochałam. Jakiś smutny i przygnębiony siedział
- Skaczesz? - zapytał po chwili ciszy
- Nie - rzuciłam szybko - A ty?
- Mam zamiar. Życie jest okropne. Niedawno dziewczyna ze mną zerwała - powiedział smutny. Przypomniał mi się Samuel. Z niego taka świnia. Wcale mnie nie kochał, a robił nadzieje
- Nie rozumiem Cię - zaczęłam - Życie to jest dar, którego tak po prostu nie można odebrać. Dziwi mnie Twoje podejście do życia. Poznasz kogoś, zakochasz się i będziesz szczęśliwy. Dopóki ta osoba Cię nie zrani. Zrobi to na bank - dokończyłam swoją przemowę
- Ale jak, skoro to jest takie trudne? - zapytał nieznajomy
- Życie nie jest łatwe i nigdy nie będzie. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Dasz radę - powiedziałam szybko
- Jak masz na imię? - zapytał
- Isabelle, a ty?
- Matt, miło mi - stwierdził. Spodobał mi się Zaraz ile to ja miałam? Ah tak, prawie 16 lat. Przegadaliśmy tak całą noc...

- Ejo ziemia do Isab - wydarł się Niall. Po szybkim ocknięciu poszłam do 3/5 One Direction
- Siema - powiedziałam na wejściu, a wszyscy odpowiedzieli tym samym. Były tam jeszcze Eleanor, Danielle, Sarah i Anne. Zachciało mi się śmiać. Jakoś powstrzymałam wybuch, ale ciężko było. Poszłam do namiotu, mojego i Loczka. Hm nie ma go tu. Rozejrzałam się i zauważyłam Patty, która jak zwykle klei się do mojego Harolda. Ona nie da nam spokoju? Zmówiła się z Matt'em , czy co? Dzieliła ich niebezpieczna odległość. Wszystko mogło się stać. Mój chłopak uciekł. Usiadłam sobie na kamieniu i zaczęłam wspominać sobie na kamieniu, mój pierwszy pocałunek...
     Skaliste wybrzeże, piękna pogoda i czysta woda. Na ten widok uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Nigdy nie miałam chłopaka i nie chce mieć. Podobno to wielkie cierpienie. Podszedł do mnie mój przyjaciel - Gregory. Usiadł obok mnie i zaczął z zainteresowaniem przyglądać mi się . Coś tam pierniczył po Francusku, ale dobrze wiedział, że nic nie rozumiem
- Wiesz - zaczął - Bardzo mi się podobasz - powiedział po angielsku. Szczęka mi opadła
- Yyyy co ja mam powiedzieć? - zapytałam po chwili ciszy
- Po prostu, że czujesz to samo
- Czuje to samo - stwierdziłam. Podszedł bliżej i złożyłmi delikatny pocałunek na ustach. Do końca nie wiedzieliśmy, jak się całuje. W końcu mieliśmy po 11 lat.

  Dzisiaj już wiem, że to nie była prawdziwa miłość, Odziwo chodziliśmy ze sobą 3 tygodnie. W szkole mijałam go szerokim łukiem

- Ej Isabelle, ocknij się - wydarł się do ucha Lou. Szybko wstałam i poszłam do zapłakanej Sophie
- Wiem, że to boli, ale czas się nie cofnie - przytuliłam ją
- A jakby mnie nie było? - zapytała nagle
- Ty chyba nic nie sugerujesz - zdziwiłam się
- Świat byłby piękny. Ludzie szczęśliwi. Nie musiałabym już cierpieć
- Przestań.Nie można tak łatwo się poddawać. Znajdziesz sobie chłopaka, który na bank Cię pokocha. Takiego, co na Ciebie po prostu zasłuży - skończyłam
- A co, jeśli to na na nikogo nie zasługuję?
- To nie prawda - zaprzeczyłam. Znowu ją przytuliłam i zostawiłam samą. Szybko skoczyłam do Danielle
- Danielle, mogę na słówko? - zapytałam dziewczyny, która stała się moją przyjaciółką
- Tak, jasne - rzuciła i poszła za mną. Opowiedziałam jej, co się dzieje z Sophie
- Trzeba ją wspierać. Musi przez to przejsć. Nie jest to łatwe - powiedziała
- Wiem, że nie łatwe -  stwiedziłam ze spuszczoną głową. To nadal boli. Pomimo, że minęły 2 miesiące. Udałyśmy się na spacer, ale wcześniej wyciągnęłyśmy Eleanor i Sarah. Ja i El, wzięłyśmy telefony tak na wszelki wypadek. Chciałyśmy zabrać jeszcze Veronicę, ale nie mogła
- Ej, gdzie my jesteśmy? - zapytała nagle Danielle
- O shit. Zgubiłyśmy się! - Sarah zaczęła histeryzować
- Spokojnie. Mamy telefony- uspokajałam. Yyy co? Brak zasięgu!
- Dziewczyny, nie chcę straszyć, ale zbiera się na burzę - wybuchła nagle El
- Musimy znaleźć jakieś wyjście - myślałam na głos
- Racja! - dalej Sarah panikowała. Szybko poszłyśmy w nieznany kierunek. Znalazłyśmy wyjście z lasu. Trochę inne, ale podobne do naszego
- Znam to miejsce !- wydarła się Danielle - Przyjeżdżałam tutaj w dzieciństwie - skończyła. Przerażone zauważyłyśmy jakąś dziewczynę, która chodziła wokół samochodu
- Yy hej - krzyknęłyśmy do niej
- Wsiadajcie do auta - wydarła się. Pobiegłyśmy do jej samochodu. Wyłączyłyśmy telefony i przeczekałyśmy burzę, która trwała , całą noc.
   Oj, ale niewygodnie. Przewróciłam się na drugi bok i zobaczyłam, że siedzimy w aucie. Więc to nie był tylko złyy sen. Nie spała już dziewczyna, która nas przygarnęła
- Znasz okolicę? - zapytałam cicho
- Tak. Często tu bywam - odpowiedziała i wyszłyśmy na zewnątrz. Opowiedziałam jej, co się stało. Zgodziła się pomóc nam, odnaleźć nasze miejsce. Chociaż sama nie wiedziała, czy o to chodzi. Zbudziłam dziewczyny i spojrzałam na telefon. Połączenia nieodebrane:
- 33 od Loczka
- 10 od Lou
- 7 od Ashan'a
- 7 od Sophie
- 2 od Niall'a
- 3 od Anne
- 9 od Zayn'a
-5 od Liam'a. No to się namartwili. Hah szybko udaliśmy się w głąb lasu. Na szczęście spotkałyśmy tam Ashan'a i Anne, którzy wpadli nam w ramiona
- Gdzie wy byłyście? - pytał wkurzony Ashan
- Yyy na nieudanym spacerze- zaśmiała się Eleanor
- Chodźcie pod namiot. Anne powiadom chłopaków - powiedział.Po godzinie rozstaliśmy się z dziewczyną i udaliśmy się w stronę namiotów
- Gdzie ty do cholery byłaś? - wybuchnął Harry, kiedy weszłam
- Na spacerze- odpowiedziałam bez zastanowieia
- Tak?! A może mnie zdradzasz?! - wrzeszczał chyba na cały las
- CO?! Odbija Ci?! Zgubiłam się z DZIEWCZYNAMI - darłam się
- Ta, jasne. Patty mi wszystko powiedziała. Lizałaś się z jakimś kolesiem
- Wierzysz jej, czy mi?! - wydarłam się jak tylko mogłąm
- Chyba jej. Z nami koniec - wrzasnął...

--------------------------------------------------------------
Hej. Macie jakieś pomysły, związane z dalszymi losami bohaterów? Piszcie na gg 21984806. Tak po za tym, to dodawajcie komentarze, bo się obrażę. Jak będą mini 4, to nowy rozdział dodam szybciej :D


Fajna piosenka, nie? Posłuchajcie:D

piątek, 18 maja 2012

Rozdział 14 " Jesteś chorą psychicznie osobą"

 O Bosz.. Nie no zabiję Eleanor. Chyba Ashan jej powiedział, że nie lubię mokrych pobudek. Jednak nie zeszłam z mojego "łóżka". Wtedy przyszedł Harry i zaczął mnie całować
- Za co się wtedy obraziłeś?!
- Za te nagłe wyście - odpowiedział ze słodką miną. Uwielbiam te jego boskie minki. Założył ręce. Dzięki temu mogłam go trochę połaskotać, ale szkoda mi paznokci. Szybko go wygoniłam i ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy. Wyszło całkiem fajnie. Różowa, delikatna bluzka z napisem " I love my boy ". Założyłam krótkie, jeansowe szorty i jakieś adidasy. Makijaż zrobiłam odporny na wodę. Po jakimś czasie wszyscy poszliśmy popływać w jeziorze. Ashan nadal był lekko zły. Wciąż mi się chce śmiać z jego miny, kiedy założyłam mu te rajstopy. Nagle poczułam dosyć ciepłą wodę, a do jeziora nie wchodziłam
- Włazisz albo użyjemy drastycznych środków  - wrzasnął Pan Marchewka. Mało mu  papierów wsadziłam? Przejechałam go groźnym spojrzeniem
- Ciekawe ,jakich? - rzuciłam z sarkazmem
- Chcesz się przekonać? - szybko krzyknął Hazza
- Nie - wydarłam się. Wszyscy się zaśmiali. Szybko przebrałam się w strój. Rozpędziłam się z mostu i wskoczyłam do wody. Bardzo czysta. Zanurzyłam się i podpłynęłam do Liam'a, który stał w wodzie. Dzięki temu wywalił się, robiąc wiele hałasu. Szybko pojawił się pod wodą. Cała reszta raczej się przestraszyła. Zaczęli uciekać po części jeziora. Poprosiłam Liam'a żeby dalej siedział i nie wynurzał się za bardzo. Następną ofiarą był Louis. Ten wpadł do wody inaczej niż Liam. Z krzykiem i przerażeniem. Co on sobie mógł pomyśleć? Szczęki? Hah wywaliłam wszystkich chłopaków. Na trzy cztery wstaliśmy z wody. Udawaliśmy, że się dusimy. Dziewczyny w pisk
- Świetne to było - stwierdził Niall i przybiliśmy piąteczkę
- Co ty robisz w wodzie? Kiedy do niej weszłaś? Omal zawału nie dostałyśmy - mówiąc to Anne była jakby przestraszona. Potem jeszcze trochę pływaliśmy. Po tym dniu byliśmy wykończeni. Z Harry'm poszliśmy do naszego namiotu
- Nie mam Cię siły nawet pocałować - wydusił, po czym rzucił się na "łóżko". Zaśmiałam się głośno
- Robimy ognisko! Wpadać za godzinę! Widzimy się pod moim namiotem - wrzeszczała Veronica, która nagle wpadła do naszego namiotu
- Pójdziemy na chwilę. Nie mam siły na żadne ognisko - rzucił nagle
- Dzisiaj w planie urodziny Sarah. Musimy iść - powiedziałam szybko. Po godzinie nudów i gadania poszliśmy w miejsce, gdzie miało się odbyć ognisko. Złożyliśmy Sarah życzenia i zaśpiewaliśmy "happy birthday". W sumie to wyszło śmiesznie. Ashan udawał, że ma męski, bardzo gruby głos i darł się wyglądało na to, że śpiewać nie umie, ale to nie prawda i ja o tym dobrze wiem. Wybuchliśmy śmiechem. Dużo razy piliśmy zdrowie Sarah. Sama nie wiem ile wypiłam, ale chyba trochę za dużo. Padnięta rzuciłam się na " łóżko".
  Wszystkim twarz wykrzywiło. Mówili śmiesznymi głosami i śmiesznie wyglądali. Zostałam tylko ja i jakaś stara babka. Mówiła, że to jakaś kara. Potem zobaczyłam gadającego buta. Coś tam pierniczył sama nie wiem co.
   Auuuuć jak mnie łeb boli. Co to miał być za sen? Ja chyba serio pójdę do specjalisty. Nie ma to jak kacyk po imprezie
- Siema - wrzasnął mi do ucha Louis, który prawie nie pił. Wzięłam taśmę i zakleiłam mu buzię. Przynajmniej tyle spokoju. Jeszcze napisałam mu na czole " Jestem debilem, nie zdzierać taśmy". Hah fajnie to wyglądało. Cały dzień narzekałam, ale to moje ulubione zajęcie. Reszta też tak, ale Eleanor, Danielle i Liam też mieli zaklejone gęby, bo się darli. Wieczorem zdarłam te mądre taśmy. Jak się darli. O 3 w nocy rzuciłam się na moje miejsce noclegowe.
   Tym razem bez żadnych koszmarów i głupich snów obudziłam się wypoczęta. Była 10. Włożyłam białą koszulkę w fajowe kropki. Założyłam błękitne szorty. Włosy związałam. Makijaż zrobiłam dosyć mocny jak na mnie. Potem obudził się Loczek, który powitał mnie gorącymi pocałunkami. Szybko wskoczył w jakieś ciuchy i razem z Veronicą udaliśmy się na długiiii spacer po lesie. Dużo się nagadaliśmy. Harry dostał głupawki. Żeby go uspokoić kazałam mu udawać małpę. Haha. Chodził na czworaka i trochę udawał, że skacze po drzewie. Kiedy mu przeszło zaczęliśmy normalnie gadać. Za tydzień Hazza i ja mamy kurs jazdy konnej. Podobno Veronica umie świetnie jeździć. Ja jeździłam tylko kilka razy tak, jak Pan Naelektryzowany. Po jakimś czasie wróciliśmy do reszty, która nudziła się i czekała na nas. Radośnie nas przywitali
- Słuchajcie wszyscy. Ja z Sarah my jesteśmy parą - wrzasnął szczęśliwy Zayn. My wszyscy mieliśmy z tego zaciesz. Wszyscy byli w dobrych humorach. Tylko Ashan na mnie zły. Eh takie jest życie. W końcu go przeprosiłam. Ten od razu się uśmiechnął. Mogłam wcześniej, ale lubię ludzi wkurzać. Postanowiliśmy, że zagramy w kalambury. Było bardzo fajnie. Podzieliliśmy się na pary. Ja i Harry wylosowaliśmy " krowa" haha. Loczek udawał, że chodzi na czworaka, a ja muuuuczałam. Szybko zgadli. Dużo by opowiadać. Lou i Eleanor udawali pijanych . Tak się wczuli, że wpadli do wody haha. Danielle i Liam naćpanych. Po grze popływaliśmy. Pan Marchewka udawał tarzana, który był cały brudny. Heh " Tarzana" wrzuciliśmy do wody. Eleanor śmiała się zamiast pomóc. Noc z Loczkiem spędziliśmy cudownie. Najlepsza noc w życiu.
    Obudził mnie jakiś pisk. Chyba Anne. Szybko wyskoczyłam z naszego namiotu. A tam? Chłopaki wrzucają Anne do wody
- Wow, ślicznie wyglądasz bez makijażu - stwierdził Harry przyglądając się mi. Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do naszego namiotu. Na złość wyciągnęłam lusterko i zaczęłam się malować. On na zadowolonego nie wyglądał i zabrał mi mój ulubiony cień do powiek
- Nie ukrywaj swojej natury - powiedział smutny i wsadził cień do mojej torby. Jednak wyjęłam resztę kosmetyków i pomalowałam się delikatnie. Mój chłopak był lekko zły, ale przeprosiłam go gorącym pocałunkiem. Całą grupą poszliśmy na spacer do lasu. Aaaa zaraz, zaraz co to ma być? Nagle zaczęli nas gonić byki. Uciekaliśmy gdzie się dało. Każdy śmiech mieszał ze strachem . 3 godziny przed nimi uciekaliśmy. Haha na prawdę to wyglądało przekomicznie. Najbardziej z nas bał się Kevin. Jakoś nam się udało i wszyscy zmęczeni wpadliśmy na "łóżka", czyli materac a na tym koc. Zostawiłam Harry'ego i poszłam na most. Siedziała tam Sophie i plakała. Musiało się coś stać
- Co się stało? - zapytałam zmartwiona
- Kevin mnie zdradził z Twoją przyjaciółką Natalie
- Ale przecież jej tu nie ma
- Tak, ale on tam pojechał. Poznał ją i mnie zdradził - dokończyła. Z niego taka świnia? Nie wiedziałam o tym. Eh takie jest życie. Całą noc mówiłam jej, że to świnia itp. Zmęczona płaczem zasnęła, a ja poszłam do namiotu. Ten idiota wyjechał do Londynu
- Gdzie ty byłaś?! - usłyszałam zdenerwowany głos Harolda
- Zdradzałam Cię - odpowiedziałam z sarkazmem
- Z kim?!
- Z  super cudownym i  boskim chłopakiem - krzyknęłam. Mój chłopak się zaśmiał
- A tak serio?
- Pocieszałam Sophie, bo Kevin, ten idiota ją zdradził
- Aż to świnia - rzucił. Przytulona w jego ramiona zasnęłam
- Aaaaaa - zaczęłam piszczeć - Ty wredny małpojadzie! Ty wredna świnio! Samolubna skarpetko! Ty ty okropna krowo! Jesteś chorą psychicznie osobą - darłam się na całą japę. Hazza wybuchł śmiechem - Tak Cię to bawi?! - nakręcałam się. Po chwili znalazł się obok mnie
- Przepraszam - rzucił i zaczął się do mnie dobierać
- Skoro jesteś taki, to wyp... - darłam się zła . Nie dokończyłam, bo zasłonił mi usta ręką...

----------------------------------------------
Nowa bohaterka:
Veronica Adams ( 21.03.1992) 

poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział 13 " Nic nie mów Louis'owi"

                   ..Ranek oczami Isab...
- Wstawajta -  usłyszałam głos Harry'ego nad sobą. Yh teraz go tylko udusić. Mam dzisiaj jakieś wyniki badań masekrejszyn
- Nie drzyj się - wydarłam się a ten zatkał uszy
- Będziemy się tak drzeć - krzyknął aż ja tym razem zatkałam uszy
- Nie
- Aha - wrzasnął. Wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Po pięciu minutach się ogarnęliśmy. Szybko ubrałam się, zrobiłam delikatny make-up i włosy spięłam w koka. Na dole czekała moja rodzina z Hazzą
- Masz tu bułki. Zrób sobie coś - rzuciła szybko moja mama
- Nie jestem głodna - oznajmiłam. Poczułam na sobie wzrok Loczka. Chyba był lekko zły
- Zjesz koniec kropka - wrzasnął i popaczył się na mnie złowrogo. Na siłę wdusiłam kanapkę. Mój chłopak zawiózł mnie pod szpital. Usiadłam na krześle i czekałam na lekarza. Tak minęło jakieś 30 min. No nareszcie wielkie pańsko raczyło ruszyć dupę. Trochę byłam zła, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Szybkim krokiem poszliśmy do jakiegoś gabinetu
- Nie jest dobrze - powiedział lekarz - Masz bardziej odpoczywać! Nie możesz się przemęczać i uważaj co robisz - pouczał. Myślałam, że będzie trochu lepiej. Pod drzewem z autem stał zadowolony Harry, który nudził się. Podeszłam do niego. Mieliśmy wsiadać, ale Loczka nagle obsikał pies. Haha i ta jego zdziwiona mina. Wybuchłam głośnym śmiechem, a on był zakłopotany. Ledwo pies odszedł a gołąb na niego narobił. Haha Lou powie, że to kara. On zawsze umie rozbawić
- Nic nie mówi Louis'owi z tym gołębiem - powiedział wściekły. Czy on mi w myślach czyta czy co?! Zaraz mu w łeb walnę
- Chcesz się przytulić? - zapytał podstępnie. Całą drogę mnie straszył, że się do mnie przytuli 3/5 One Direction zareagowało na to śmiechem
- Ciekawe skąd to - zaciekawił się Lou
- Pewnie mu poszło stąd co nie powinno - zaśmiał się Niall, a ja walnęłam go w łeb. Fakt nie wiem czego ten gołąb się naćpał , ale to przypominało kolor biały. W życiu by nie zgadli
- Idziemy szukać tego gołębia- rzucił szeptem Harry
- Będziesz sprawdzał jak nawala? - zaśmiałam się
- Chodź do centrum handlowego - powiedział po chwili ciszy. Po jakiś 10 idiotycznych minutach doszliśmy
- Yyy wiesz, ale muszę za potrzebą - oznajmił
- Spoko może kogoś poznasz - zaśmiałam się. Usłyszałam głośny krzyk jakiegoś faceta. Chyba znajomy. Zaśmiałam się głośno. Czy on tak wszystkich poznaje?
                                    ...Oczami Loczka...
 Chciałem usiąść na kibel, a tu ktoś się drze. Boże znowu. Obróciłem się i zobaczyłem Ashan'a, który siedzi sobie na tronie. W duchu zacząłem się głośno śmiać. Myślałem, że narobię w gacie. On był zdezorientowany. Po chwili oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem

- Poczekaj na mnie tylko skończę - powiedział
- Spoko. To ty poczekaj. Pójdę do innej kabiny - rzuciłem przez śmiech. Po pięciu minutach poszliśmy do czekającej Isab
- Poznałeś kogoś? - zaśmiała się uroczo
- Spotkałem Ashan'a - powiedziałem przez śmiech a ona strzeliła facepalma
- Z kim ja się zadaję?! - rzuciła lekko zła i weszła do jakiegoś sklepu. A my się zaśmialiśmy. Pojutrze to będzie zabawa. Oj będzie się działo. Po jakimś czasie postanowiliśmy wrócić do naszego miejsca zamieszkania. Szybko się przebrałem. Wyszedłem a ruda nagle wybuchła śmiechem. Zaraz po niej Ashan
- Z czego się tak cieszycie? -zapytałem zdziwiony
- Nałożyłeś bokserki na spodnie i włosy Ci się naelektryzowały - wydusiła moja dziewczyna. Haha fakt . Miałem na sobie zielone bokserki a pod nimi dresy. Jeszcze moje włosy. Eh to wyglądało przekomicznie. A ja głupi nie mogłem się domyślić dlaczego mi tak niewygodnie. Wyszedłem. Oboje wstrzymali śmiech
- Jak tam Panie Naelektryzowany ? - zaśmiał się Ashan a Isab dziwnie się popaczyła
- Mieliście ubaw?
- Tak - zaśmiali się. Szybko poszliśmy do reszty, która siedziała w kuchni. Kłócili się tam o jakieś głupstwa. Pan Marchewka i Alex głośno się z nich śmieli
- O co się tak kłócicie? - zapytałem
- Dziewczyny mówią, że jedzenie się zmarnuje - bulwesował się Niall . Wtedy my wybuchliśmy śmiechem. No bo jak ma zostać? Przekonaliśmy dziewczyny, że zostanie. Moja dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. No i good. To ma być niespodzianka
- Co robimy ? - zapytała znudzona Sarah
- Idziemy na festyn! - krzyknął Niall
                                                       ...Oczami Isab...
Szybko złapaliśmy torby i wybiegliśmy z domu. Hah musiałam się oczywiście potknąć i wywalić. No i cała jaa

- Eee dziewczyny i Ashan zabieramy was na tydzień pod namiot - rzucił Liam. Nasza reakcja była bezcenna. Chłopaki się zaśmiali, ale ja nie bardzo chciałam jechać
- Ale - zaczęłam
-Nie ma żadnego ale . Twoja mama się zgodziła - oznajmił Harry i uśmiechnął się szeroko
- A kiedy? - dopytała Anne
- 14 lipca czyli jutro
- Jedziecie? - rzucił nagle Zayn
- Ja nie - powiedziałam a wszyscy mnie zaatakowali
- JEDZIESZ I KONIEC - wydarli się na raz
- Dobra, ale nie krzyczcie - wydarłam się tak, że aż Liam podskoczył. W sumie to niesprawiedliwe. 12 osób na jedną
- A co robi Natalie? -zaciekawił się Zayn
- Pojechała na całe wakacje do Los Angeles
- Ale jej fajnie
- I zabrała naszą okropną siostrę - ucieszyła się Alex..Po 15 minutach drogi doszliśmy na miejsce
- Tu można się pobawić !- ucieszył się Lou. Pierwsze co zrobiliśmy to wybraliśmy się na trampolinę. Pierwsi weszli Alex, Lou, Niall i Anne. Drudzy ja,  Harry, Sarah i Zayn. Trzeci Liam, Danielle, Eleanor i Sophie. Ja z Haroldem robiliśmy boskie salta. Mu nie wychodziło, ale mi tak. Potem poszliśmy sobie postrzelać. Mieliśmy ubaw. Bawiliśmy się cały dzień. Wieczorem zauważyłam tą samą dziewczynę, która była na Hawajach i kleiła się do Hazzy. Myślałam, że oszaleję. Jakoś ją odpychał. Dowiedziałam się,że ma na imię Patty i czepiła się Harry'ego. Prawie go pocałowała. Coś tam gadała, że będzie jej. Nie wierzę jej. Po festynie rzuciłam się na łóżko
- AAAAAAAA - usłyszałam pisk Sophie
- Co się drzesz?! - wydarłam się
- Już 7 wstawajta! - rzuciła. Szybkim tempem wzięłam prysznic, ubrałam się. Makijaż zrobiłam delikatny. Kiedy wyszłam zauważyłam, że Sophie zaczęła mnie pakować. Uśmiechnęłam się i szybko zabrałam się za śniadanie. Zjadłam aż dwie bułki. Potem szybko poleciałam po coś do jedzenia. Wzięłam dużo żarcia i zapakowałam do plecaki. W końcu przyszła reszta
- Cześć - wrzasnęli
- Hej - powiedziałyśmy na raz. Szybko się rozsiedlimy do samochodów. Jechało 15 osób. Rozeszliśmy się do trzech aut
- Uważaj jak łazisz - wydarłam się do Loczka, który potknął się i śmiesznie wpadł po auta. Po dwóch godzinach dotarliśmy na miejsce. Tu jest przepięknie. Wielkie jezioro. Czekała na nas jakaś dziewczyna. Z tego co wiem znajoma Liam'a. Ma nam pomóc zapoznać się z miejscem itp.
- Cześć mam na imię Veronica - przedstawiła się brunetka. Polubiłam ją. Bardzo miła i szczera. Może jakieś 19 lat. Dowiedziałam się, że niedaleko jest tu druga grupa, w której jest ta cała Patty. Złe przeczucia nie pozwalały mi zasnąć...


sobota, 12 maja 2012

Rozdział 12 " Zaczął się drzeć jak opętany"

 - Siemka - wrzasnął na miejscu Lou
- Hej panie krzyczący - rzuciłam . Weszłam do środka i moim oczom ukazały się Eleanor, Danielle, Susanne i dziewczyny, z którymi byłam umówiona
- Hej Isab - rzuciła Eleanor - Słyszałam, że byłaś w szpitalu i, że to było coś poważnego
- Tak to prawda - oznajmiłam i popaczyłam się na Ashan'a, który samotnie siedział w kącie
- Idziemy gdzieś ?- zapytał Zayn.
- Ja i Niall zostajemy - powiedziała Susanne ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Jest jakaś dziwna, albo mi się tak po prostu wydaje.
- Gdzie Hazza? - zapytałam
- Na górze zaraz zejdzie - odpowiedział Liam
- Może zostaniemy u was! - krzyknął dziwnie Ashan. Jak ja nie lubię jak ktoś się drze. Chłopaki popaczyli się po sobie
- Taaa to dobry pomysł - powiedział Niall. Po chwili zaczęliśmy tak się wydzierać, że chyba nas na drugim końcu Londynu było słychać. Nagle dostałam poduszką. Kto odważył się zacząć wojnę z Isabelle Shellares? No kto? Popaczyłam się i zauważyłam, że to Zayn
- Śmiesz wyzywać mnie na pojedynek?  - zapytałam a Zayn się zaśmiał - Bitwa na poduszki - wrzasnęłam. Wszyscy zaczęliśmy się rzucać. No nie ktoś znowu we mnie trafił! A kto to? Mój ukochany Loczek. Jak się wkurzyłam, to mu oddałam dwa razy mocniej. A Zayn popaczył się na niego. Zamachnęłam się i rzuciłam. Taak ! Prosto w Zayn'a głowę. Nieźle wrzasnął. No i znowu dostałam. Tym razem od Danielle. Zamachnęłam się i rzuciłam, ale nie trafiłam.Dostał Liam, który stał za nią. Prosto w głowę. Haha aż się przewrócił. Reszta to zauważyła, bo zaśmiali się
- Ty to masz cela - rzucił Niall, a ja tylko się uśmiechnęłam. Wróciliśmy do zabawy. Nieźle dostał ode mnie Lou, który usiłował wstać. Przewrócił się jak Liam. Eleanor nie wyrabiała ze śmiechu. A nasz cudowny Pan Marchewka upadł na Loczka. Przy tym było tyle śmiechu. Tylko nikt nie pobije rzutu Niall'a, który rzucił tak, że Zayn prawie na metr odleciał. Oczywiście się wywalił i narzekał, że go noga boli. Boli? Haha Isab mądra. Wzięłam poduszkę i nią prosto w drugą nogę. Zaczął wrzeszczeć. Nie dziwię się mu, bo ma się cela
- Nie żyjesz !- krzyknął
- Już się boję - wrzasnęłam z sarkazmem, ale tego pożałowałam. Zaczęłam uciekać, ale mnie dopadł. Potknął się i wywaliliśmy się. Ałaaa jak boli. Walnęłam głową mocno o jakąś ścianę. Miałam się oszczędzać. Poczułam, że robi mi się słabo. Szybko przybiegła reszta, która nawrzeszczała na Zayn'a
- Dobrze się czujesz? - zapytał zmartwiony Harold
- Nie - odpowiedziałam. Loczek zanióśł mnie do łóżka. Położył się obok mnie. Po ok. 25 minutach czułam się dobrze, ale głowa jeszcze trochę bolała
- Już się lepiej czuję - rzuciłam i wstałam z łóżka. Razem wyszliśmy na dół. A tam? Susanne, która całuje się z Niall'em. Wróciliśmy na górę
- Gdzie jest reszta? - zapytałam
- Poszli na lody
- A dla mnie
- Zamówiłem nam po waniliowym
- Kochany jesteś - oznajmiłam i zaczęłam go całować. Usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy opowiadać swoje śmieszne historie z życia
- Wiesz - zaczął - Kiedyś jak poszedłem do X factor, jeszcze przed ogłoszeniem osób, które przeszły poznałem Louis'a. To było bardzo śmieszne. Poszedłem sobie do WC. Miałem zamiar siadać na kibel. A tu jakiś koleś się drze. Obróciłem się i zauważyłem, że jakiś koleś siedzi na tym kiblu, gdzie ja miałem siadać. Jeszcze w ręce miał gazetę. To takie dobre  zdążyłem zdjąć gacie i prawie usiadłem , a ten zaczął się drzeć " Jakiś debil siada na mój kibel aaaa". Miał minę typu WTF . To było bezcenne  - mówiąc to Hazza prawie płakał ze śmiechu. Wyobraziłam sobie to. Musiało to wyglądać przekomicznie. Ja zdążyłam już beczeć.
- Zapomniałeś powiedzieć, że miałeś pryszczatą dupę. Myślałem, że to ufo - dorzucił Lou, który właśnie wszedł do pokoju
- Podsłuchiwałeś?! - wydarłam się
- Tak mi się usłyszało - powiedział spokojnie. Zaraz co on powiedział z tą dupą? Buhahahahaha teraz łzy już same leciały
- To fajnie się poznaliście - powiedziałam przez śmiech. Gadaliśmy dobre 2 h. W końcu zeszliśmy na dół
- Idziemy na zakupy? - spytała Sarah
- Oczywiście - ucieszyła się Anne. Zebrałam się, a hajs pożyczyłam od Loczka
- Jesteśmy parą - oznajmił Niall, trzymając Susanne za rękę. Wszyscy się uśmiechnęli. Po kilku upadkach i wybuchach śmiechem znaleźliśmy się pod centrum handlowym . O bosz jakie ono ogromne i takie drogie w nim ciuchy. Zauważyłam śliczną bluzkę, ale była droga więc jej nie zaczepiałam. Ukradkiem zobaczyłam, że Susanne podoba się bardzo droga bluzka
- Niall kochasz mnie? - zapytała podstępnie
- Tak
- To kup mi tą bluzkę - rzuciła z sztucznym uśmiechem. Już wiedziałam, że jest z nim dla kasy. Wiedziałam, że jest fałszywa. Chyba wszyscy oprócz Niall'a skapnęli się. Popaczyliśmy się po sobie. Jakoś odechciało mi się zakupów i postanowiłam wrócić. Idąc poczułam się bardzo słabo. No cóż nie słucham tego, co mówił lekarz. Oparłam się o jakiś budynek. Boosz co jest? Nie miałam siły wstawać, chociaż zimno się robiło. Po dwóch godzinach jakimś cudem doszłam do domu. Cały następny dzień przesiedziałam na necie i na oglądaniu telewizji. Nikt nie próbował się dobić? Ależ owszem moja paka, lecz co chwila spławiałam ich byle tekstem. Do domu też próbowali się dobić, ale ich wyganiałam. Byłam sama więc mogłam robić co chcę. Nie chciało mi się nic robić. O mam przecież wódki ! Szybkim tempem wzięłam jedną i zaczęłam pić. Wypiłam całą. Do mojego domu rozległo się pukanie
- Nie ma nikogo w domu - wydarłam się
- Jak to nie ma? - spytał Zayn, a reszta się zaśmiała
- No mówię, że nikogo nie ma - wrzasnęłam
- Wyłaź mała - rozpoznałam głos Harolda. Podeszłam do drzwi. Miałam zamiar je otwierać, ale pośliznęłam się i wywaliłam. Zaczęłam się brechtać głośno. Szybko otworzyłam drzwi a ta całe One Direction. Trochu byłam piana
- No mówiłam, że nikogo nie ma. Możecie już wyjść - rzuciłam śmiejąc się
- Ty jesteś pijana - swierdził Harry. No sorka, ale tak
- I co z tego? - zapytałam. Nikt nic nie odpowiedział. Może to nawet i dobrze. W ciszy i nudzie siedzieliśmy jakieś 10 minut. Hazza o czymś myślał i się na mnie nie popaczył.Nie mogłam tego odczytać z jego oczu. Wiem, że się na mnie obraził. No sorry, ale za co?
- Przyjdziemy jutro - rzucił Lou, a ja nie wiem kiedy zasnęłam. Snił mi się kot, który zjadał ludzi i rozwalał świat. A wielkości był zwykłego kota. Haha o czym ja śnie. Chyba coś jest nie tak z moją psychiką, ale już się przyzwyczaiłam do dziwnych snów
- Z samego rana budzić?! - wydarłam się nade mną stał Ashan, który polał mnie zimną wodą. Ja go kiedyś uduszę ,powieszę na sznurku i na łeb wsadzę skarpetkę
- Zbieraj się o 12 mamy być o chłopaków
- A która jest?
- Dziesiąta
- To nie mogłeś przyjść wcześniej? - zbulwersowałam się. No tak ja się normalnie zbieram trzy godziny. Bez ściemy.Dwie to dużo zamało. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się (bez butów) i zrobiłam make-up. Na dole śniadanie robiła..Sophie? Popaczyłam się na kalendarz 14 lipca. Jutro mam wizytę kontrolną w szpitali. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Z moich rozmyśleń przerwał mi dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz- Zayn
( Rozmowa telefoniczna)
Z - Hej co tam?
I - Dobrze. A co tam u cb?
Z - Wszystko ok. Widzimy się o 12. Mam sprawę
I - Ok zgadamy się u was
Z - Do zobaczenia
( Koniec rozmowy telefonicznej)
OO jakie fajne rajstopy. Zauważyłam zielone? Zaśmiałam się w duchu. Ashan stał idealnie, żeby wykonać mój zacny plan. Wzięłam rajstopy i wsadziłam je mu na łeb. Jego reakcja była przekomiczna. Stał z rajstopami na łbie i wrzeszczał. Haha zrobiłam mu śmieszne zdjęcie z mojego cudownego telefonu. Zaczął mnie gonić. Wcześniej wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i uciekałam. Był bardzo wkurzony. Pobiegłam do chłopaków. Ashan był już spokojny, ale nadal obrażony za te rajstopy. Eh ten Ashan
- Butelka koniec kropka - wrzasnął Lou. Moja reakcja jest wiadoma. A mianowicie wzięłam taśmę i zakleiłam mu buzię. Reszta się zaśmiała. Isabelle mądra. Kiedy mu odkleiłam tak wrzasnął, że chyba go na końcu Londynu było słychać. Wiedziałam, że teraz nie będzie się darł. Hazza był nieobecny. A co chciał Zayn? Dowiedział się, że Sarah go koch, więc zaczął swój zacny plan...
                    ...Oczami Sarah...

- Cześć Zayn - powiedziałam do bruneta. Uśmiechnął się szeroko. Dał mi róże. Był przepiękny wieczór. Bardzo ciepło. Siedzimy sobie na dachu jakiegoś wysokiego budynku. Wokół wiele pięknych gwiazd. W dodatku piękna pełnia, która dodaje nastroju randki

- Wiesz - zaczął - No nie wiem jak Ci to powiedzieć. No bo Cię kocham i wiem, że ty mnie też. Wiem, że to zniszczy przyjaźń, ale nie mogę dłużej czekać - rzucił szybko. Popaczyłam się na niego i szeroko się uśmiechnęłam. Ponoć wygladałam boszko
- Też coś... - nie dokończyłam. Rzucił się na mnie ze swoimi pięknymi, słodkimi ustami. Ah żyć nie umierać. Czułam się tak inaczej. Doceniana? A może kochana? Kiedy się oderwaliśmy zapytał mnie
- Będziesz moją dziewczyną?
- Tak - odpowiedziałam i uściskałam go
-----------------------------------------------------
Wyobraźcie sobie tą historię z poznaniem! Ja sobie wyobraziłam haha! Kiedy to pisałam turlałam się ze śmiechu. Mam nadzieję, że się podoba. Piszcie na mój profin na gliterach, nick paula4332.
 I jeszcze jedno. Dodawajcie komy. Jak nie macie kont to  jako anonimowi .
         

środa, 9 maja 2012

Rozdział 11 " Będziesz ze mną albo Cię zabiję".

 Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem? Małe pomieszczenie, śmierdzi tu alkoholem i Bóg wie czym. Rozejrzałam się dookoła. Na jakimś starym łóżku siedział Matt. Dlaczego mam związane ręce? Co się kurwa dzieje?! Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Matt'a
- Co nie wie się gdzie jest? - zapytał a ja pokręciłam przecząco głową
- To jakiś stary dom. Zostałaś porwana - zaśmiał się głośno
- Ale dlaczego?
- Bo Cię nadal kocham i nie pozwolę żebyś była z tym frajerem
- To nie jest frajer. Sam nim jesteś - wybuchłam - Większego idioty w życiu nie widziałam - dodałam . W tym momencie dostałam z pięści w twarz
- Nie masz prawa mnie obrażać
- A ty mnie porywać ! - wydarłam się
- Ciekawi mnie czy Twój Harold się o Ciebie martwi - zaśmiał się
                                       ...Oczami Harry'ego...
Gdzie ona tak długo jest? Nie ma ją 2 h. Pójdę jej poszukać. No kurczaki nigdzie jej nie ma. Zadzwonił mi telefon numer Isabelle 

( Rozmowa telefoniczna)
H - Gdzie ty do cholery jesteś?!
I - Nie wiem. Matt mnie porwał
H - Jak Ci się udało zadzwonić?!
I- Wyszedł na chwilę do sklepu ( krzyk) muszę kończyć ( przerażony głos mojej dziewczyny)
( Koniec rozmowy telefonicznej)
- Alex, dziewczyny wyłaźcie z wody szybko ! - darłem się
- Co się stało? - pytała Anne
- Isabelle, Matt ją porwał - krzyczałem
- Skąd wiesz? - pytała się Sarah. Opowiedziałem im o tym telefonie. Postanowiliśmy, że zadzwonimy na policję.
                                                ...Oczami Isab...
 - Nie krzycz tak, nikt Cię nie usłyszy - śmiał się

- Dlaczego taki jesteś?
- Jaki? - zaciekawił się
- Dobrze, że z tobą zerwałam. Jaki? Wredny, głupi i zazdrosny
- Będziesz tutaj tak siedzieć aż zmądrzejesz- groził
- Jesteś cholernym idiotą - rzuciłam , a on uderzył mnie mocno
- Będziesz miała śliwe pod okiem
- A ty będziesz w więzieniu - zaśmiałam się, ale szybko mina mi zrzedła, bo to bardzo bolało. OMG jaki to kretyn. Nigdy takiego nie widziałam. Go trzeba do psychiatryka
- Jesteś egoistką - stwierdził
- Ja ?! - zdziwiłam się - Popatrz na siebie. To ty jesteś egoistą
- Z szacunkiem do mnie, bo zrobię Ci krzywdę
- Nigdy w życiu. Do Ciebie z szacunkiem? - zadrwiłam z niego
- Posłuchaj będziesz ze mną albo Cię zabiję
- Wolę drugą opcję
- Tak ? - To zrobię tak, ale nie tak. Umrzesz w męczarni - zadrwił. Wiedziałam, że go na to stać.On na serio niech się wybierze do psychiatryka. A ja? Wolę umrzeć niż być z tym debilem. Tak wiem, dziwna jestem. Przez cały dzień nazywałam go idiotą. A jak on na to reagował? Albo się śmiał, albo mnie bił. Jak ja mogłam z nim być? Nigdy taki nie był. Był opiekuńczy. A teraz? Coś się w nim zmieniło. Pomimo, że jestem tu tylko dobę już strasznie tęsknie za Hazzą. PO co ja za nim  w ogóle poszłam?! Ufałam mu. Czas przeszły. Nie spodziewałam się tego. Nie po nim. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos tego debila
- To jak będziesz ze mną?
- Nigdy w życiu
- Czyli jeszcze trochę tu posiedzisz - rzucił i usiadł na starej kanapie - Zabiorę Cię w inne miejsce - dokończył. W drodze nieźle się szarpałam. OMG drugi koniec Londynu
- Tu będzie lepiej Cię więzić - stwierdził i zabrał mnie w to miejsce. Tym razem wiedziałam gdzie to jest, czekałam tylko aż wyjdzie.
                            ...Oczami Harolda...
- Chodźmy zobaczyły do tej starej chałupy - rzuciła Alex. Weszliśmy tam. Było tu okropnie

- Byli tu - stwierdziła  Alex i rozpłakała się. Podała mi bransoletkę rudej. Fakt zawsze ją przy sobie miała. Musiała ją zgubić. Ciekawi mnie tylko, gdzie ten debil ją zabrał? Pewnie do jakiejś rudery. Tylko do której? O naszym odkryciu powiadomiliśmy policję. Zabronili nam jej szukać, ale ich nie słuchamy. Całe 3 dni już szukamy. Jej rodzina rozpacza. Ja też nie jestem w najlepszym stanie.Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe? Rozmyślenia przerwał telefon od ... Isab?!
( Rozmowa telefoniczna)
I - Kochanie ulica Expensive 31. On chce mnie zabić. Pomóż przyjedź jak najszybciej. Kocham Cię pa
H - Czekaj!
( Koniec rozmowy telefonicznej)
- Gdzie jest ulica Expensive 31?!
- Na drugim końcu Londynu - odezwała się Sarah
- Jedziemy tam jest Isabelle - krzyknąłem. Zebraliśmy się i pojechaliśmy. Prowadził Lou, bo ja nie miałem na to siły. Nagle zadzwonił mi telefon. Dzwonił Matt
( Rozmowa telefoniczna)
M-  Dziewczyna świetnie się ze mną bawi
H - CO?!
M - Znów jesteśmy parą
H - CO?!
( Koniec rozmowy telefonicznej)
Jakoś mu nie wierzę. Isab nie potrafi szybko wybaczyć
              ...Oczami Isab...
- Co ty mu nagadałeś? - darłam się

- Że jesteśmy parą
- Powaliło Cię? - wydarłam się jeszcze głośniej. To już czwarty dzień, od kiedy zostałam porwana. Nic nie jadłam, tylko mogę pić wodę. Z tego co wiem to wyglądam strasznie. Wieczorem obudził mnie głos tego idioty
- Co zmądrzałaś? Będziesz ze mną? - mówiąc to zbliżył się do mnie. Miał w ręce nóż
- Nigdy w życiu - mówiąc to zaciskałam zęby. Wtedy wparowało One Direction, Anne, Sarah, Sophie i policja
- Stać policja - krzyknął jakiś starszy mężczyzna może miał z 50 lat. Wtedy Matt podszedł do mnie i przyłożył mi nóż do gardła
- Uspokój się! - krzyknął drugi mężczyzna. Wtedy ten idiota zabrał nóż z mojej szyi i zaczął ciąć mi ręce. Boziu jaki debil. Potem wziął nóż i uderzył nim w brzuch. Poczułam straszny ból...
                               ...Oczami Harry'ego...
O Boże co ten debil zrobił?! Moja ukochana upadła na podłogę. Idiota uciekł, a policja pobiegła za nim. JA podszedłem do niej. Anne zadzwoniła po kartekę. OMG ona nie oddycha! Zrobiłem jej sztuczne oddychanie i przyjechała karetka. Jest w dodatku bardzo zmarznięta. Zadali kilka pytań i  zabrali ją. Czekamy pod jakąś salą. Żeby żyła, żeby żyła, Ile to już czekamy? 4 godziny jakoś długo.Przez ten czas nikt nie jadł, nie pił i nikt nie zaczął rozmowy. Tam cały czas ktoś wchodzi. Jezu, jak ja się boję. Jakby to wszystko mogło się okazać tylko złym snem. Każdy z nas chodzi po korytarzu i strasznie się boi. Najbardziej ja i Alex  - wiadomo. Po sześciu godzinach wyszedł lekarz. Zwrócił się do nas

- Jest tu ktoś z  rodziny? - zapytał
- Ja, ale jest tu też jej chłopak może też? - zapytała Alex. Lekarz przypatrzył mi się dokładnie i chwilę stał jakby o czymś myślał
- Zgoda - powiedział. Weszliśmy do jego gabinetu
- To co z nią? - spytałem
- Isabelle Shellares była wyziębiona, zraniona ostrym nożem i wygłodzona. Udało nam się ją ocalić. Jednak to wcale nie oznacza, że będzie żyć. Jej organizm jest bardzo osłabiony
- Możemy ją zobaczyć? - zapytałem
- Dobrze, ale tylko wy - rzucił. Szybko wyszliśmy. Weszliśmy do jej sali. Leżała biedna, blada, ale moja Isabelle. Była podłączona do wielu maszyn. Wyglądała tak ... dziwnie. Jeszcze te siniaki, któe zrobił jej Matt. Jak ja go kiedyś dorwę. Nie pozbiera się
  ... Tydzień później...
Już minął tydzień, a ona nadal się nie budzi. Ashan'owi wyjazd się przedłużył. Urodziny Sarah przełożyliśmy. Ashan nawet nie wie o tym, że Isab jest w szpitalu i ten stan... Zamieniałem się z Alex nad czuwaniem, bo sam pojechałam na lotnisko po Ashan'a

- Jak tam u Twojej dziewczyny ?- zapytał
- Jest w szpitalu - rzuciłem. Jego oczy przypominały kształt wielkich pomidorów. Opowiedziałem mu wszystko, był nieźle wściekły. Zresztą wszyscy byliśmy, więc się mu nie dziwię
- Jedziemy do niej, do szpitala ! - rozkazał. Po 5 minutach znaleźliśmy się na miejscu. Zaprowadziłem go do rudej
- O Boże! Ona wygląda tak okropnie - ciągnął i niedowierzał.
   Następnego dnia obudziłem się we własnym łóżku, co rzadko się zdaża. Szybko pojechałem do szpitala. Z nią było lepiej. Dużo lepiej. Po godzinie siedzenia obudziła się
- Gdzie ja jestem? - spytała swoim boskim głosem. Jak dawno się odzywała. Miałem ochotę ją gorąco pocałować
- W szpitalu - powiedziałem i popaczyłem się na nią. Ashan wyskoczył po lekarza
- Boli panią coś? - zapytał
- Głowa i brzuch - odpowiedziała
- Przypomniałaś sobie co się stało? - zapytała
- Tak - odpowiedziała szybko. Jak ja tęskniłem za jej głosem
- Za tydzień pani wyjdzie - powiedział lekarz i uśmiechnął się
                             ...Tydzień póżniej oczami Isab...
  Nareszcie mogę wyjść z tego piekła. Przez cały tydzień gadałam z chłopakami. Przyszedł po mnie Hazza

- Masz wszystko? - zapytał troskliwie
- Tak - rzuciłam i uśmiechnęlam się. Razem wyszliśmy. Przy moim domie namiętnie mnie pocałował. Jak z jakiegoś filmu romantycznego
- Brakowało mi tego - rzucił. Fakt nie całowaliśmy się prawie dwa tygodnie. Nie chcieliśmy się od siebie odklejać. Lekarz kazał mi odpoczywać, ale co tam. Umówiłam się z moimi przyjaciółmi w domu u 1D. Zapukałam, drzwi otworzył mi...

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział 10 " Ten sen coś znaczy"

                                    ...Oczami Isab...
-Dzień dobry kochanie - usłyszałam głos mojego chłopaka

- Cześć - odpowiedziałam i pocałowałam go namiętnie
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytał Lou
- Idziemy na plażę - rzuciła Eleanor
- Dokładnie, Eleanor pójdziesz ze mną później na zakupy? - zapytałam
- Oczywiście - odpowiedziała. Poszliśmy nad plażę. Oczywiście Hazza po drodze musiał się wygłupiać grr wkurza mnie to. Po świetnym dniu postanowiliśmy wrócić do hotelu
- Ej mam propozycje Eleanor pójdzie do Lou, do waszego pokoju, a Hazza przyjdzie do mojego pokoju - rzuciłam szybko
- Spoko mi pasuje - zaśmiał się Pan Marchewka. Zabrałam El na zakupy. Kupiłam kilka śmiesznych pamiątek. Opalałyśmy się jeszcze chwilkę. Wieczorem zamieniliśmy się pokojami
- Kotku chcesz tego? - zapytał, a ja zamknęłam drzwi. Po prostu zrobiliśmy to. Było niesamowicie. Rano obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Dzwoniła Sarah
( Rozmowa telefoniczna)
S - Hej ruda. Jak tam na Hawajach?
I - Hej u mnie dobrze. Tu jest boszko. A co u Ciebie?
S- Szalejemy z dziewczynami i z 3/5 One Direction
I- A jak tam sprawy miłosne?
S- Zayn mnie prawie pocałował
I - Prawie?
S- Niall nam przerwał
I - Aż to świnia
S - (śmiech) Kupiłaś te pamiątki?
I- Kupiłam
S- To cudownie
I- Dobra kończę, bo mój Loczek się budzi
S- Pa
I - Pa
( Koniec rozmowy)
- Dzień dobry kochanie - powiedziałam i dałam mu całusa
- Dzień dobry - powiedział sennym głosem
- Idziemy na śniadanie - oznajmił
- Ta, za 30 minut tak nie wyjdę - rzuciłam i pokazałam na siebie. Szybko wskoczyłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i  szybko pomalowałam. Kiedy wyszłam Hazza ubrany już na mnie czekał
- Ładnie się ubrałaś - skomentował mój ubiór
- Ty też nie najgorzej - rzuciłam szybko. Wychodząc z hotelowego "pokoju" niechcący się poślizgnęłam i zaliczyłam glebę
- Hahahahahaha - śmiał się Harry, a ja pociągnęłam go za nogawkę od spodni. Dzięki temu też się wywalił. Leżeliśmy dobre 10 minut śmiejąc się. Ludzie, którzy przechodzili dziwnie się na nas paczyli. No bo co można pomyśleć o ludziach, którzy leżą na podłodze i się głośno śmieją? Leżakowanie przerwali nam Louis i Eleanor, którzy potknęli się o nas. Hahah nie zauważyli nas. Eleanor w pisk, ale jak się zorientowała, że to my to zaczęła się głośno śmiać. Brechtaliśmy się jeszcze dobre 10 minut z nimi.Na śniadaniu strasznie dużo się śmieliśmy.Po skończonym posiłku wybraliśmy się na plażę. Mieliśmy ogółem świetne humory. Poprawiłam technikę pływania. Znowu byliśmy na zakupach. Tym razem wszystkim kupiłam pamiątki. Razem wróciliśmy padnięci i rzuciliśmy się na łóżko. Podobnie spędziliśmy następny dzień. Ostatniego dnia pobytu robiliśmy sobie zdjęcia. Eleanor zrobiła mi takie boskie, kiedy całuję się z Harry'm. Wyszłam jeszcze z moim chłopakiem na kolację. Jest taki kochany. Położyliśmy się wcześnie, bo czekał nas długi i męczący lot. Obudziłam się o 6. Zbudziłam mojego chłopaka gorącymi pocałunkami. Ubrałam się i zrobiłam delikatny make-up. Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy na lotnisko. Przed nami strasznie długi lot. Przez ten czas gadałam przez telefon, pisałam sms-y i śmiałam się z Eleanor i Lou, bo mój szkarb zasnął wtulony we mnie. Nawet graliśmy w karty. Ciągle wygrywała El, nie wiem jak ona to robi. Po długim locie dotarliśmy do Londynu
- Wreszcie - rzuciłam i obudziłam chłopaka
- Co się stało? - zapytał zaspany
- Dolecieliśmy  - mówiłam. Z lotniska odebrali nas moi rodzice
- Jak było? - pytała moja mama
- Świetnie - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Całą drogę samochodem przemilczeliśmy. W domu rozdałam pamiątki z wycieczki. Wszyscy byli mile zaskoczeni strasznie śmiesznymi
        No kurrr.. co to ma być? A tak zapomniałam Diana ciągle wrzeszczała w swoim pokoju - jak zwykle. Mianowicie była 10. Tak wcześnie i już się drze? Dom wariatów. Ooo jaka bista pogoda za oknem, pewnie upał. Cudownie żyć nie umierać. Napisałam sms-a  do mojej paki, niech wpadają za godzinkę. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się. Makijaż taki delikatny. Oo jak fajnie wyszło. Make - up idealnie do mnie pasował. Włosy spiełam. Rozległ się dzwonek do mojego domu
- To do mnie - wrzasnęłam. Za nimi stało 4/5 One Direction. Nie było Hazzy
- Gdzie Harold? - zapytałam
- EEEE ma kaca - rzucił Louis
- Za dużo wypił na imprezie - dodał Zayn
- Byliście na imprezie?
- Nie tylko trochę wypiliśmy - dorzucił Niall
- Idziemy? - zapytał zniecierpliwiony Liam
- Nie czekamy na dziewczyny - rzuciłam i założyłam ręce. Po dziesięciu minutach byli wszyscy. Po drodze strasznie dużo opowiadaliśmy z Lou, jak było. Wszyscy byli zachwyceni. Na plaży zadzwonił do mnie Ashan
( Rozmowa telefoniczna)
A- Cześć rudowłosa. Jak wakacje?
I - Dobrze już jestem w Londynie
A - Kupiłaś mi pamiątkę?
I - Tak. Co porabiasz?
A- Siedze w szpitalu i czekam aż Lucy się obudzi
I - Co się stało?
A - Chciała popełnić samobójstwa
I - Oh My God
A- Dobra kończę budzi się pa
I - papa
 ( Koniec rozmowy telefonicznej)
                            ...Oczami Ashan'a...
- Gdzie ja jestem? - pytała osłabiona Lucy

- W szpitalu - odpowiedziałem
- Ale dlaczego nie w niebie?
- Bo w szpitalu
- Fajnie - rzuciła i załamała się
- Dlaczego to zrobiłaś?
- No bo nie chcę żyć
- A chcesz iść teraz do psychiatryka?!
- Nie  - rzuciła i rozpłakała się - Zrobię to, jestem tego pewna - dokończyła. Trochę się wkurzyłem. Musiała mieć powód żeby chcieć się zabić. Poszedłem do Emily, która zawsze jest wesoła
- Cześć - rzuciłem
- Hej - odpowiedziała. Zauważyłem, że płacze
- Co się stało? - zapytałem
- Nic
- Przecież widzę
- Chłopak mnie rzucił
- Ale dlaczego?
- Zakochał się w Lucy
- W tej co się prawie zabiła?
- Dokładnie a wiesz dlaczego?
- Dlaczego?
- Bo to jej były, który wcześniej jej nie kochał
- Muszę iść - rzuciłem. Pojechałem do mojego tymczasowego domu. Za tydzień muszę wracać. To miejsce tylko mi miesza
                                             ...Oczami Harolda...
- Idę na plażę - powiedziałem sam do siebie. Wziąłem potrzebne rzeczy i poszedłem. O są leżą przy wodzie. Podszedłem i zobaczyłem moją Isab, która całuje się z Matt'em. Poczułem ból w sercu. Nagle Matt wyjmuję nóż. Co zrobi? Podszedł bliżej. Co on kurwa robi? Wbił nóż rudej w brzuch. Podbiegłem ona nie oddycha!

- O kurwa ! - wydarłem się. Szczęście, bo to tylko zły sen. Muszę iść na plażę. Coś czuję, że Matt tam jest i , że ten sen coś znaczy. Pomimo strasznego bólu głowy wskoczyłem w coś normalnego i wziąłem potrzebne rzeczy. Szedłem spokojnie i wolno. Kiedy doszedłem moja dziewczyna leżała na kocu...
                                                  ...Oczami Isab...
 - O cześć Harry - powiedziałam i pocałowałam go

- Miałem okropny sen - rzucił i zaczął opowiadać
- Głupi sen - rzuciłam wkurzona
- Może coś znaczyć - zastanawiał się
- Sugerujesz coś?!
- Tak
-  Nie całowałabym się z Matt'em z własnej woli - wkurzyłam się
- A założymy się? - zapytał lekko zły
- Wiesz co?! Pójdę po coś do picia
- Sama nie pójdziesz
- Nie?! O popacz - rzuciłam i zaczęłam się oddalać. Nosz... Matt akurat wracał ze sklepu
- Dokąt się wybierasz? - zapytał
- Kupić coś do picia
- Znam lepszy, tańszy sklep
- Gdzie?
-Niedaleko stąd - oznajmił. Po chwili wahania poszłam z nim
- To tutaj - rzucił. Weszliśmy gdzieś i poczułam ból...

Rozdziały

 Chciałam was poinformować, że będę rzadziej dodawać rozdziały, co 2-3 dni. Mam teraz bardzo dużo nauki i muszę to ogarnąć. Sami rozumiecie. Komentujcie moje rozdziały, bo się zniechęcam do pisania. A przepisanie rozdziału na kompa trwa 2 godziny...

niedziela, 6 maja 2012

Rozdział dziewiąty " Za to, że jesteś"

 Kiedy zdjął mi z oczu chustkę zobaczyłam pięknie rozścielone koce. Na nich było wino i dwa wielkie kieliszki. To wszystko było nad plażą. W koszyku były piękne, dojrzałe truskawki
- To takie słodkie kochanie - powiedziałam do Loczka i pocałowałam go namiętnie. Rzuciliśmy się na wino. Mój chłopak nalał mi trochę. Sobie też niedużo. Zaczęliśmy częstować się truskawkami. Wzajemnie wsadzaliśmy je sobie do buzi. Dużo się całowaliśmy i przytulaliśmy. Ciągle patrzyliśmy sobie w oczy. Gdzieś o 3 w nocy byłam w domu.
  Obudziłam się o 11 i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się (bez butów) była 12 więc poszłam do Sophie
- Siemka - krzyknęłam na wejściu
- Cześć ruda
- Plany na dzisiaj?
- Idę z Kevinem do parku potem do kina
- Aha to cześć - rzuciłam i wyszłam. Poszłam do Sarah
- Hej masz plany na dziś? - spytałam
- Tak wychodzę z Zayn'em
- Uuu - zawyłam i zabawnie poruszyłam brwiami - A nie wiesz co robi Anne ?
- Idzie z nami - odpowiedziała. Poszłam do chłopaków
- Siema - wrzasnął Lou, który otworzył mi drzwi, a ja jak zwykle wsadziłam mu papier do buzi
- SIEMA - wydarłam się tak, że chyba mnie na drugim końcu Londynu było słychać. Szybko przybiegł Harry, który na nasz widok zaśmiał się głośno
- Macie dzisiaj plany oprócz Zayn'a na dziś ? - zapytałam a chłopaki przecząco pokręcili głowami
- A propos planów musimy pogadać - rzucił Harry
- No co ? - zapytałam
- Zabieram Cię na tydzień do Honolulu. Wylatujemy jutro o 8. Przyjadę do Ciebie o 7
- Yyy Harry, ale...
- Nie ma żadnego ale ! Bilety zarezerwowane
- Kocham Cię
- Ja Ciebie tez - powiedział. Dał mi gorącego całusa
- Może kupimy jakieś nowe ciuchy? - zapytałam
- To chodźmy
- Tylko skoczę do domu po kasę
- Nie ja Ci kupię co chcesz- powiedział i się uśmiechnął
- Nie, nie chcę żebyś wydawał na mnie tyle kasy.Chodź ze mną - rzuciłam. Wzięłam małą część moich oszczędności. Mam tu pieniądze na dom. Dostaje po 100 złotych dziennie, a oszczędzam 12 lat więc sporo już mam
- Ile wzięłaś kasy?- spytał mnie
- 1000 funtów - rzuciłam. Przechodziliśmy po różnych sklepach.Kupiłam sobie dwie bluzki, trzy pary spodenek, japonki. Harry krótkie spodenki, dwie bluzki i jakieś adidasy
- Pomóc Ci się pakować? - zapytał
- Tak tylko zaraz wracam - rzuciłam i wyszłam. Powiedziałam o moich planach mamie. Zgodziła się. Bardzo mnie to zdziwiło
- Już jestem - powiedziałam na wejściu
- Gdzie byłaś?
- Przekonywałam mamę
- I co zgodziła się?
- Tak - odpowiedziałam i pocałowałam go .  Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować potrzebne rzeczy
- Em bierzesz to ? - spytał po czym wyjął moje różowe stringi
- A mam brać?
- Tak - odpowiedział i zabawnie poruszył brwiami. Minęło 3h . Wreszcie się spakowałam
- Leci z nami Lou jako opiekun - powiedział
- Spoko tylko niech mi nie krzyczy do ucha - rzuciłam a Hazza się zaśmiał. Pocałował mnie namiętnie
- Muszę iść
- Musisz? - popaczyłam na niego proszącym wzrokiem. Pożegnałam się długim, gorącym i namiętnym buziakiem w usta
- Do jutra - powiedział i puścił moją rękę. Była już 10 wieczorem. Wzięłam długą , relaksującą kąpiel. Nastawiłam budzik i poszłam spać.
  O piątej obudził mnie mój cudowny budzik. Wzięłam kąpiel, ubrałam się. Zrobiłam delikatny make-up  i do torby wsadziłam laptopa. Pożegnałam się z rodziną i wyszłam. Na dworze padał lekki deszcz, ale było ciepło. Czekał na mnie mój Loczek . Przywitał mnie gorącym buziakiem w usta
- Ile masz kasy? - spytał
- 3600 od mamy i 400 swoich a ty ?
- 5000
- Jedziemy
- Tak jasne - odpowiedział i zaprowadził mnie do taksówki. Po drodze na lotnisko milczeliśmy. Po 30 minutach dojechaliśmy na to nieszczęsne lotnisko. Wsiedliśmy i odlecieliśmy. Latanie wcale nie jest takie złe. Gadałam z chłopakami. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudził mnie głos mojego kochania
- Skarbie dolecieliśmy - powiedział
- Tak szybko? - zdziwiłam się
- Jeżeli 11 godzin to szybko, to tak - zaśmiał się Lou
- Yy a tu ciepło - zaczęłam się cieszyć jak małe dziecko
- Gorąco - poprawił mnie Lou
- Chodźmy do naszego hotelu - rzucił Hazza
- Pięciogwiazdkowy ?! - zdziwiłam się
- Tak pokażę Ci nasz pokój 3 osobowy
- Co ludzie sobie o nas pomyślą? - załamywałam się
- Żartowałem. Ja z Harry'm mamy wspólny pokój. Ty masz z Eleanor
- Kto to?
- Moja dziewczyna na pewno się zaprzyjaźnicie - ciągnął Lou
- Fajnie - rzuciłam. Weszłam do ich pokoju. Był cudny. Czekała tam ta dziewczyna. Rzuciła się Louis'owi w ramiona. Jak ona z nim wytrzymuje?
- Eleanor poznaj Isabelle - powiedział Lou a czarnowłosa dziewczyna wyciągnęła do mnie rękę
- Chodź pokażę Ci nasz pokój - powiedziała i pociągnęła mnie za rękaw
- Wow - wydusiłam
- Louis grzecznie się zachowuje, kiedy mnie nie ma?
- W jakim sensie?
- Dziewczyny
- Raczej nie zwraca na nie uwagi
- To dobrze- powiedziała. Położyłam się na chwilkę i zasnęłam. Obudził mnie śmiech Harry'ego. Powoli otworzyłam oczy. Nade mną stał nie kto inny, jak Harry. Wzięłam szybko prysznic i ubrałam się
- Co Cię tak bawi? - zapytałam
- Miałaś śmieszną minę
- Idziemy gdzieś?
- Jesteś głodna? - zapytał z troską
- Trochę idziemy na dół?
- Chodźmy - powiedział. Zaszliśmy jeszcze po Louis'a i jego dziewczynę
- Idziemy dzisiaj na plażę? - zapytała Eleanor
- Jasne - odpowiedzieli chłopaki. Poszliśmy nad jakąś piękną plażę i zadzwonił do mnie Ashan
( Rozmowa telefoniczna)
A- Siema Isab jak tam wakacje?
J- Hej jestem na Hawajach a co u Ciebie?
A- Co? Wow ty to dajesz. Cudownie poznałem nowych ludzi.
J - Zakochałeś się wreszcie?
A- Haha nie ! Nigdy nie będę miał dziewczyny
J - Akurat (śmiech)
A- A założymy się?
J - Tak (śmiech)
A - Kupisz mi jakąś pamiątkę?
J- Oczywiście
A - Dobra kończę zadzwonię jutro
J - Papa
A - Pa
(Koniec rozmowy telefonicznej)
- Kto dzwonił? - zapytał mnie mój chłopak
- Ashan - odpowiedziałam
- Wieczorem idziemy na randkę?
- Jutro
 - Przyjadę o 8 - powiedział, a ja uśmiechnęłam się. Harry podszedł do mnie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek
- Kocham Cię - wyszeptał mi do ucha
- Ja Ciebie też - rzuciłam i pocałowałam go w szyję
- Tak możesz mnie całować cały czas - powiedział. Potem wybraliśmy się do wody. Jakiś plastik kleił się do mojego chłopaka. Myślałam, że wybuchnę, ale jakoś mi się udało. Paczył na mnie przepraszającym wzrokiem
- Odwal się od niego ! - wydarłam się
- Jeszcze będziesz mój !- krzyknęła i popchnęła go
- Przepraszam za to - powiedział i pocałował mnie w usta
- Chodźmy na zakupy
- Yyy muszę?
- Tak zbieraj się! - rzuciłam. Po dziesięciu minutach byliśmy w jakimś sklepie. Były fajne ubrania
- Ale fajna bluzka - powiedziałam pacząc na prześliczną bluzkę
- Kupić Ci ją? - zapytał mnie
- Nie, nie wydawaj na mnie kasy - rozkazałam zła - Przymierz - podałam mu fajne jeansy
- Fajne - oglądał je
-  Szukaj czegoś dla siebie
- Po co mi?
-  Masz mało ciuchów. Przyda Ci się jeszcze kilka - powiedziałam. Po udanych zakupach poszliśmy do hotelu
- Gdzie was wywiało? - spytał Louis
- Byliśmy na zakupach - rzucił Hazza
- O Eleanor kupiłam Ci tunikę - powiedziałam i podałam brunetce
- Zajebista - skomentowała oglądając z każdej strony
- Dziękuję - dodała i przytuliła się do mnie
- Idziemy wieczorem do klubu? - spytał Lou
- Przebierzemy się i przyjdziemy - rzuciła brunetka. Pociągnęła mnie w stronę naszego pokoju. Eleanor ubrała się a ja w tym czasie brałam prysznic. Potem ubrałam się. Zrobiłyśmy sobie świetne, ciemne makijaże. Odziwo zostało nam trochę czasu. Włączyliśmy telewizor. Oglądanie przerwało nam pukanie
- Wejdźta - wydarłam się, bo nie miałam ochoty otwierać
- Tak - wrzasnęła Eleanor
- Zebrane? - krzyknął na wejściu Lou
- Dobrze się dobraliście. Oboje krzyczycie - skomentowałam, a oni się zaśmiali
- To idziemy? - zapytał Harry patrząc się na mnie
- Ślicznie wyglądasz - wyszeptał mi na ucho. Do klubu weszliśmy bez problemu. Na wejściu mój Harry dał mi mega namiętnego całusa
- Za co? - zapytałam
- Za to, że jesteś - oznajmił. Ja się tylko uśmiechnęłam. Przez cały wieczór tańczyłam z moim chłopakiem. Rozstaliśmy się o 3 w nocy. Padnięta od razu rzuciłam się na łóżko i zasnęłam
                                  ...Oczami Ashan'a...
Obudziłem się o 12 z wielkim bólem głowy. Wczoraj byłem na imprezie u mojej nowej koleżanki. Jest spoko. Tęsknię za Londynem, ale tu też jest fajnie. Zszedłem na dół na śniadanie 

- Co ma się kaca? - zapytał mnie mój kuzyn
- A ty nie masz?
- Mam, ale ty mega dużo wypiłeś
- Idę do Emily - powiedziałem i wyszedłem. Przywitałem się z dziewczyną, która była bardzo miła. Wracając od niej poznałem Lucy. Bardzo ją polubiłem. Następnego dnia poszedłem do niej. Uchyliłem drzwi i zobaczyłem Lucy, która leżała na łóżku. Myślałem, że śpi. Podszedłem bliżej . Zobaczyłem pociętą rękę. Była nieprzytomna. Zadzwonilem po pogotowie...

------------------------------------------------------
Nowa bohaterka
Eleanor Calder