[Rosalie]
22 grudnia, czwartek. Jakimś cudem z łóżka wyszłam o 8. Mamy wolne. Mamy wolne do 2 stycznia. Wzięłam prysznic, ubrałam się itp. Szybko wyszłam z domu. Udałam się do sklepu z upominkami. Harremu kupiłam bokserki z napisem " Im sexy and i know it" i fajną bluzę. Louisowi, jako że pojutrze ma urodziny, misia marchewkę. Do tego jego ulubioną bombonierkę i śmieszną, chodzącą "szczękę". Hahaha. Dziecko będzie miało ubaw. Reszcie kupiłam fajne piłeczki. Dla dziewczyn fajne, różne bluzki. Wychodząc z jednego sklepu spotkałam Matt'a
- Ooo siema - podał mi rękę
- Cześć
- Coś często się widzimy. Pójdziemy na kawę? - chwilę się wahałam, ale ostatecznie się zgodziłam. Weszliśmy do jakiejś restauracji
- Co tutaj robisz?
- A co mam kurwa robić?!
- Nie tak ostro - zaśmiałam się. Przez chwilę gadałam z nim, ale to bez sensu. Ciągle gadał coś o koniach. Grrr. Zmyłam się szybko, mówiąc, że mam coś do załatwienia
***
- Louis i reszta, możecie na chwilę? - krzyknęłam z góry. Chłopcy szybko zeszli - A więc skoro każdy jedzie do siebie na święta, trzeba wręczyć prezenty - chłopcy uśmiechnęli się - I Louis ma urodziny 24 - ego - wyjęłam wielką "paczkę". Lou podszedł do mnie - Wszystkiego najlepszego Lou - podałam mu paczkę. Od razu rozpakował i zaczął się cieszyć jak małe dziecko - Harry, Liam, Zayn, Niall - wręczyłam im prezenty. Każdy śmiał się ze swojego, bo były naprawdę śmieszne. Dostałam prostownicę od mojego kotka, bandamkę od blondyna (niezły ma gust), książkę od Lou, lusterko od Zayn'a, widelca i fajną bransoletkę od Liam'a. Wszystko fajne :). Niestety chłopcy rozjechali się do domów, a ja zostałam sama do 27 grudnia.
***
23 grudnia. Nienawidzę dni przed świętami. Są nudne. Wyszłam z łóżka, wzięłam prysznic, ubrałam się, zjadłam coś i spojrzałam przez okno
- Oooo śnieg - powiedziałam sama do siebie. Napisałam SMS-a do Ashan'a, Sarah, Anne, Sophie i wpadli szybko. Zmieniłam tylko buty na kozaki i kurtkę. Wszyscy razem zaczęliśmy bitwę na śnieżki
- Ashan stooop! - jak na polecenie wyszedł zza ściany mojego domu - Robimy drużyny. O kurwa mało osób! - pogoniłam do domu, napisałam SMS-a do Alice, dziewczyny Matt'a. Po chwili była u mnie.
- Teraz możemy
- Drużyna pierwsza Ashan, ja, Sarah. Drużyna druga Alice, Anne, Sophie - no i gitara
- Ej, a miejscówka? - krzyknęła Sophie
- Trza zrobić! - wszyscy zaczęli kopać dołki hahah. Było duuuuużo śniegu. Nasza drużyna zrobiła sobie jeden wielki. Aż to pacany! Zaczęliśmy się śmiać. Tzn moja drużyna. Będzie jazda
- Wszyscy gotowi? - krzyknął Ashan. Kurna jak w wojsku. Zaśmiałam się cicho. Z drużyny przeciwnej słychać było " TAK"
- Na stanowiska! I teraaaaa - tym razem w śmiech wpędziła mnie Sarah. Tak nasza oto swietna bitwa na śnieżki trwała 3 godziny. W końcu nikt nie chciał się poddać, a wszyscy zmarzli jak diabli. Hahaha każdy, ale to każdy był cały w śniegu. No co poradzę, że słabe śnieżki celowo robilam? Hahahaha. Wygrała oczywiście nasza drużyna!...
[Harry]
No wreszcie w domu. Otworzyłem drzwi i rzuciła się na mnie mama. I jeszcze Gemma. Zaśmialiśmy się cicho, bo mnie wywaliły na śnieg. Dużo go w tym roku
- Co robi ta Twoja?
- Rosalie?
- Noo
- Zaraz się dowiem - wyjąłem telefon
(Rozmowa tel.)
H - Hej kochanie
R - No hej
H - Co porabiasz?
R - Przebieram się. Była bitwa na śnieżki. A ty?
H - Siedzę z Gemmą. Wesołych świąt . papa
( koniec rozmowy tel)
- Przebiera się
- hahahaha. Przecież słyszałam - ...
-------------------------------------------------------------
Siemka. Mam prośbę podpisujcie się pod komentarzami, bo dodajecie jako anonimowi. Z góry dzięki i sory, że rozdział taki głupi i mało chłopaków. Dawajcie komy ;D

zajebisty
OdpowiedzUsuńczekam na nn
Super:)
OdpowiedzUsuńCzekam na nn.