sobota, 20 października 2012

Nowy blog

Witam. Założylam nowego bloga z imaginami:
http://imaginy-paula4332.blogspot.com/
 Mam nadzieję, że poczytacie

piątek, 12 października 2012

Epilog + dodatek + podziękowania

 
Włącz to:
         





 W dniu urodzin rudowłosej Rosalie, akurat wychodziła ze szpitala. Dla wszystkich było szokiem, że wyszła cało z takiego strasznego wypadku. Oczywista oczywistość, że chłopaki i przyjaciele urządzili jej jakieś przyjęcie.
 Zayn i Niall zajęli się wystrojem, Liam jedzeniem, Louis gośćmi, a Harry przygotowaniem dziewczyny. Wyszło, że ma być około trzydziestu pięciu gości - w końcu osiemnastka. Impreza była organizowana w kupionym przez rodziców, nowym domie rudej.
   Urodziny wypadały w środę, 22 lutego. Rosalie wstała, spakowała się i pewnym krokiem opuściła teren szpitala. Zapomniała o własnych urodzinach! Poszła do rodzinnego domu. Wygrzebała swoją nową, beżową sukienkę, zakupioną kiedyś przez Harrego, na ramiączkach, błyszczące, czarne szpilki. Zrobiła dosyć mocny, jak na siebie makijaż i spięła włosy.
   Pod drzwiami stał podjarany Hazza, który czekał na nią . Miał na sobie elegancki garnitur. Specjalnie, aby zwrócić uwagę swojej byłej dziewczyny, ułożył swoje loczki, tak jak ona uwielbiała. Śmiało zapukał do drzwi. Otworzyła mu właśnie Roska
- O cześć ... wyglądasz ... wow! - dziewczyna zaśmiała się głośno
- Wiem. To gdzie mnie prowadzisz, Haroldzie ? Jeżeli mogłabym wiedzieć
- Nie mogłabyś - zafascynowany nią, nawet nie parzył gdzie idzie ... i wpadł na słup. Wkurzył się ostro, bo co robi słup na środku chodnika?!
- Hahahahahaha. Dobre! Bolało? - dziewczyna  dusiła się własnym powietrzem! Chłopak wpadł centralnie w słup i jeszcze ta jego mina!
- Przestań się śmiać! - zaczął ją łaskotać i tak przez całą drogę. Przy wejściu zawiązał dziewczynie chustkę na oczy i powoli weszli do mieszkania. Kiedy zdjął - wszyscy razem krzyknęli:
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! - i dopiero wtedy do niej doszło, że ma urodziny, a impreza jest w jej nowym mieszkaniu. Najpierw wszyscy zjedli ogromny tort, którego Harry zrobił wspólnie z Alex i panią Shellares. Potem przeróżne preznety. Były symboliczne prezenty, różnego rodzaju pefumy, kwiaty itp.
- Mogę Cię prosić na chwilę? - Harry zjawił się obok niej. Złapał ją za rękę i poprowadził w kierunku dachu...
 [Rosalie]
- Po co mnie tu ciągniesz?
- Chcę pogadać, to ważne - Harry wziął ze sobą cieplutki koc, bo było bardzo ciepło jak na zimową noc . Wziął mnie za rękę i pociągnął na dach. Usiedliśmy.
- Rosalie... - wlepił swoje smutne paczadła w moje, dzięki czemu zahipnotyzował mnie - Proszę nie przerywaj mi, wysłuchaj do końca. Wiem, że Ciebie kocham najbardziej na świecie i ty mnie też. Zostańmi najlepszymi przyjaciółmi, ale w związku. Nawet nie wiesz jak teraz powstrzymuje się, aby przypadkiem Ciebie nie pocałować. Popatrz, ile przeszliśmy: było wiele dobrych i złych momentów, ale poradziliśmy sobie. Pamiętasz te śmieszne sceny? Pamiętasz, ile razy zerwaliśmy, aby do siebie wrócić? Teraz możesz mówić
- Harry ... pocałuj mnie i bądź tutaj, na zawsze - zaskoczony zaczął mnie delikatnie całować. Z początku bardzo delikatnie, ale z czasem coraz bardziej namiętnie. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy się   śmiać
- Teraz albo nigdy - powiedział Harry, cicho, chyba sam do siebie
- Rosalie Shellares - ukląkł na jedno kolano - Czy zechciałabyś zostać moją żoną i być ze mną do końca życia? - z kieszeni marynarki wyjął pudełeczko, otworzył, a w nim był pierścionek !
    W środku zaczęłam dosłownie się drzeć ze szczęścia. Powiedziałam tylko jedno krótkie "TAK!"
      Potem taniec szczęścia, Harry szalał, wziął mnie na barana, krzycząc głośno " JEST MOJĄ NARZECZONĄ". Wbiegł do wszystkich i zaczął się cieszyć jak jakieś dziecko.
- Rosalie, ona jest moją narzeczoną! - wszyscy zgromadzeni zaczęli bić brawo, a ja siedziałam sobie na barana u mojego narzeczonego. Zaczęłam się rżeć, bo Loczek coś nawijał z prędkością światła i nikt niestety nie mógł go zrozumieć.
        - Dawajcie mi tu Gangnam style! - wydarłam się do Zayna, który robił za dj'a. Ha! Posłuchał się mnie! W głośnikach właśnie ta piosenka i wszyscy odwalaliśmy ten zajebisty taniec, przy okazji głośno śpiewając, śmiejąc sie. Szybko wypiliśmy po kieliszku i wróciliśmy do zabawy. Osiemnastka the best! Jako, że w nowym mieszkaniu mam świetny basen, poszliśmy tam. Wszyscy po kolei zaczęli skakać: oczywiście nie obyło się bez śmiechów i przepychanek. Impreza dopiero się rozkręcała!
   Potem tańczyliśmy Macarenę i jakieś dziwne tańce, ale już u mnie w salonie. Wszyscy byli mokrzy, ale mieliśmy to gdzieś. Taaa, wiem, że będziemy chorzy, ale liczy się tylko ta chwila. Później trochę piliśmy, graliśmy w butelkę (normalnie jak za dawnych czasów), tańczyliśmy. Nie powinnam ani pić, ani imprezować, gdyż świeżo co wyszłam ze szpitala, ale co tam. Najwyżej coś mi się zrobi.
    To najlepsze, co mnie w życiu spotkało!


     KONIEC!

                                                 (Możecie wyłączyć muzykę)

                                       + dodatek od każdego z bohaterów

 [Rosalie] 

 Nigdy bym nie pomyślała, że spotkam sławnego Harrego Stylesa, a co dopiero została jego narzeczoną. Kiedyś pragnęłam zwykłego autografu, czy aby na mnie spojrzał, a dzisiaj wiem, że One Direction nie zasługują na te wszystkie hejty. Można mi nie wierzyć, ale kiedyś nie lubiłam Louisa ... Stało się! Moje marzenia spełniły się. Moja historia miłosna jest dziwna - wiem, ale niesamowita. Gdyby nie fakt, ze był ten debilski wypadek, dzisiaj nie bylibyśmy razem - tak by było, wiem to. W sobotę, 21 kwietnia, nasz ślub!!

[Anne]
 Ja zabujana wAshan' ie?! Hahahahahaahahhahahaahahaahahahahha. Wyśmiałabym, gdyby ktoś mi to powiedział np miesiąc temu. Tak, zakochałam się w nim. Jednak on  nie widzi świata poza Sarah. Zerwał ze mną wszelkie kontakty, bo kiedyś próbowałam go pocałować. Widuje się z resztą paczki, ale rzadko. Pomimo wszelkich prób pomocy Roski, stałam się wyrzutkiem społeczeństwa...

[Diana]
 Jak mogłam być tak głupia, że próbowałam zabić własną siostrę?! Tylko ja mam widzę taki mózg.
  Przefarbowałam się na naturalny blond i skróciłam włosy. Strasznie znudził mi się styl emo i teraz ubieram się "skate". Mam nauczkę: już nigdy nic złego dla człowieka nie zrobię...

[Alex]
 Musiałam znowu wyjechać z Londynu. Powodem był awans w pracy. Ah tak: Dostałam świetną pracę w Irlandii, byłam menadżerką jakiejś wschodzącej gwiazdy. Wieczorami spotykałam się z przystojnym Maxem. Też był z Londynu!

[Sarah] 
 Zeszłam się z Ashanem. To trochę dziwne, ale nagle zaczął odwzajemniać do mnie uczucia. O dawnym związku z Zaynem wprawdzie zapomniałam! Zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi - tyle. Może trochę się zmieniłam: nie zadaję się zbyt z chłopakami, tylko z Bad boy'em i Hazzą. Oni jacyś tacy dziwni są dla mnie...

[Matt]

   Nigdy nie zapomniałem i nie zapomnę mojego związku z Rosalie. Prawie poszedłem do więzienia, ale udało mi się, dzięki niej. Kilka razy wpadałem w kłopoty, a ona mi pomagała. Tak, jakbym nic jej nigdy nie zrobił. Tak, jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi. Ona ułożyła sobie życie z Harrym, ale ja ... nie jestem w stanie; stara miłość nie rdzewieje. Zerwałem z Alice. Nadal kocham rudowłosą...

[Sophie]
  Ja i Niall, jak cudownie to brzmi. Blondyn się odważył i wyznał mi uczucia. Na początku byłam w szoku, ale szybko zostaliśmy parą. Planujemy szybki ślub, bo no jakoś tak wyszło, że ... jestem z nim w ciąży... 

 [Ashan]
 Imprezy nigdy nie wyszły mi z głowy. Wychodzę zaszaleć z kumplami przynajmniej dwa razy w tygodniu. Tworzę świetny związek z Sarah. Ona polubiła imprezy i chodzi tam ze mną! Jaram się tym!..

 [Louis]
 Ahh tak. Nadal jestem z Eleanor i jakoś wyjątkowo dobrze nam się układa. Teraz jesteśmy prawie w każdej gazecie! Fajnie, bo dostaje od wielu fanów wiele marchewek! 1 marchewka = uratowany kot! Haha! Nadal przyjaźnię się z Ros. Teraz to ona ma taką zrytą banię!...


[Harry]

Zaręczyny, a niedługo ślub. Jestem tym tak straaaasznie podjarany! Louis na świadka i Sarah!  Były z tym problemy, bo każdy się pchał! Jednak Louis zaczął gadać, że jak nie on, to obrzuci nas marchewkami w kościele, a on ostatnio często mówi prawdę, więc wolę nie ryzykować. Hahah. Chociaż z jednej strony: bitwa na marchewki w kościele? O.o...

[Liam]
 Niestety, zerwałem z Danielle, ale mam nadzieję, że ona ułoży sobie życie z kims lepszym.; Zaczęło sie od hejtów ... a zresztą, nieważne, idę się napić. Spotykam się z jakąś blondynką, jednak nie zastępuje mi Danielle...

[Niall].
 Ja i Sophie! Jak cudownie to brzmi! Kiedyś przypadkowo zapomnieliśmy się zabezpieczyć i teraz bum! Moja dziewczyna jest w ciąży i potrzebny jest szybki ślub...

[Zayn]
  Hmmm. Życie jest cudowne! Nigdy nie myślałem, że będę taki sławny, i że Perrie tak bardzo mnie kocha! Żyję sobie świetnie wśród przyjaciół i dziewczyny...



                                                       +
    Chciałabym podziękować wszystkim czytelnikom, komentatorom, każdemu. Kto był na tym blogu od początku, niech porówna moje pierwsze rozdziały z tymi ostatnimi. Różnią się, nie? Dzięki temu blogowi nauczyłam się pisać nie najgorzej, czy pisać w trzeciej osobie. To już jest koniec... Trochę mi się smutno zrobiło, w końcu koniec bloga! Mam tyle do powiedzenia i nie wiem, co pisać!

 Byłam tutaj od 27 kwietnia do 12 października. Czyteników miałam niewielu. Często się wściekałam i chciałam to zakończyć 45242 razy, ale zawsze jakaś więź mnie powstrzymywała. Wcale nie chciałam tego kończyć. To był mój pierwszy blog. Naprawdę dziękuję wszystkim za to, że ze mną wytrzymywaliście. Za to, że czytaliście, albo że znosiliście moje humorki. Dostałam 95 komentarzy, czyli bardzo niewiele. Prawdopodobnie założe nowego bloga, poinformuje was tutaj, jak coś. Tu macie też moje inne blogi:

http://paula4332.bloblo.pl/

http://marchewka-lou.bloblo.pl/


Skomentuj, proszę. To dużo dla mnie znaczy!


  

niedziela, 7 października 2012

Rozdział 41 " Sam w to nie wierzysz"

 

Harry, będąc w wielkim szoku z wiadomych powodów,  aż usiadł, żeby przypadkiem  nie runąć na ziemię: Najpierw smierć Natalie, kolejny tydzień bez obudzenia się Rosalie, dziwne zachowanie Lou i teraz naćpany Ashan? Wszystko zaczyna przypominać koszmar. Za dużo wydarzeń, jak dla siedemnastoletniego, zakochanego chłopaka. "Dlaczego akurat mnie to wszystko spotkało" - pomyślał. W jednej chwili całe życie zamieniło się w niewiarygodny sen.
    Ashan wracając wczoraj wieczorem od swojej dziewczyny, natknął się na bandę idiotów - inaczej tego nazwać nie można było, którzy dawali narkotyki za darmo do spróbowania. Chłopak wahał się, jednak przekonali go. Wciągnął trochę za dużo i ... wylądował w szpitalu. Nauczka? Ashanowi tak samo jak Harremu, ostatnio źle się w życiu dzieje.
      Wracając do dzisiejszego dnia, chłopaki z One Direction wstali dosyć wcześnie, bo o 6. Kiedyś to bylo nie do pomyślenia, dzisiaj - codzienność. Mieli próbę, kiedyś się z tego cieszyli, ale teraz praktycznie nie mieli na nic ochoty. Każdy schudł, ubierali się trochę inaczej, dzięki czemu nie byli postrzegani jako "pedałów" . Chłopcy włożyli na siebie jakieś ciuchy, ale niezbyt ciekawe. Zwykłe szare lub czarne koszule, kurtkę i dżinsy. Louis przy śniadaniu jak zwykle nic nie mówił, a siedział cicho.  Zayn, Niall, Harry i Liam, zapomnieli nawet, że Pan Marchewka umie mówić! Nie odzywał się do chłopaków - codzienność.
   Po udanej próbie chłopaki udali się do szpitala, głównie do Rosalie, przy której czuwała zdenerwowana Alex.
- Stało się coś? - od tyłu zaszedł ją uśmiechnięty Zayn. Wszyscy spojrzeli na niego z niedowierzaniem, w końcu się uśmiechał, a to nie do pomyślenia! Marchewka napisał do Harrego SMS-a, że zaraz wraca. No bo ciężko mu powiedzieć.
- Z moją siostrą jest z dnia na dzień coraz gorzej - wszyscy spojrzeli na rudowłosą piękność, która podłączona była do wielu maszyn - I chcą ją chcą...chcą ją odłączyć od tych maszyn, a aa dzięki dzięki nim ona ona żyy żyje - z wielką trudnością to powiedziała. - A naj najgorsze jest jest to, żeee moja mama chce chce się na na to zgo zgodzić - wybuchła płaczem. Chłopaki patrzyli się tylko ze smutkiem na dziewczynę. Nie mieli sił, aby płakać. Do sali wpadł Matt ze swoją dziewczyną
- O cześć. A co wy tacy smutni heee? - zaczął tym swoim zdumiewającym entuzjazmem. Im paczka przebywała z nim więcej, tym bardziej miała zamiar go udusić i to dosłownie. W końcu jest poważna sytuacja!
- Oj weź się zamknij, matole... - nie dokończyła Alex. W końcu pewno podsłuchuje ich taka jedna idiotka, psychofanka chłopaków, która leży w tym szpitalu i cały czas siedzi pod salą. Jest to taki kabel: każde wypowiedziane przekleństwo kończyło się "karą", czyli wywaleniem ze szpitala na 2 dni, wymyślona specjalnie dla paczki. Wylecieli  już nie raz : Zayn, Diana, Harry, Anne  i Ashan, który czasami przychodził. 3 tygodnie to długi czas na "naukę". Nikomu nie śni się przekląć.

[Tydzień później]

 - NIE MOGĄ TEGO ZROBIĆ!!!!!!!! NIE MOGĄ!!!! JAK??!!! - z dołu domu One Direction, słychać było ryk, dosłownie ryk - Harrego.
- Harry, tak musi być, skoro ona nigdy się nie obudzi, to po co mają przedłużać jej życie? - goniący chłopaka Liam, jedyny w całym domu ogarnięty, ze smutkiem to wypowiedział.
- Sam w to nie wierzysz!! Widzę to po tobie!! Muszę coś zrobić, muszę! - i wtedy wybiegł z domu. Pędził chyba z prędkością światła w kierunku domu swojej byłej dziewczyny. Akurat zastał odjeżdżającą rodzinę  Shellares'ów
- Mogę z wami jechać?? - zrobił swoje słodkie oczka i wsiadł do auta. Dosyć dlugo stali w korku. W końcu jest 20:40, a o 21 odłączają Rosalie. Chłopak stwierdził, że prędzej dobiegnie niż dojdzie. Razem z Alex i Dianą, wybiegli z auta i sprintem wprost do szpitala. Dobiegli akurat na 21.
- Panie doktorze, pan poczeka !! - krzyknęli razem. Alex wzięła się za zagadanie lekarza, który na nią leciał, Diana dzwoniła do rodziców, a Harry przyglądał się jeszcze żywej swojej byłej.
      Po 20 minutach zjawili się rodzice Rosalie. Alex przestała gadać. One Direction, rodzina Shellares, Ashan, Matt i Alice, Amy, Sarah, Sophie i Anne. Weszli na salę.
- Można jeszcze się wycofać - lekarz pochwycił jakieś coś, a cała paczka rudej zaczęła wręcz błagać, żeby pani Kate zmieniła zdanie. Atmosfera byla nieprzyjemna wręcz dramatyczna. Każdy płakał i błagał. W ostatnim momencie, pani Kate powiedziała:
- Dobra, nie mam serca! I tak długo nie przeżyje!
Takie pestymistyczne myślenie dopadło ją już dawno. Wolnym krokiem podeszła do drzwi i zaczęła płakać. Niall zaczął się cieszyć jak małe dziecko. Louis ku zdziwieniu wszystkim zaczął normalnie gadać. Czyżby foch? Jednak do Loczka nie uśmiechało się mu odpowiadać.
    W następny dzień u chłopców było lepiej. Wstali o 8, pozwoli sobie na dziesięć godzin snu. Wszyscy byli w wyjątkowo dobrych humorach: Rosalie może przeżyć! Szybko przebrali się w dobrane zestawy. Harry czuł, że czeka go bardzo ciekawy dzień, a reszta podjarana.
     Po dziesięciu minutach byli na miejscu. Jak zwykle weszli na szpitalny korytarz i zastali podjaranego Ashana.
- Co ty taki ...  - nie dokończył Niall
- Ruda ruszyła ręką!!!! Czaicie to?! - niby to "poruszenie ręką", ale dla chłopców było to coś niesamowitego. Ruszyli przed siebie, a raczej na salę, na której leżała Rosalie. Harry usiadł tuż obok niej i złapał ją za rękę. Ta ścisnęła go delikatnie, a on myślał, że oszaleje ze szczęścia! Louis zaczął skakać, Liam po kogoś dzwonił, Zayn biegał po sali, a Niall siedział z Harrym przy dziewczynie. Loczek delikatnie trzymał dłoń dziewczyny, a ta go znów ścisnęła. Chłopak miał na twarzy taki wyszczerz, że aż każdego naokoło cieszył. W pewnym momencie, tak go ścisnęła, że aż Harry nagle rękę puścił, ale to tylko na chwilę. " Ma siłę! " - pomyślał. Wszyscy usiedli, wpatrywali się jak zaczarowani w  Roskę. Nagle dziewczyna przesunęła rękę i ... otworzyła oczy.
    Chłopcy z niesamowitym podjaraniem patrzyli na dziewczynę, omal się wzajemnie nie zabijając - tak skakali z radości. Dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje, a to wyglądało trochę śmiesznie
- Auć, wszystko mnie boli  - chłopaki uśmiechnęli się na barwę jej głosu. Co prawda był zachrypnięty, ale jednak ten sam. Oczy lśniące i pełne nadziei.
- Oooo kurczaki! To niesamowite! Prawdziwy cud medycyny! Ta dziewczyna żyje i żyć będzie OMG! - podjarany lekarz ledwo przyleciał, a już poleciał. Wszysycy zaczęli się śmiać, za wyjątkiem dziewczyny, gdyż po prostu z bólu nie mogła. Wszyscy wyszli, zostawiając dziewczynę i Harrego samych
- Ty jesteś Harry, tak?? - urocza, rudowłosa, spojrzała na chłopaka z niedowierzaniem
- Tak . Nie pamiętasz mnie?
- Pamiętam. Byliśmy parą. - cieżko było jej cokolwiek mówić - Co się w ogóle stało?? I gdzie ja jestem?? I dlaczego z tobą gadam?
- Miałaś wypadek. W szpitalu. Gadasz, bo ja tak chciałem - radował się wciąż chłopak.
- O czym chcesz gadać??
- O takich tam różnych sprawach. Pamiętasz, kiedy byliśmy razem?? Pamiętasz, kiedy otrzymywałaś pogróżki? Pamiętaj, że zawsze Cię kochałem, kocham i kochać będę. Mozesz sobie ułożyć życie z każdym innym, ale proszę nie odrzucaj mnie. Bądźmy przynajmniej dobrymi przyjaciółmi. Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz. - cisza - No dalej, zrób to!
    Nastała cisza, która utwierdziła Harrego w przekonaniu, że może jeszcze dziewczynę odzyskać. To teraz jest marzeniem... chociaż... albo nie...
    Ku zdziwieniu swoim i dziewczyny, Loczek pocałował dziewczynę w usta. Po prostu nie mógł się powstrzymać! Odsunął się od niej, a ona miała wielkiego banana na twarzy, pomimo bólu...

           Wszystko zaczęło się od pewnego momentu. Kiedy to Natalie układa plan z siostrą Rosalie, to właśnie był plan, aby ruda zginęła. Ciągnęło to się przez całe opowiadanie, gdyż nigdy im to się nie udawało. Diana pod sam koniec wymiękła, bo zrozumiała, że jest tylko zwykłą gówniarą, która nie wie nic o życiu. Opowiadanie o Rosalie, jej chlopaku i paczce, którzy radzili sobie wspólnie z problemami.

--------------------------------------------------------------------------


Cieżko było mi napisać ten ostatni rozdział...  Miał być w piątek, ale naprawdę nie miałam czasu. Wszelkie podziękowania, epilog pojawi się w weekend lub na tygodniu.Co do końca, to miałam zupełnie inne plany. Rosalie w tym wypadku miała zginąć, ale zmieniłam zdanie. 
DLA TYCH, KTÓRZY NIE ZROZUMIELI OSTATNIEGO FRAGMENTU:
    W opowiadaniu chodziło tylko o jeden plan, który długo nie wypalał. Kiedy w końcu "udało się" go zrealizować - opowiadanie się kończy. Problemów tutaj było dużo, ale i trochę śmiesznych scen. 

Liczę na kilka szczerych komentarzy na temat CAŁEGO bloga. Widać, że pisałam w innym stylu? Epilog będzie w mieszanym. Komentujcie, bo chcę wiedzieć, czy ten blog komuś się podobał.


sobota, 29 września 2012

Rozdział 40 "Sam tego nie odkrył"

[Ashan]

  Obudziłem się na strasznym wręcz kacu. Przeszkadzały mi nawet jakieś szmery
- No siema pijaku . Lol hahahahaha - moja wręcz idealna Clare, zaczęła tak krzyczeć, że coś mi w głowie chyba jebło. Yfigsaogs nie znoszę krzyków!
- Ashan, weź się kurde ogarnij!! - krzyknęła moja nowa dziewczyna
- Weź nie krzycz. Łeb mi się rozwalaaaaa . A tak poza tym, to co mówiłaś?
- No mówiłam żebyś się ogarnął, pacanie. Mówiłam, że niedługo mamy ferie i może wyskoczylibyśmy z twoimi przyjaciółmi na narty?
- Świetna propozycja! Tylko nie dzisiaj a i no Ros... Jak się ruda znajdzie - westchnąłem...

 [Harry]

 Siedziałem sobie na kanapie aż zadzownił mi telefon
- Hallo ... Tak, to ja... ALE ŻE JAK?! ... Serio?! ... Tak, zaraz ... Dobrze ... - rozłączyłem się i rzuciłem telefon w  byle jakim kierunku
- Zbiórka w salonie za 2 minuty! - wszyscy pojawili się na czas  -Jedziemy do szpitala, wszyscy. Rosalie znaleźli, ale coś się stało. Zostaje ktoś? - nikt jakoś nie chciał - Dobra jedziemy - odpaliłem auto, ktoś wsiadł i z piskiem opon odjechałem...

 [Narrator 3-osobowy]

  Przyjaciele rudowłosej dziewczyny, niecierpliwie oczekiwali jakichkolwiek informacji, a nieźle się naczekali. Jej były chłopak schował twarz w dłonie - widać, że płakał. Ashan, zdezorientowany przemierzał drogę od jednego końca korytarza do drugiego, bo nikt mu nic nie powiedzial. Eleanor była w szoku i wpatrywała się w Danielle, która siedziała zamyślona. Louis - w miarę opanowany - bawił się telefonem, ale z jego oczu można było odczytać smutek.Pojawił się nawet Matt, który przytulał Dianę. Jej pojawienie się było dla wszystkich szokiem. Przyjechała nawet Alex z Irlandii, kiedy się dowiedziała, że jej młodsza siostra miała poważny wypadek. I było jeszcze kilka innych osób
- Powie mi ktoś wreszcie, co się stało? - spytał odważnie i z powagą Ashan
- Naszą ukochaną Ros porwano. Ten debil, który ją uprowadził, wywoził do innego miejsca - podobno. Rozpędził się i to bardzo i uderzyli w inny samochód. Idiocie nic nie jest, ale co z rudą nie wiadomo - Z miny Harrego można było odczytać gniew i bezsilność. W końcu jest szaleńczo zakochany w dziewczynie, ale teraz uświadomił sobie, że ją naprawdę kocha. Kiedy ją poznał myślał, że będzie pocieszeniem po poprzedniej dziewczynie. Sądził, że życie to tylko zmienianie kobiet, czy sława. Rosalie nauczyła go czegoś. Nauczyła, że da się żyć zwyczajnie. Sam tego nie odkrył.
- Jesteście kimś dla rudowłosej piękności o imieniu Rosalie? - podszedł do nich jakiś lekarz
- My jesteśmy siostrami, a on... chłopakiem!
- No mogę was na słówko prosić?
- Pan wali do wszystkich ! - wszystkich zadziwiła Diana, prawdopodobnie tym, że się w ogóle odezwała do kogoś
- Dziewczyna prawdopodobnie nie wyjdzie z tego. Ciało jest strasznie uszkodzone. Teraz jest podłączona do różnych maszyn, bo gdyby nie one - nie żyłaby . Możecie do niej wejść - coś zanotował i odszedł. Jako pierwsi weszli Harry, Alex oraz Diana.
   Rudowłosa wyglądała strasznie. Była podłączona do przeróżnych dziwnych maszyn, a było ich sporo. Loczek usiadł na krześle i złapał jej dłoń. Zero reakcji. Niby normalne, ale chłopak czuł się podle. Dziewczyny rozpłakały się.
    Przyjaciele Rosalie siedzieli z nią kilka dni pod rząd, na zmianę, ale nadal nie było z nią najlepiej. Nawet gorzej. Harry znów się załamał i zamknął w swoim pokoju, z którego praktycznie nie wychodził. Wszystko się zawaliło. A to tylko kilka dni...

----------------------------------------------
Wstawilam przedostatni rozdział, bo czułam, że muszę. Tak jest to przedostatni. Ostatni rozdział pojawi się w czwartek lub piątek. Wiem, że zawaliłam ten rozdział jak i opowiadanie, dlatego to kończę. Drugim powodem jest brak czasu i czytelników. Mam jeszcze oprócz tego dwa blogi:

http://marchewka-lou.bloblo.pl/
http://paula4332.bloblo.pl/

 Prawdopodobnie zacznę pisać nowe opowiadanie, bo kończę tak jakoś dwa na raz.
 Komentujcie.

   

sobota, 22 września 2012

Rozdział 39 "Dwa strzały, ból i zupełnie nic."

    Obudziła mnie jasność na dworze. No tak, znowu spadł śnieg. Radośnie włożyłem buty, ale szybko je zdjąłem. Jak sobie pomyślę, co oni robią mojej Ros, to aż mi się niedobrze robi. Ona MUSI jakoś sobie radzić.
  Na dole oczywiście krzątał się Niall, który nie potrafił zrobić sobie nawet kanapki! Aż to pasożyt. No tak, zazwyczaj pomagała nam Ros, a teraz.... Szkoda gadać.
- Niall, daj to chuuuuuu ... przyjacielu ... - co się ze mną dzieje?? Już nawet do Nialla nie mogę się normalnie odezwać
- Coś ty chciał powiedzieć?!
- Nic - wyminąłem go i pobiegłem do Lou.

 [Sarah]

  Kurde. Dlaczego nic nie idzie po mojej myśli? Najpierw Zayn, teraz Ashan. Po co w ogóle pojawili się w moim życiu?? Po jaką cholerę Ashan poznal Clare ?! Dzisiaj sylwester i idę do 1D. Tam ma nie być Ashana.  Ledwo żywa, skacowana, wyszłam z łóżka i szybko przebrałam się. Szybko coś zjadłam, umalowałam się i poszłam do domu One Direction, bo była już 18. Oczywiście wzięłam na przebranie kozaki i kurtkę.
 Drzwi otworzył mi Liam. Dom był fajnie ozdobiony balonami i różnymi pierdołami. Było wiele osób, trochę znajomych ze szkoły, przyjaciół z naszej paczki i ludzi, których nie znałam. Na oko ze 38 osób. Brakowało Ashana i oczywiście Ros . Wszystkie dziewczyny były wymalowane, wystrojone, tylko nie ja. Tak samo z humorem. Hazza był wyluzowany, ale spity. Nadeszła oczekiwana godzina 0:00 . Krzyk, piski i radość, składanie życzeń...

[Natalie]

- Jak mogłaś?? Mieliśmy ją wspólnie zabić, a ty teraz coś świrujesz?? Po jaką cholerę współpracujesz z policją?!
- Przepraszam - spłynęły mi łzy po policzku - Nie mogę tak dłużej, nie mogę patrzeć jak ją katujesz
- Sama chciałaś! A teraz giń. Oooo czekaj 23:57 . Poczekamy do północy. - wyjął pistolet. Tylko nie to. - Mogłaś nie wydawać. Przez ciebie musieliśmy przenosić się w inne miejsce !! Jaką mam pewność, że mnie nie wydasz?!
- To stało się przypadkiem, a ja ... ja Cię kocham! - zaśmiał się
- A ja Cię rozczaruję, bo też coś do ciebie czułem, ale przez Twój wyczyn, minęło mi
- Nie rozumiesz, że ona na to nie zasługuje?!
- Oj kotuś.. Ooooo już północ - spojrzał na mnie ze zrozumieniem - Więc nasza Natalie Katy Descartes, urodzona 12 grudnia 1994 roku, zginęła 1 stycznia 2012 roku o północy - dwa strzały, ból i zupełnie nic...

 [Anne]

  - Hahahahaha. A więc naprawdę Harry tak powiedział? - Elka i Dan miały niezłą polewkę, zresztą jak wszyscy. Wszyscy upici i to nieźle, oprócz mnie, Liama, Sophie.
- Tak . Nasz Harold rozwala! - krzyknął pasiasty.
- Nie Harold, a Harry.  - poprawił Louisa. Cała impreza była nawet fajna, ale widać po minach większości, myślami byli z Roską.
- Może na poprawę humoru, zagramy w butelkę! - z tą propozycją wyskoczyła Perrie. Wszyscy niby na tak, ale tylko dlatego, że Harold, oj Harry, lubi tę grę. Zaczęła Danielle. Wypadło na Loczka
- Prawda - wyprzedził ją
- Fuck - powiedziała cicho - Ile miałeś dziewczyn na poważnie?
- Kate, Alex, Rosalie . - posmutniał. To pytanie było nietrafne. Zakręcił. Tym razem wypadło na Liama, który cieszył się jak dziecko
- WYZWANIE ! - krzyknął. I w tej chwili Loczek zaczął się bardzo głośno śmiać. Ahhh. Jaki był to cudowny widok. Chłopak ostatnio smutny, który śmieje się z niczego. Liam, bardzo z siebie zadowolony, wydał krzyk radości, co jeszcze bardziej rozśmieszyło pokręconego
- Weź z kuchni łyżeczkę i hahahah iii zjedz nią zupę - zaczęliśmy się brechtać. Przerażony Liam cudem wykonał zadanie...

----------------------------------------------
Liczę na komentarze, za to, że w ogóle pisać mi się zachciało. Ogółem rozdział nudny, a ja nie mam pomysłów na koniec opowiadania, który nastąpi niedługo. 
Mam nadzieję, że będzie kilka SZCZERYCH komentarzy! 
 Aaa i jeszcze jedno:
 Jeżeli czytasz to opowiadanie, odpowiedz w sondzie, bardzo proszę. Chcę wiedzieć, czy warto pisać te ostatnie rozdziały, czy na TYM ROZDZIALE KONIEC!! Także jeżeli to czytasz, odpowiedz w sondzie, bo może to być ostatni rozdział...

              
 

środa, 5 września 2012

Rozdział 38 "Zdradzasz mnie?!"

 Znowu skończyło się na pobiciu i bólu. Czy ten debil nie może uczepić się kogoś innego??? Dlaczego ja?? Wyprostowałam się na krześle.   Dostałam coś marnego do jedzenia. Ale dostałam. Mogłabym w ogóle nic nie dostać. Mniejsza z tym. Pozwoli mi się przebrać !! Wooow. Co za wyczyn? Jak bym mogła komuś jebnąć. Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.

[Zayn]

- Harry uspokój się - pocieszenie Harrego, nie jest łatwe. . Numeru nie rozpoznali, bo karta była kradziona bla bla bla
- Jak mam się uspokoić?! No jak?! Sam byś się lepiej nie zachowywał  !! - nie będę ukrywać, że mi się to nie spodobało
- Słuchaj - stanąłem obok niego - To, że porwali Ci dziewczynę, to nie znaczy, że masz mnie obrażać, a ja na to nie pozwalam. Więc jeżeli chcesz mieć wszystkie zęby, zamknij jadaczkę - chłopcy byli gotowi bronić Harolda, ale niech się dzieciak z życia cieszy, póki mu miłe
- Byłą dziewczynę - poprawił mnie i odsunął się na odległość pół metra. No co? Taki bad boy ze mnie, więc nikt mi nie podskakuje. Zadowolony usiadłem przed laptopem. Wszedłem od razu na odpowiednią stronę i na konto mojej nowej koleżanki internetowej . Oczywiście musiałem do niej napisać, a dokładnie wymyślić jakiś powód. No i spotkamy się jutro! Gitara !...

[Harry]

 Nie mam zamiaru ciągle się smucić. O nie! Dowiem się, kto ją uprowadził i ... zabiję! Dokładnie. Nie zniosę dłuższej nieobecności mojej byłej. Niby ma się tym zająć policja, ale oni to tam coś zrobią Czujecie ten sarkazm? Pewnie się nawet tym nie interesują. Wziąłem plecak, gdzie włożyłem kilka kanapek, jakieś żelki, Twixy, wodę. Jeszcze srajtaśma (tak na wszelki wypadek), dużo kasy, strój na przebranie. Po cichu wymknąłem się z chaty. Jako iż nie mamy żadnych wywiadów, nie muszę być w domu. Wróciłem i spojrzałem na kalendarz 30 grudnia, może jutro wrócę. Tym razem już nie powróciłem, a poszedłem przed siebie. Potrzebowałem tego. Ohhh jak bardzo. Telefon zostawiłem w domu. Chcę po prostu odpocząć ten jeden, jedyny dzień.
- Idealnie - wyszeptałem i usiadłem na śniegu. Podniosłem dupsko i przeniosłem się  na ławkę. Przypominam trochę turystę, ale co mi tam. Żadnych fanek, bo jest ranek. Heh zrymowało mi się. Nie mogę się poddać. Trzeba jakoś pomóc mojej dziewczynie, a raczej byłej, ale jak?! Oto właśnie jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi. - Siedziałem tak i myślałem, aż zapadła ciemność. W sumie i tak nie długo. Było po 16 bodajże i już ciemno.  Uroki grudnia. Gdzieś tak o 19, przeniosłem się do hotelu. Do domu, w sumie nie mam po co iść, skoro i tak zapewne nikt nie ma czasu zobaczyć, czy po prostu jestem. Z drugiej strony, jak niby mają wiedzieć? Takie to bezsensu, że aż dziwne. Rosalie, Rosalie i Rosalie. Czyż to nie jest piękne imię? Co ja się ostatnio taki dziwny zrobiłem? O.o Chuj z tym - zasnąłem bez większych problemów...

***

  Powoli, ale uważnie otworzyłem drzwi naszego domu...Szybkie obczajenie terenu, niczym ninja. Dzisiaj 31, czyli sylwester, a ja spędzę ten dzień bez ukochanej osoby. No normalnie cudownie. Co ja do kurwy mam z tymi sarkazmami?! Przekroczyłem próg, a na mnie rzuciła się czwórka, rozwścieczonych chłopaków
- Gdzie ty do cholery byłeś?! - krzyczał mi nad uchem Liam. No, ale że on się drze? Najbardziej spokojny ze wszystkich, a taki podły czasem
- Na mieście!
- Zdradzasz mnie?! - objąłem Louisa, przecząco kręcąc głową, ten tylko przybrał pozę pozostałych - Więcej mi bez kurwa słowa, nie wychodzisz, dziecko!! Zrozumiano?! - i teraz to się dopiero przestraszyłem. Louisa, w poważnej sytuacji widziałem raptem 2 razy, jeżeli były, bo nie pamiętam. Widać, że umie się zachować. Kurde jak on to robi? Muszę się chyba uczyć od Pana Marchewki, największego dziecka psychicznie w zespole. Chłopcy również byli zszokowani jego zachowaniem, ale nie dawali tego po sobie poznać. Pasiasty odszedł na jakąś odległość, chyba do WC
- Harry, pamiętaj, że nie ukończyłeś jeszcze 18 lat, więc my, a w szczególności Louis, opiekujemy się Tobą, więc nie odwalaj takich scen więcej. Rozumiesz? - tym razem spokojnie odezwał się blondas, który jedyny był na mnie deczko mniej od wszystkich. Chyba, przynajmniej tak wyglądał
- Dużo jeszcze będzie kazań? - mój zrezygnowany ton mówi chyba wszystko. Niall uśmiechnął się blado, a Zayn poszedł do siebie. Mina Liama nie zmieniła się wcale, tylko coś powiedział pod nosem i odszedł. Dzisiaj sylwester, balujemy!!...

--------------------------------------------

Cześć. Rozdział napisałam szybko i jakoś mi nawet wyszedł, ale nie jest idealny.
 Napisałam go ze względu na nieliczynych czytelników, których mam 7. W sumie dobre i to. Mam nadzieję, że ci, którzy to czytają zostawią mi pamiątkę zwaną komentarzem...

 ZACZĄŁ SIĘ ROK SZKOLNY, Dlatego rozdziały będą rzadziej!!


czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział 37 "Już tęsknię za Harrym, chłopakami."

  No i świetnie. Zachciało mi się śmierci. Mogliby mnie już dawno zabić, a nie się pierdolić. Przynajmniej miałabym mniej kłopotów. Chcę zobaczyć jeszcze raz Harolda i powiedzieć mu, że go kocham. Chcę powiedzieć moim przyjaciołom, że za nimi tęsknię. Chcę po prostu choć na chwilę poczuć szczęście. Na bank zraniłam mojego byłego. Jak to brzmi ... Chcę, aby ktoś się teraz do mnie uśmiechnął, ale nie z ironią.
- No i co mała? Zachciało Ci się na mnie wyżywać? - podszedł do mnie ten dekiel i zaczął mnie całować po szyi. Fuj. - I tak Cię wykorzystam, choćby się waliło - taa prędzej Cię złapią debilu. Chciałabym mu coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale nie mogę. Boję się, że mi coś zrobi. Przyszła do nas ta suuu.. dobra starczy tych słów. A więc Natalie i coś szepnęła mu na ucho
- A ja uważałam cię za przyjaciółkę - kur ja to powiedziałam?! Może mnie nie uduszą... Może... Nie oni są za słabi. Nie zrobiliby tego
- Ale nią nie byłam  - wyszczerzyła się, jak głupi do sera. Że ona jest głupia, to ja wiem
- No i dobrze -  wyszli, po chwili przynieśli mi jakieś żarcie...

[Louis]

- Harry!! - krzyknąłem z dołu. Tego załamańca trzeba jakoś z domu wyciągnąć. Tylko dlaczego on jest taki załamany??
- Idę
- Możemy pogadać?
- Wal
- Co się stało??
- Ruda ze mną zerwała - że co?! Bez powodu nic by nie zrobiła. Znam ją nie od wczoraj. Ale że jak?!?! Jak to wgl możliwe? - wybrałem jej numer. pierwszy, drugi, dziesiąty sygnał - nie odbiera.
- Ty czekaj dostaałem SMS-a gdzieś niedawno. " Twoja Rosalie jest niezła. Ciekawe co będzie, kiedy dostanie kulą w łeb" - chyba dopiero teraz do niego dotarło, co  tam pisze, bo zaczął się drzeć. Zbiegli się chłopcy i Danielle
 - I co? Znaleźliście Ros?
- O CO W TYM WSZYSKIM KURWA CHOODZI?!?!?!?!- wrzasnął Harry
- Sami chcielibyśmy to wiedzieć - Dan
- NAJPIERW ZE MNĄ ZERWAŁA, POTEM ZNIKA, SMS !! NO O CO?! - czy on płacze? WTF?
- Harry, będzie dobrze - i wtedy przyszedł do Harolda SMS, od tego samego numeru. Jako, że on nie był w stanie nic zrobić, odczytałem
- "Rudej ładnie z siniakami na twarzy. Może chcesz zobaczyć pewien filmik?" - i po chwili przyszedł link. Bez słowa rzuciłem się na kompa i wszedłem. Chłopcy wzięli krzesła i zaczęliśmy oglądać

     Ruda siedzi sobie na krześle i ciemność. Jakieś krzyki, piski. Przybliżenie na twarz i widać dwie wielkie śliwy. Potem coś krzyczy i jakiś mężczyzna mówi
- Przed wami Rosalie Shellares w roli głównej!! - jak można wstawić takie coś na you tube?! No pytam się, jak - i koniec

  Wszyscy wpatrywaliśmy się w ekran. Wszyscy tak samo zszokowani. To nie był przyjemny widok, a straszny. Okropnie widzieć swoją przyjaciółkę w takim właśnie stanie
 - Dość tego. Idziemy na policję - odezwał się Daddy Direction...

  [Rosalie]

  Dlaczego, skoro się rodzimy musimy umierać? Dlaczego zawsze takie denne życie przypada akurat mi? Dlaczego nie mogę żyć normalnie? - siedzenie tutaj ,dobre miejsce do myślenia. Z każdą chwilą coraz bardziej uświadamiam sobie, że już tęsknię za Harrym, chłopakami. Zerwanie z Loczkiem była najgorszym, co mogłam zrobić. Oczywiście, że nie pomyślałam. Oczywiście, że żałuję
- I jak panno Shellares?
- Spierdalaj - na nic innego nie było mnie stać
- Wiesz, że jesteś na you tube?
- Co ?
- No tak - zaczął się do mnie dobierać

-----------------------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ


 Specjalnie ułatwiłam dodawanie komentarzy. Nie trzeba pisać kodu z obrazka i można być anonimowym
Więc proszę was bardzo o komentarze, bo im mniej komów, tym rozdział krótszy i rzadziej się pojawia

Zapraszam na:
marchewka-lou.bloblo.pl
paula4332.bloblo.pl




sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 36 "Zraniła mnie, jak nikt inny"

       Kolejny, grudniowy ranek Ledwo wyszłam z łóżka. Na ziemi od razu leżał zestaw. Aż ten Harruś, grzebie w moich rzeczach. Umyłam się w nowym, pachnącym płynie. Chyba jakiś taki pokrzywowy. To dzisiaj już 28 ?!?! Miałam jakieś mega złe przeczucie, co do tego dnia. Ubrałam się i wyszłam. W kuchni stał Styles, który pił cieplutką herbatę. A wokół One Direction, Elka, Dan, Sarah, Ashan, Anne
- Cześć wszystkim - i wtedy Loczek wpił się w moje usta tak, że prawie mnie przewrócił . Wow . Jaka dzika namiętność. To może po tej naszej gorącej nocy? Oh tak, gorącej. W życiu nie było lepiej, jak wczoraj. - miny wszystkich tutaj zgromadzonych były jednoznaczne " WTF?" . No nie widzieli całującej się pary?
- Kocham Cię - wyszeptał.
 I wtedy ktoś zaczął walić w okna KAMIENIAMI ?! WTF? Wytłumaczy mi to ktoś?! No , proszę! Podniosłam karteczkę, która była na kamieniu i przeczytałam " Zginiesz suko! Oszczędź swoich przyjaciół, wygoń ich" 
Idźcie stąd!!

- Co?!?! - Harold stanął obok mnie i popatrzył na mnie jak na wariatkę. Wolę zginąć teraz, szybko, niż być dalej zastraszaną
- Zostaję
 Chciałam mu już coś wymyślić okropnego, ale zamknął mi usta pocałunkiem. Nie mogę. Nie zrobię mu teraz. Spośród nowych gróźb każda data wskazywała 28. Prawdopodobnie ... o Boże to dzisiaj! wszyscy oprócz Loczka wyszli
- Słuchaj Styles. Wcale Cię nie kochałam! To tylko głupie zauroczenie. Te glupie 2 słowa nie płynęły z mojego zerca. Spadaj stąd, a z nami koniec - niewiarygodne. Nigdy tak bardzo nie okłamałam, ani nie zraniłam ukochanej osoby! Co się ze mną stało?! Nie poznaję SIEBIE! - i wtedy uderzył mnie baaaardzo mocno w twarz
- A ja Cię kochałem...  - i wtedy wyszedł. Tak po prostu. Złapałam się za policzek i rozbeczałam. Zadzwonił mi telefon - zastrzeżony
KTOŚ : Bardzo dobrze zrobiłaś. A teraz otwórz mi drzwi. Prędko, bo ktoś zobaczy - nie wiem dlaczego je otworzyłam. Może dlatego, że chciałam się zabić? - ktoś mi zakrył oczy i gdzieś prowadził
- Jesteśmy - ten ktoś zdjął mi opaskę. Trzymał mnie Idź Stąd, a obok niego ... Rosalie?!?! Odbiło jej do cholery?! Co to ma być?!
- Potrzymamy Cię trochę, może zmiękniesz i poprosisz przyjaciół o okup
- Downy - wyszeptałam słabo. Ten debil walnął mnie czyms w łeb, potem śmiał się, a dalej nie pamiętam, bo jakoś zasnęłam...

[Harry]

 Jak ... Jak?! Jak ta debilka mogła coś takiego zrobić?! Rozumiem, ale mogła kurde ze mną nie być? Nigdy, ale to przenigdy nie spojrzę na nią więcej. Nigdy nie spojrzę w jej przepiękne oczy. Nigdy się z nią nie spotkam. Zraniła mnie, jak nikt inny - wszedłem do domu głośno trzaskając drzwiami
- Co robicie?
- Dzwonimy do Ros
- Po jaką cholerę?!
- Martwimy się to już 16 sygnał, a nie odbiera - poszedłem mega wkurwiony do swojego pokoju, włączyłem twittera. Chciałem unfollownąć tą rudą idiotkę. Jednak przyciągnął mnie jeden tweet
 "Niestety wszystko dobiega końca, nawet życie. Nie martwcie się o mnie, jak coś"
 O Boże. Przecież ona kiedyś chciała się ... ZABIĆ !! . A co jeśli? - nie, nie jest taka głupia. Schowałem głowę w ramionach i zacząłem cicho szlochać. - Ktoś wszedł do mojego pokoju bez pukania. Zabiję! - podniosłem oczy i ujrzałem zapłakaną Danielle 

- Rosalie jej  nigdzie nie ma! Martwimy się. - i wtedy przyszedł jakiś SMS, odczytałem na głos...

[Rosalie]

- Po co kazałeś mi napisać tego tweeta?!
- Tak dla pewności!
- Co?
- Byłem  ciekawy, czy mnie słuchasz. Okazało się. że tak. Zaraz Ci pokażę, co napisałem Twojemu kochasiowi. Tylko gdzie mój telefon? Ah tak . Wział i zaczął coś pierdolić pod nosem...

----------------------------------------------------------------
Miałam go zawiesić, ale nie zrobię tego
Jeżeli to czytasz, to proszę skomentuj. Dla Ciebie to nic, a dla mnie wiele. 2 komentarze? Mam się tym zadowolić?


wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział 35 "Mamy Louisa"

[Rosalie]

27 grudnia wtorek. Dzisiaj wracają chłopcy ze świąt. Święta były ogółem nudne. Jak zwykle wstałam, wzięłam prysznic, przebrałam się itp. Wzięłam pamiętnik i zanotowałam:
 " Każda, nawet mająca wielu perfekcyjnych przyjaciół ma swój jakiś sekret.  Mojego na szczęście nikt nie zna. Pomimo życia niezbyt usłanego różami - nie poddaję się. Bo co to za życie w strachu? Co to za życie w ciągłym stresie? Szkoła, dom,nauka. Wszystko może być inne, jeżeli postaramy się. Możemy zmienić swoje życie, tak, jak ja. Naprawdę, opłaca się.  Niby u mnie wszystko ok, ale ... Wczoraj, niespodziewanie ktoś rzucił kamieniem w okno . Rozbił je, a do niego przyczepiona była kartka. Pogróżki. Często zastanawiam się, kto je pisze. Policja nic nie robi, bo przecież to tylko głupie pogróżki, ale ja się boję. To nie są fanki 1D. Gdyby były to wiadome, że napis "Odczep się od Harrego", ale go nie ma. Czyli to ktoś znajomy, bliski. Boję się wyjść sama na ulicę. Dlaczego spotyka mnie coś takiego? Przecież nic nikomu nie zrobiłam. Przedwczoraj przyjechała znowu Amy. Tylko na chwilę, pogadać. Ona, jak i reszta oprócz Harolda nie wiedzą nic. Może to lepiej?" - ruszyłam z kanapy. Właśnie życie takie jest. Niby takie szalone, ale jak przyjdzie pora to aż strach. Skąd ja to wiem? No właśnie ... Nikt mi nie pomoże. Może nadchodzi właśnie mój dzień? Czasami mam ochotę, by ta osoba mnie po prostu zabiła, oszczędziła bólu na ziemi.  - wstałam, poprawiłam włosy i napisałam SMS-a do Alice. Fajna dziewczyna, nie ma co. Przyjdzie za 10 minut . Mam radochę:D. Akurat pukanie. Otworzyłam i weszła. Zrzuciła kurtkę itp. Usiadłyśmy przy telewizorze. Doszli jeszcze Ashan, Sarah, Sophie. Puściłam komedię "Zygfryd". Ubaw po pachy! Wszyscy bez wyjątku konaliśmy ze śmiechu
- Najlepsze było, jak on królewnę w dupsko całował !! - wrzasnęłam, bo ciężko było cokolwiek dosłyszeć. Reszta jak zwykle wybuchła głośnym śmiechem
- Albo z cesarzem! - hahaha. No fakt fajne to było. Zajebisty film, serio! Po domu rozeszło się pukanie do drzwi. Oni się śmiali, a ja otworzyłam. Jak na zawołanie wpadli Zayn, Louis, Niall, Harry i Liam. Mój kotek oczywiście się na mnie rzucił i namiętnie, gorąco pocałował
- Tęskniłem - wyszeptał mi do ucha. Sophie i Niall przywitali się jakoś dziwnie. Przytulili się, ale nie tak po przyjacielsku. Dziwne. Sarah jakoś dziwnie się czuła
- Idziemy na zewnątrz? - wszyscy się zgodzili. Włożyłam kurtkę i kozaki i wyszłam. Zimno. Bardzo zimno. Podzieliliśmy się na drużyny:
1. ja, Harry, Louis, Ashan, Sarah
2. Zayn, Liam, Alice, Sophie, Niall
Naszym zadaniem było ulepienie fajnego bałwana. Śmiałam się, że nie trzeba bałwana, mamy Louisa. Biedak obraził się na mnie :(
  Wielki, dwumetrowy. Wyglądem przypomina Tabalugę. Wszelkie dodatki zrobiliśmy z różnych gałęzi. No i tak powstał "Tabalugowiec", nazwany przez Lou.
***
- Harry, chodź tu kochanie - przyszedł do mnie, a ja dałam mu gorącego całusa. Uśmiechnął się zadziornie i zaczął mnie gorąco całować. Debil móój kochany <33 - Chata wolna na caaałą noc ! - uśmiechnął się baaardzo szeroko i wziął mnie na ręce. Tak jak myślałam - zaniósł do mojego pokoju.

(a teraz dzieci idą spać hahaah)


  Delikatnie mnie ujął i zaczął całować - po szyi, ustach. Niesamowite. . Jego koszula wraz z moim stanikiem i bluzką., leżały już dawno na ziemi. Delikatnie zdjął mi spodnie - i ja jemu też. W naszych ciałach panowała gorąca temperatura. Całował mnie coraz zachłanniej i schodził coraz niżej. 

Wszedł we mnie powoli całując szyję i kark. Poczułam lekki ból i na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Wszystko dobrze? -spytał.
-Tak, jest okej.
Kontynuował i wszedł we mnie głębiej.
Poczułam jak ogrania mnie fala przyjemności.Harry zaczął wchodzić we mnie szybciej i głębiej. I tak przez całą noc. Niesamowicie długą i przyjemną noc ...

------------------------------------
Siema. Ostatni moment pisałam z koleżanką przez gg
Kamila <3
A teraz dodawać komentarze, bo was uduszę :D
Nie podoba mi się ten rozdział :/



piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział 34 " Zaczęli kopać dołki"

 [Rosalie]

22 grudnia, czwartek. Jakimś cudem z łóżka wyszłam o 8. Mamy wolne. Mamy wolne do 2 stycznia. Wzięłam prysznic, ubrałam się itp. Szybko wyszłam z domu. Udałam się do sklepu z upominkami. Harremu kupiłam bokserki z napisem " Im sexy and i know it" i fajną bluzę. Louisowi, jako że pojutrze ma urodziny, misia marchewkę. Do tego jego ulubioną bombonierkę i śmieszną, chodzącą "szczękę". Hahaha. Dziecko będzie miało ubaw. Reszcie kupiłam fajne piłeczki. Dla dziewczyn fajne, różne bluzki. Wychodząc z jednego sklepu spotkałam Matt'a
- Ooo siema - podał mi rękę
- Cześć
- Coś często się widzimy. Pójdziemy na kawę? - chwilę się wahałam, ale ostatecznie się zgodziłam. Weszliśmy do jakiejś restauracji
- Co tutaj robisz?
- A co mam kurwa robić?!
- Nie tak ostro - zaśmiałam się. Przez chwilę gadałam z nim, ale to bez sensu. Ciągle gadał coś o koniach. Grrr. Zmyłam się szybko, mówiąc, że mam coś do załatwienia

***
- Louis i reszta, możecie na chwilę? - krzyknęłam z góry. Chłopcy szybko zeszli - A więc skoro każdy jedzie do siebie na święta, trzeba wręczyć prezenty - chłopcy uśmiechnęli się - I Louis ma urodziny 24 - ego - wyjęłam wielką "paczkę". Lou podszedł do mnie - Wszystkiego najlepszego Lou - podałam mu paczkę. Od razu rozpakował i zaczął się cieszyć jak małe dziecko - Harry, Liam, Zayn, Niall - wręczyłam im prezenty. Każdy śmiał się ze swojego, bo były naprawdę śmieszne. Dostałam prostownicę od mojego kotka, bandamkę od blondyna (niezły ma gust),  książkę od Lou, lusterko od Zayn'a, widelca i fajną bransoletkę od Liam'a. Wszystko fajne :). Niestety chłopcy rozjechali się do domów, a ja zostałam sama do 27 grudnia.

***
23 grudnia. Nienawidzę dni przed świętami. Są nudne. Wyszłam z łóżka, wzięłam prysznic, ubrałam się, zjadłam coś i spojrzałam przez okno
- Oooo śnieg - powiedziałam sama do siebie. Napisałam SMS-a do Ashan'a, Sarah, Anne, Sophie i wpadli szybko. Zmieniłam tylko buty na kozaki i kurtkę. Wszyscy razem zaczęliśmy bitwę na śnieżki
- Ashan stooop! - jak na polecenie wyszedł zza ściany mojego domu - Robimy drużyny. O kurwa mało osób! - pogoniłam do domu, napisałam SMS-a do Alice, dziewczyny Matt'a. Po chwili była u mnie.
- Teraz możemy
- Drużyna pierwsza Ashan, ja, Sarah. Drużyna druga Alice, Anne, Sophie - no i gitara
- Ej, a miejscówka? - krzyknęła Sophie
- Trza zrobić! - wszyscy zaczęli kopać dołki hahah. Było duuuuużo śniegu. Nasza drużyna zrobiła sobie jeden wielki. Aż to pacany! Zaczęliśmy się śmiać. Tzn moja drużyna. Będzie jazda
- Wszyscy gotowi? - krzyknął Ashan. Kurna jak w wojsku. Zaśmiałam się cicho. Z drużyny przeciwnej słychać było " TAK"
- Na stanowiska! I teraaaaa - tym razem w śmiech wpędziła mnie Sarah. Tak nasza oto swietna bitwa na śnieżki trwała 3 godziny. W końcu nikt nie chciał się poddać, a wszyscy zmarzli jak diabli. Hahaha każdy, ale to każdy był cały w śniegu. No co poradzę, że słabe śnieżki celowo robilam? Hahahaha. Wygrała oczywiście nasza drużyna!...

[Harry]

No wreszcie w domu. Otworzyłem drzwi i rzuciła się na mnie mama. I jeszcze Gemma. Zaśmialiśmy się cicho, bo mnie wywaliły na śnieg. Dużo go w tym roku
- Co robi ta Twoja?
- Rosalie?
- Noo
- Zaraz się dowiem - wyjąłem telefon
(Rozmowa tel.)
H - Hej kochanie
R - No hej
H - Co porabiasz?
R - Przebieram się. Była bitwa na śnieżki. A ty?
H - Siedzę z Gemmą. Wesołych świąt . papa 

( koniec rozmowy tel)
- Przebiera się
- hahahaha. Przecież słyszałam - ...

-------------------------------------------------------------
Siemka. Mam prośbę podpisujcie się pod komentarzami, bo dodajecie jako anonimowi. Z góry dzięki i sory, że rozdział taki głupi i mało chłopaków. Dawajcie komy ;D

wtorek, 14 sierpnia 2012

Rozdział 33 "Nic takiego?!"

  12 grudnia, poniedziałek. Wstaję z łóżka, ubieram się. Do szkoły nie idę, bo zimno i to bardzo. Z tego co wiem, to idzie kilka osób z mojej klasy. Z mojej paki idzie tylko Anne, bo chce mieć dobrą frekwencję. Biorę popcorn i zasiadam przed telewizorem. Przelatuję po kanałach. Za 5 minut mój ulubiony serial. Sprawdziłam skrzynkę. Jeden list do mnie. Otwieram
"Suko nie ignoruj tego !! Lepiej zacznij się bać i zwiewaj albo się zabij. To lepsze niż śmierć, którą chcę ci ofiarować" - włożyłam to do kolekcji. Pogróżki dostaję codziennie. Zjadłam jeszcze kanapkę i przyszedł Harry
- Cześć kochanie - na powitanie pocałował mnie delikatnie. Uśmiechnęłam się szeroko i wyjęłam dla niego szklankę. Nalałam mu soku. Usiadł na kanapie
- Sarah mówiła, że się zamartwiasz - dosiadłam się do niego i podałam mu szklankę z sokiem. Popatrzył na mnie wyczekująco
- Nic takiego - zabawnie pomachałam ręką w geście "oj tam oj tam" . Harry upił kilka łyków i odłożył szklankę  na stół
- Nie powiesz mi? - nastała krępująca cisza. Patrzył na mnie wyczekująco. Wstałam, włączyłam radio i stałam tak przez chwilę. Podszedł
- Kochanie, proszę - objął mnie w talii. Westchnęłam cicho, ale on to chyba to usłyszał. Musnął moje usta. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę łóżka
 - Powiem, jeżeli Ci tak zależy - uśmiechnął się szeroko - Pamiętasz 25 - ego listopada? - kiwnął głową - Wtedy dostałam pierwsze ... pogróżki. Każdego dnia dostawałam nowe, bardziej straszne. Dzisiejsze niczym nie równają się z wczorajszymi. Na każdych jest, że mam się zabić, albo ta osoba to zrobi - z każdym słowem Harry stawał się coraz bardziej wściekły
- Nic takiego?! - o boszz... nie widziałam go NIGDY tak wściekłego. Nawet wtedy, kiedy Matt mnie porwał taki nie był - To jest straszne ! Idziemy z tym na policję! A ty - wskazał na mnie - Jak mogłaś mi nie powiedzieć?! Czekałaś aż coś się stanie?! - złapał się za głowę
- Żadnej policji - wyszeptałam do siebie, ale on to usłyszał. Odwróciłam głowę i paczadła wlepiłam w okno. Podszedł pod półkę
- Gdzie to masz?!
- Przed Tobą, w szafce - z moich oczu poleciały łzy, a Harry zaczął grzebać. Wyszperał kilka i zaczął czytać
"Pożegnasz się z życiem. Lepiej z niego korzystaj i pamiętaj, że Twoja śmierć będzie baardzo bolesna"
To jakiś żart? - pojawił się obok mnie. Przecząco pokiwałam głową. Znowu złapał się za głowę - Idziemy na policję! Wkładaj kurtkę - zebrał wszystkie pogróżki, a ja włożyłam kurtkę. Po chwili byliśmy w aucie. Harry odpalił auto

- Jesteś zły? - wyszeptałam
- Jestem! Powiesz o wszystkich pogróżkach na policji - ruszyliśmy. Zapięłam pasy i trochę popłakałam. Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy...

 [Matt]

 Siedząc przed telewizorem i pijąc piwo, strasznie się nudzę. Wybrałem numer Alice. Przyjdzie za 15 minut, czyli mam chwilkę. Umyłem zęby, poprawiłem fryzurę i zmieniłem koszulkę. Akurat zapukała
- Cześć skarbie - pocałowałem ją w policzek Uśmiechnęła się szeroko. Kocham te jej włosy. [TAK WYGLĄDA]  Trochę przypomina mi Rosalie. Zasiedliśmy przed telewizorem
- Mamy oglądać telewizję? - zapytała nieco rozbawiona
- Idziemy na miasto? - popatrzyła na mnie uwodzicielsko. Wziąłem kurtkę i wyszliśmy. Po 30 minutach spaceru, spotkaliśmy Rosalie i Harrego
- O cześć ! - przytuliłem ją. Ten cały Harry dziwnie na mnie patrzył. Ruda wyglądała na zadowoloną
- Co tam u Ciebie?
- Dobrze. Rosalie poznaj Alice, Alice poznaj Rosalie - dziewczyny podały sobie ręce. Ciekawy widok. Uśmiechnęły się szeroko. Mogą być naprawdę dobrymi przyjaciółkami

---------------------------------------------------
Elo. Sory, że prawie chłopaków nie ma, ale to tak po prostu wyszło. Wiem, że jest nudny, ale bardzo chciało mi się napisać. Mam nadzieję, że będzie kilka komentarzy

To jest Rosalie, jak coś:

niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 32 "Spojrzysz śmierci w oczy"

  [Natalie]

 Niby jest ten pieprzony czwartek i plan może wyjść. Tylko, czy uda nam się tą idiotkę ukatrupić? Ciężkie zadanie. Usiadłam w ostatniej ławce, obok Ros. Jakaś wesoła była. Z plecaka wyjęłam kartkę. Wtedy wszedł tej jej "chłopak" i usiadł obok nas. Boże, muszę to ukrywać. Kiedy obydwoje byli zainteresowani lekcją, położyłam to na ławce...

[Rosalie]

 Nudna lekcja. Paczę, a tu jakaś kartka. Otwieram
"Prawdopodobnie nie wiesz o co chodzi. Mi chodzi o jedno. Przez ciebie jestem nielubianą osobą. Przez ciebie nie znam szczęścia. Zadowolona? Gwarantuję , że nie wyjdziesz z tego cało. Przez ten list uświadamiam ci, że nie jesteś doskonała. Obiecuję, że spojrzysz śmierci w oczy." - Co za chora psychicznie osoba to pisała? Naprawdę chora psychicznie. Rozejrzałam się po klasie. Nikt tu nie patrzył. Dziwne. Schowałam to do plecaka. Akurat zadzwonił dzwonek. Wszyscy wybiegli z klasy
- Harry, w której sali teraz? - podszedł, dał całusa na szybko, bo jakby jakaś nauczycielka zobaczyła... Niezbyt ciekawa przygoda
- W 7 - uśmiechnął się szeroko - Zbieraj ekipę i o 16 u nas
 Lekcje oczywiście ciągnęły się ciągnęły. Cóż tak to juz bywa. Dostawałam jeszcze liczne pogróżki, ale je ignorowałam. Nareszcie koniec. Wbiłam do domu, zjadłam coś itp i poszłam po ekipę. Czyli Sarah, Sophie, Anne, Ashan . Jeszcze drydnęłam po El, Dan. Ta Perrie, czy jak jej tam, ma być na miejscu. Drzwi Ashan otworzył z kopa
- Co to za święto, że zaprosiliście nas? - chłopaki przestali za sobą "ganiać". Lou wysypał mąkę na Harrego i zaczął się śmiać. Hahah Styles cały biały :D. Podszedł do mnie
- A tak se tam. Przytulić Cię? - i jeszcze podszedł. Człowieki, help! Chłopcy zamiast pomóc, śmiali się wniebogłosy. Walnęłam go w łeb patelnią. Hahaha. Nie prawdziwą. Taką z papieru. Hahaha. Udał, że upadł i zaczął się śmiać...

 [Ashan]

 Wow, jak wesoło. Moje klimaty! Wziąłem Sophie pod rękę i tak sobie tańczyliśmy do piosenki "baby". Hahha Ros z Harrym i Louis z El poszli na górę. Podobno do jednego pokoju. Uuuuuu. Hahah. Wesoło i buuu lala. I tak minęła godzina
- Idziemy zobaczyć, co robią? - Niall konał ze śmiechu i jakoś cudem podszedł do mnie. Zayn z Perrie, stali obok wyjścia. Śmiali się z nas. Wszyscy na czy cztery pobiegliśmy. Otworzyliśmy drzwi, a tam Eleanor i Rosalie stoją w oknie. WTF? Śmieją się głośno. Louis i Harry tylko się śmieją. Ale się spili O.o
- To co skaczem? - co?!?! Do reszty je pojebało? Wtedy wszyscy wparowali. Liam, Zayn poszli po dziewczyny, a Niall i Sophie zabrali się za chłopaków. Zaprowadziliśmy ich do salonu. Nie do wytrzymania. Ros, ciągle się śmieje, a El ... nie ważne.

 [Rosalie]

 Obudziłam się w swoim pokoju z lekkim bólem głowy. A raczej budzik mnie obudził. Godzina 5,  dwudziesty piąty listopada. Wzięłam prysznic, ubrałam się, zrobiłam make-up, zjadłam śniadanie itp. Poszłam do szkoły, na deptaka. Od razu na wejściu stał Ashan z paczką. Podeszłam do nich
- Mogę wiedzieć, co się wczoraj działo? - widziałam w ich oczach coś dziwnego. WTF? Chyba nie było aż tak źle?
- Wolałabyś nie wiedzieć - ktoś przebiegł i wywalił mi podręczniki. Grrrr. Kto to normalny?!?! Paczam, a tu Idź Stąd
- Oooo, widzę, że Idź Stąd lubi biegać. Ćwicz, ćwicz, może zombie Cię pierwszego nie zjedzą - uśmiechnęłam się triumfalnie
- Co robisz wieczorem? - chciałam się zaśmiać, ale mi nie wyszło. I wtedy przypomniałam sobie o zdjęciach. Ominęłam go. Podeszłam do jakiegoś kolesia
- Cześć. Lubisz tego idiotę? - pokazałam palcem na Idź Stąd. Nie widział tego. Całe szczęście
- Nie
- A chcesz coś zobaczyć? - pokazałam mu całą serię tych okropnych zdjęć. Nic, tylko się śmiał. Wziął kilka i obiecał rozesłać...

--------------------------------------------------------
Hej. Rozdział napisałam z nudów. Sory, że taki denny, ale pisany na szybko
http://ask.fm/paula4332
zadawajcie pytania

wtorek, 7 sierpnia 2012

Rozdział 31 " Spróbujmy jeszcze raz"

Najpierw trzeba gorączkę zbić. Po co oni wskakiwali do tego basenu?! Wariaci i tyle. Po 3 godzinach coś tam się udało i Rosalie czuje się dużo lepiej...
 - Harry? - obudził mnie głos Ros. Usnąłem? Zszedłem z jej łóżka. Czyli tak
- Też mi miło Cię widzieć - zabawnie poruszyłem brwiami
- Dziękuję - wyszeptała
- Za co?
- Za to, że zbiłeś mi gorączkę - uśmiechnęła się
- Może podziękujesz mi w inny sposób?
- Jaki?
- Wyjdziesz ze mną na spacer do parku
- Spoko - przytuliła mnie...

  [Diana]

 Wchodząc do domu Natalie natknęłam się na jakąś wódkę. Szłam dalej. Śmierdziało niemiłosiernie jakimiś papierosami. Siedziała ona na fotelu i majaczyła coś po pijaku. Poker face. Usiadłam obok niej
- Rosalie jest chora. Trzeba plan przełożyć - zrobiła zniesmaczoną minę
- Jak zwykle. Od kilku miesięcy nie możemy nic zrobić? Ciągle coś wypada, czy nie przychodzi do szkoły. Co będzie dalej? Może w czerwcu uda nam się sukę ukatrupić
- Ej wyrażaj się. Ona jest moją siostrą - zaśmiała się. Usiadła na podłodze i wzięła kolejnego łyka jakiejś wódki - Przestań! Ona na to nie zasługuje!
- Co mam przestać?! Należy się jej! Teraz, po tych wszystkich sukcesach, tak bezczelnie gadasz?! Ile ty masz lat?! Poza tym do pięt mi nie dorastasz - popatrzyła na mnie spod byka
- Tak? Ciekawa jestem, kiedy Ros się dowie, że jesteś fałszywcem i idiotką. Ciekawa jestem jej rozczarowanej miny - zaśmiała się
- Nazywasz mnie fałszywcem?!
- A nim nie jesteś?
- Ty suko! Wyjdź i to już - wypchnęła mnie. Co za chamstwo w państwie!

 [Ashan]

 Podobno Ros jest chora. Dlatego nie przyszła. Jakoś dzisiaj ogółem mało kto jest. Pewnie dlatego, że jest ładna pogoda. No cóż, ale ja w szkółce siedzę i się nudzę. Żadnych brechtów i "kłótni". Siedzi ze mną jakiś kujon, którego w ogóle nie znam. Hahaha. Nie no, trochu znam. Daje wszystkim prace domowe. Wszyscy udają, że go lubią, a tak naprawdę ... no wiadomo jak to jest z takimi kujonami. Urwałem się z dwóch ostatnich lekcji. Co mam robić, kiedy moja przyjaciółka potrzebuje pomocy? - Niczym supermen wszedłem do jej domu, w którym widocznie nikogo nie było. Na górze, w rudej pokoju, zastałem Harolda i ją. Przytulali się. Mmm może tak się nazywa to "wracanie do siebie?". W sumie to ładnie razem wyglądają...

[Tydzień później, Rosalie]

 Przez ten tydzień nic ciekawego się nie wydarzyło. Leżałam w łóżku, obsługiwał mnie Harry i nie byłam w szkole. Czas to zmienić. Wstałam, ubrałam się itp i wystrzeliłam do szkoły. Wędrowałam sama, ale dołączyła się banda tych łobuzów, czyli 1D + Ashan. Najgorsze, że mnie zobaczyli OMG. Mało tego, dogonili
- Cześć Rosalie, ładnie wyglądasz - Loczek pocałował mnie w policzek
- Cześć Harry, cześć wszystkim - pomachałam im
- Jak się czujesz?
- Lepiej. Idziemy?
- No jasne - i tak jak to zwykle bywa, naszą rozmowę dokończyliśmy na lekcjach. Taaa. Mieliśmy niezły temat do obgadania, a mianowicie dostałam opieprz, że kocham Harrego, a go nie chcę. To i ja wiem. Dzisiaj idziemy na ten głupi spacer. Dla mnie głupi... chociaż... Dobra nie mogę się doczekać...

***

Z dołu dobiegł dźwięk dzwonka. Zerwałam się na równe nogi i wyprzedziłam tatę, który miał zamiar otworzyć drzwi. Rzuciłam jeszcze ciche " Późno wrócę " - i wyszłam. Oczywiście był to ukochany Harold z stokrotką w ręce. Wzięłam od niego kwiatka i udaliśmy się do parku. Gadaliśmy o kwiatach, przyszłości, starości, związkach, aż w końcu skończyły się nam tematy i usiedliśmy na ławce. Kiedyś Harry wyrył tu inicjały R + H = Love Forever. Zaczęło się ściemniać, a niebo pokryły przepiękne gwiazdy. Kiedyś ustalaliśmy naszą ... widzę ją!! Harry przysunął się. Zaczął coś gadać, ale go nie słuchałam. Byłam zbyt zafascynowana Gwiazdą, która świeciła się niezwykle mocno. Tak jakby był to jakiś sygnał. Sygnał? Dziwne. - Uśmiechnęłam się sama do siebie. Harry wpatrywał się w tę samą, aczkolwiek z mniejszym zainteresowaniem. W oczach miał pewną iskrę radości. Wcześniej jej nie zauważyłam. To niesamowite. Przybliżyłam się, zmniejszając krępującą odległość między nami. Zrobił to samo. Uśmiechnął się i on, kiedy popatrzył się na mnie
- Nasza gwiazda - wyszeptałam - Widzisz ją?
- Zawsze. Kiedy Cię nie widziałem, obserwowałem ją każdego dnia
- Słodkie. Ciekawi mnie, co jeszcze robiłeś
- Nosiłem Twoje zdjęcie przy sobie. Sprawiało, że się uśmiecham. Przynajmniej na chwilę. A teraz wiem, że zerwanie z tobą było najgorszym błędem w moim życiu. Wybaczysz?
- Wybaczam - chyba się zdziwił, bo cmoknął mnie w polik. Uśmiech nie schodził mi z ust. Jemu też. Są takie cudowne. Zapomniałam tego smaku
- Wiesz, że nigdy nie przestanę Cię kochać?
- Słodkie
- Kochasz mnie? - szturchnął mnie
- Tak. Wiem to - wtedy wlepił swoje paczadła w moje. Cudownym wzrokiem, z iskierką nadziei i miłości, mógłby zrobić ze mną wszystko. Naprawdę. Puściłam mu oczko, a ten jakby na zawołanie zbliżył się
- To prawda?
- Prawda. Choćby nie wiem, co się działo, nigdy nie przestanę Cię kochać. Wbij to do swojej łepetyny i zapamiętaj na całe życie - "koparę" można było zbierać na podłodze. Uśmiechnął się po raz 3568903 tego wieczoru
- Kocham Cię - wyszeptał do ucha i zmysłowo je "ugryzł"
- Nie prowokuj mnie!
- Dlaczego?
- Harry!
- Co?
- Odsuń się deczko - zrobił o co prosiłam
- Po co?
- Bo mnie kusisz!
- I o to chodzi!
- Harry! - a teraz się przybliżył - Are you fucking kidding me?! - zaśmiał się
- Yes! - walnęłam go w łeb. Znowu się przybliżył
- Pociąga mnie - odwróciłam wzrok i przygryzłam dolną wargę - Kurwa! Ja to powiedziałam?! - kiwnął głową
- Tak się składa, że ty mnie też
- Ehe
- Mam propozycję - pytającym wzrokiem błądziłam po jego boskich zielonych oczach. I kolejny uśmiech do kompletu. Czy on robi coś innego?!
- Jaką? - nie powiem, zainteresowało mnie to
- Spróbujmy jeszcze raz - wyszeptał do ucha. W tej chwili zmysłowo poruszyłam brwiami i uśmiechnęłam się. Najbardziej szczerze jak tylko mogłam. W sumie to każdy zasługuje na drugą szansę
- Dobrze - zdziwił się. Przytulił mnie z całej siły i obkręcił kilka razy...

-----------------------------------------------------------------------------------
Cześć.
Wiem, że ostatnio zaniedbuję tego bloga, ale od teraz to się zmieni. Nie wiem do końca, czy kończyć bloga, czy też nie. Ostatecznie trzyma mnie przy nim jakaś więź. Więź, że zostałam dłużej, niż do napisania 1 notki.
Liczę na kilka komentarzy ze strony czytelników i niedługo pojawi się nowy rozdział

sobota, 4 sierpnia 2012

Rozdział 30 "Zmieniłaś się"

  [Rosalie]

Lekcje jak lekcje. Mieliśmy niezłe brechty na plastyce. Hahaha. Rysowaliśmy nagich mężczyzn i Sarah sobie fantazjowała. Narysowała jednorożca i powiedziała, że róg to ... (wiadomo)... Idź Stąd w szkole nie było
Harold był tylko na pierwszej lekcji. Zmył się, bo coś tam się stało. Ajjjć. Po lekcjach zadowolona opuściłam klasę. I poszłam na chatę. Pod moimi zacnymi drzwiami stał Styles
- Szczęścia szukasz? Tu nie znajdziesz - otworzyłam te cholerne drzwi
- Też się cieszę, że Cię widzę - uśmiechnął się. Pokazałam mu język i wpuściłam go. Co się będę cackać? xD. Zrobiłam mu herbatkę i zaprowadziłam do salonu
- Przyszedłeś na plotki? - zdziwił się - No wiesz takie damskie
- Brakowało mi Twojego poczucia humoru - zaśmiałam się
- Aha
- Wiem, że zawsze będę u Ciebie na pierwszym miejscu ludzi ważnych - zaśmiałam się
- Od końca - poprawił bluzkę
- Oj no!
- Co O.o?
- Zmieniłaś się - zaśmiałam się głośno
- Chyba ty - włączyłam telewizor, usiadłam  i przeleciałam po różnych kanałach. Nic ciekawego ehhh. Harold usiadł na kanapie obok mnie
- Kochasz mnie jeszcze? - przysunął się bliżej. Nie powiem zatkało mnie, ale to za szybko. Jakby mu to powiedzieć? Mam się na niego tak po prostu rzucić? Potrzebuję czasu. Uśmiechnęłam się blado i zerknęłam na czubki swoich butów
- Czy ja wiem - uśmiechnął się
- Będę czekać, zawsze! Pamiętaj, że nigdy nie odpuszczę i zawszę będę Cię kochać. Trzymaj się - i wyszedł. Tak to jest, kiedy cymbały przychodzą  do mojego domu. Przebrałam się i poszłam do Ashan'a. Było tam dużo osób: Idź Stąd, Danielle, Eleanor, jakaś blondynka, Zayn, Niall, Liam, Louis, Harry, Ashan, Sarah, Sophie, Anna. . Po cichu wskoczyłam za kanapę. Jako, że opowiadali sobie straszne historie. Założyłam swoją straszną maskę, włożyłam czarną bluzę Harolda i dołączył się Louis w podobnym przebraniu. Na czy cztery wyskoczyliśmy zza łóżka, a oni w pisk. Hahaha. Musiało to śmiesznie wyglądać. Goniliśmy ich po całej chacie, a oni się nie skapnęli. Elka omal zawału serca nie dostała. Hahaha. Liam niezbyt się bał, ale kiedy wyjęłam łyżeczkę spierdalał jak reszta. Haha. Najbardziej bał się Niall, który pierwszy zwiał mi sprzed oczu. Hahaha. W końcu zdjęłam moją zacną maskę, a wszyscy osłupieli. HAahaha ich miny były po prostu bezcenne. Lou też tak zrobił. Zaczęli nas gonić, a my do basenu. Cholera. W co ja się przebiorę?! Ale zamiast normalnie myśleć, kąpałam się. Mimo, iż był listopad i woda była zimna. Choroba gwarantowana
- Ty i Lou  będziecie chorzy. Chodź dam Ci coś na przebranie
- Jak ty masz na imię?
- Perrie
- Spoko - poszłam z nią. Dała mi fajny zestaw 
- Skąd ty go miałaś?
- No wiesz. Zawsze mam ubrania przy sobie - aha spoko. Dziwne, że ubrania były na mnie za duże. Ooo kurwa! Trzeba przytyć. Wysuszyłam włosy suszarką Ashan'a. Tzn jego siostry, ale już śpi, więc się nie skapnie. Z Sarah poszłam do domu.

 ***

  Ranek. Cholera. Sarah już nie ma, a nocowała u mnie. Ubrałam się . Jako, że nie czułam się najlepiej napisałam do Harry'ego " Cześć. Z tego, co wczoraj mówiłeś, miałeś nie przyjść do szkoły. Przyjdziesz teraz do mnie?" i wysłałam...

[Harry]

Odtrzymałem wiadomość od Rosalie i pogoniłem do niej. Ku mojemu zdziwieniu drzwi były otwarte, ale ok. Lezała łóżku. Boże! Ona przypadkiem nie ma gorączki?!
- Cześć
- Siema - uśmiechnęła się.
 Przyłożyłem rękę do jej czoła. Cholera.
- Masz termometr?
- Po co Ci?
- Masz gorączkę
- Dupa Jasia - zaśmiała się.
 Zadzwoniłem do Lou
( Rozmowa telefoniczna)
H - Stary, co robisz?
L - A nic, ubieram się
H - Przyjedź do Rosalie. Ma gorączkę!
L - Uuu wziąść termometr?
H - Tak 
( Koniec rozmowy telefonicznej)

 Nie musieliśmy długo czekać na Pana Marchewkę. Zmierzyliśmy temperaturę. Cholera 39.9 stopni...

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 29 "Gdyby wiedział, że to chłopak"

[Ashan]

Ludzie, jakie nudy! Ileż można pić oranżadę w towarzystwie młodszej siostry? Ma dziś urodziny i zaprosiła te swoje sweet koleżanki, które nic nie umieją zrobić. Jeszcze nabijają się z JB. Tsa. Żyć nie umierać.
  Włożyłem moje zacne tramki i pogoniłem do domu One Direction. Oczywiście wszedłem bez pukania. Na stole tańczył Niall. Striptiz? WTF? A gdzie reszta?
- Niall?
- Łooo kurwa - włożył bluzę i zszedł ze stołu. Zaśmiałem się
- Gdzie reszta?
- Harry na górze, a reszta pomaga Rosalie w jakiejś superowej misji
- A ty co striptiz robiłeś?
- Tak. W telewizji jedzenie pokazali. A miałem chcicę - hahaha. On się słyszy?
- No comment - i pogoniłem do Harolda
 Leżał na ziemi, pił wódkę i śmiał się
- Co ty taki wesoły?
- Ros mnie nie chce! Rozumiesz stary? - chciał usiąść na łóżku, ale potknął się i wyjebał
- To się staraj, a nie kurwa wódkę pijesz!
- Łoooj tam - zaśmiał się

[Natalie]

- Piątek?
- Ros ma sesję nie będzie jej w szkole - Diana przesiaduje u mnie i obmyślamy plan
- Czwartek?
- Pasuje - uśmiechnęła się zadziornie - Wiesz co robić?
- Wiem, ale będzie jazda! - poprawiłam grzywkę - Chcę zobaczyć minę suki
- Ej nie mów tak! To moja siostra?
- No i?
- Nie mów tak
- Ale i tak będzie miała trudne chwile - olśniło mnie - Idę do Stylesa!
- Po co?
 Wstała i zgniotła kartkę
- Dam mu te zdjęcia Rosalie, która spotyka się z Matt'em. Tyle, że sprzed kilku lat. Nie zmieniła się zbyt, więc nie pozna, że to dawne - zaśmiałam się - Będzie wściekły
- Jutro pójdziesz - wyszła...

[Rosalie]

- No to ten... yyyy ... Co powiesz na małe yyy no wiesz? - Idź Stąd zabrał głos
- Ohhh dawaj. To takie ... umm inne - podwinęłam deczko sukienkę
- Pieprzymy się tu, czy u mnie?
- U Ciebie - weszliśmy do jego domu. Poszedł zrobić mi coś do picia, a ja w tym czasie rozlałam wodę po całej podłodze. Na łóżku położyłam jeszcze sztuczne robaki i wyjęłam pistolet na kulki. Strzeliłam  mu prosto w czułe miejsce. Hahahah. Z tacą szedł udając, że nic się nie stało. Wszedł do salonu i od razu się wypierdolił. Nie dość, że jajca go bolą to jeszcze dupa. Haha. Po kilkunastu minutach siadł na łóżko i zobaczył "robaki". W pisk. Piszczy gorzej niż ja, a ja to potrafię. Dobra ogar! Wstał i tak się co chwila wywalał, bo było naprawdę ślisko. Ubaw po pachy. Nagrałam filmiki i zrobiłam zdjęcia. Teraz tylko upić debila
- Wiesz, piłam już. Teraz Twoja kolej - podstawiłam mu butelkę gorzkiej żołądkowej. Ooo tak! Paczyłam jak robił się weselszy i weselszy. Hahaha. Zmusiłam go, żeby lizał podłogę. Ja robiłam zdjęcia, a on wykonywał wszystko, co chciałam. Wbił Zayn i Lou, bo Liam musiał pojechać do swojej dziewczyny.
  Oczywiście Idź Stąd nie rozpoznał, że to oni i myślał, że to jakieś dziewczyny. Z chłopakami mieliśmy ubaw po pachy, a on się nawet nie zorienotwał. Hahaha. Zayn'a prawie pocałował, bo ten walnął go w jajca
- Lubie takie - hahaha. Gdyby  wiedział, że to chłopak. Jaki debil.  
Chłopaki dawali mu różne wyzwania. Np daliśmy mu starą lalkę barbie i myślał, że to prawdziwa dziewczyna - całował. Zrobiliśmy setki zjęć. Idealnie, żeby go ośmieszyć...

[Anne]

 Ranek. Jprld. Why? Wyszłam z łóżka, wzięłam prysznic, ubrałam się, pomalowałam. Włosy tylko rozczesałam. Zjadłam jakieś dziwne śniadanie i poszłam do szkoły. W drzwiach od świetlicy stała Rosalie, która brechtała się z czegoś z 4/5 1D i Ashanem. Podeszłam do nich
- Co was tak śmieszy? - Ros zaśmiała się jeszcze bardziej
- Pacz - wyjęła aparat i pokazała zdjęcia tego szkolnego puszczalskiego. Hahaha. Jakie zdjęcia. Jakieś na kiblu, w makijażu (hahaha), w damskich ciuchach itp
- Hahaha. Czyj to był pomysł?
- Mój
Ruda dumnie podniosła głowę
- Jesteś głupia!
- Też Cię kocham...

----------------------------------------------------------------
Elo lovciani <33. Nie spodziewałam się tylu komentarzy. Pozdrawiam wszystkich czytelników i liczę na kilka szczerych komentarzy. Mam pytanie. Usunąć bloga? Ktoś wie jak?


wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 28 " Lou bądź w gotowości"

- A po co Ci to?
- No jadę z Tobą na randkę! Ogar człowieku - zaśmiał się - Jesteśmy! - wyprowadził mnie do jakiejś beznadziejnego klubu. Dokładnie. Dużo barbie. Ehh co za tym. Ale ok. Misja " Ukatrupić dziada" na razie wszystko jest ok. Haha. To był zajebisty pomysł!. Nawet nie wiem jak ma na imię. Co za dziad! Dziad wszechczasów haha. Dobra ogar!
 - Przynieść Ci drinka? - pojawił się obok mnie. Co za idiota. Chce mnie upić i przelecieć. Tylko, że hahaha ja umiem udawać. O tak ! Jestem ciekawa co się wydarzy haha
- Eee tam. Dawaj wódkę - zdziwił się, ale ją przyniósł. Tylko, że to nie prawdziwa wódka. Woda. Poprosiłam Lou, który też siedzi w tym klubie, żeby wlał wody i tak zrobił. Haha. Oooo tu jest jakiś napój. To wezmę go sobie
- Dzięki - i teraz zaczęłam pić z gwinta. Wzięłam kilka łyków, zrobiłam kwaśną minę i wypiłam kilka łyków napoju. I tak kilka razy. I zaczęłam udawać lekko wstawioną - Jeszcze wódki - na szczęście Lou przewidział tę sytuację i dał jeszcze jedną butelkę. Mniejszą. Nawet dużo. I zrobiłam tak jak wcześniej też po kilka razy
- Mogę trochę? - trzymał butelkę w ręku, ale szybko mu ją wyrwałam
- Nie. Kup sobie
- Dobra. Tylko nie uciekaj - i w tej chwili odszedł. A ja do Lou
- Pomóż! - zaczęłam szeptem
- A co plan nie wypalił?
- Co ja mam zrobić, kiedy zaciągnie mnie do łóżka? - zaśmiał się
- Zayn i Liam Ci pomogą
- Dzięki - wyszeptałam, bo podszedł ten koleś. Lou stanął obok nas i paczał paczadełkami na tego kolesia jak na wariata. W sumie to jest wariat, bo co on  sobie wyobraża? Że zaliczy mnie jak każdą inną? O nie idiota się myli. Zaliczyć to może test, nie mnie. Tylko co ja zrobię jak mnie do łóżka zaciągnie? I Lou musiał się wygadać o moim superowym planie. Uduszę go, ale później. Teraz muszę coś kurwa wymyślić! Nie dam mu się! Ooo nie. Może se pomarzyć. Niech mnie w dupę debil pocałuje! Albo nie. Chciałby! Łooo kurwa jak się gapi
- Jak masz na imię? - wtrącił się Lou. Ja go zabiję! Zepsuł mój świetny plan. Chociaż może jeszcze coś uratuję? Nie no uduszę debila
- Idź stąd!
- A więc Idź stąd, miło było Cię poznać
- Idziemy do Narnii? - Idź stąd się odezwało. WTF? Do Narnii? Tam to mogę iść z Harry'm <33 na bum bara bara haha. Nie stop! Ja tam nie chodzę. WTF? Co z moją głową? Poszedł do WC, a ja zadzwoniłam do Lou, bo gdzieś się zmył
( Rozmowa telefoniczna)
R - Gdzie ty do cholery jesteś?!
L - A ty?
R - Na lotnisku, kurwa!
L - Naprawdę?
R - To był sarkazm
L - Aha
R - To gdzie jesteś?
L - Pod klubem
R - Wychodzę do Ciebie
( Koniec rozmowy telefonicznej)
  Dobra ogar! Szybko wyszłam z klubu. A tam? Ooo Eleanor z Lou.

- Czy Eleanor wie o naszym zacnym planie? -  Lou strzelił poker face
- Nie
- Jakim planie?! - ożywiła się
- Nie ważne Elka. Dobra Lou bądź w gotowości. Nara
   Weszłam. Podeszłam pod wcześniejsze miejsce. Akurat Idź stąd wyszło. Uśmiechnął się i coś tam pierniczył. Obmyślałam plan. HAhaha. Mam.
- Pójdziemy do mnie?  - usłyszało mi się. Haha
- No jasne. Mam taką chcicę, że szok
- Uuu . To będzie jazda ostra - Bosz on myśli, że pijana jestem. Jaki dekiel
  Wyszliśmy wspólnie. Pojechaliśmy chyba do jego domu. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym po drodze się nie wydurniała
- Tyyy paczaj! Stodoła się jara! - wskazałam palcem na jarającą się stodołę
- Ehe
- Piernąłeś!
- Co?
- Tak. Twój smród jest taki powalający, że stodoła się jara - debil w brecht
- A może to Twój smród?
- Ja nie pierdzę!
- Ehe
- Daleko jeszcze?
- Właściwie to stoimy już 5 minut  - zachciało mi się śmiać
- Mieszkasz ww tej zjaranej stodole?! - zaśmiałam się
- Nie. W domu obok
- Aaaaaa

...

------------------------------------------------------
Siemka ludzie! A więc dałam kolejny rozdział, bo koleżanka chciała. Liczę na przynajmniej 1 koma :(.


czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział 27 " Wiesz. Jadę z tobą na randkę. Jak masz na imię?"

... Chłopcy z 1D
- Eloooo!  - Liam dumnie wydarł się za Lou
- Elom. Co wy tu robicie?! - Ashan poprawił spodnie, żeby chłopcy nie zauważyli haha
  Zayn popaczył się na Ashana, jak na wariata
- Co to za dziura z tyłu spodni? - wszyscy na raz zaczęli oglądać spodnie biednego bruneta. Śmiali się  wniebogłosy - Przyszliśmy po was - Lou zobaczył marchewkę i zaczął się cieszyć.
  Stopniowo wszyscy zaczęli wychodzić
- A wy? - zaraz pierdolnę Lou za tą ciekawość
- Mamy coś do załatwienia - Harry widocznie też miał ochotę mu jebnąć

                ***

- Czego chcesz?! - Harry błagalnie paczył się w moje lśniące paczadełka
- Wrócić
 Po tych wszystkich dniach, przez które miał mnie w dupie? Co on sobie wyobraża? Że wrócę  "od tak" do niego?! Niech się pierdoli! Najlepiej z własną ręką. Chociaż nie. Ręka to za dużo. Z długopisem!! Taaa. Zaraz mu jebnę
- Po tym wszystkim?!
- Przepraszam - spuścił głowę
- Wiesz co?!
- Co?
- Pierdol się. Pierdol się z długopisem - haha. Zachciało mi się śmiać
- Z długopisem?
- Tak, bo na rękę nie zasługujesz
   Opuściłam to nędzne pomieszczenie i udałam się w kierunku domu. Oczywiście ten pacan, który niewiadomo co se myśli latał za mną. Jakbym była kocicą, która się goni. Grrrr ;/. Doszłam do domu, a tam? Ashan, Anne, Lou, Niall, Zayn, Liam czekają sobie pod moimi drzwiami. Szczerzą się jak do jakiegoś sera. Tylko, że Niall ma w ręku ser i się do niego szczerzy. Haha. WTF?!. Ciekawi mnie tylko jak Harold będzie ten tegas z długopisem. HAhahaha...

              ***

 Obudziłam się o 5. Tsa normalka. Dzisiaj poniedziałek. Ubrałam się w TO (oprócz "portfela"). Zjadłam śniadanko, pomalowałam się i uczesałam i dumnie popatajtowałam do szkółki. No z plecakiem :D.  Po drodze zgarnęłam Anne i Sophie. Sarah nie szła, bo bla bla bla. Nie słuchałam jej, kiedy gadała przez telefon :D. No czo? Myślami byłam z Harry'm <33. Nie, wróć! Myślami byłam z... yyyyy  misiem. Haha.
- Amy, czego Cię w piątek w szkole nie było? - przypęzła Claudia
- Bo tak - przypęzł jakiś koleś. Claudia zwiała. Haha
- Elo maleńka. Co robisz wieczorkiem?
- Elo. Będę siedzieć na dupie i marzyć o tobiem.Wiesz? - to typowy babiarz, więc sarkazm jest odpowiedni.  Chłopak uśmiechnął się. Poker face
- A może byś poszła ze mną... na randkę? - hahahahahahhahaha .Czy on siebie słyszy? Niech mnie pocałuje w dupe. Chociaż. Mogę sobie z niego jaja porobić?
- No w sumie. O niczym innym nie marzę - hahaha. Czy on właśnie myśli, że dałam się zwieść? OOO wiem! Rozkocham go i rzucę! Niech wie, co to ból
- Przyjadę o 20 - z triumfalnym uśmiechem odszedł. Boże jaka ciota. Mam pomysła hahahaha...
  Po lekcjach szybko poszłam do domu. Rzuciłam plecak w kąt i do domu 1D. Wbiegłam jak jakaś oparzona.
- Lou. Mogę Cię prosic? Sprawa hahaha poważna - zadowolony Lou podszedł. Opowiedziałam mu o swoim planie, a ten zdychał ze śmiechu. Hahaha
- Niezłe. Hahaha. Mogę powiedzieć El?
- Tak. Ale NIKOMU więcej - zadowolona wyszłam od niego. Poszłam jeszcze do Zayn'a i poplotkowaliśmy jak prawdziwe 2 kobiety. Haha.
  Nadeszła 18. Zaczęłam się szykować. Przebrałam się w TO. Haha. Sukienka ledwo mi tyłek zakrywała. To już dobrze. Zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, warkocza na bok. O tak! Ktoś zapukał
 Otworzyłam. W drzwiach stał "ten koleś"
- O kur... Nie wiedziałem, że można tak dobrze wyglądać - jeje punkt 1 poszedł zgodnie z planem. Dał mi róże i  zabrał gdzieś autem.
- Gdzie jedziemy?
- 30 km poza Londynem
  Uśmiechnął się. Koniec końców. Złapała nas policja. Haha za szybka jazda :D. Ograniczenie 80 km na godzinę, a koleś jechał 81. Hahahaha. Zgon. Mandat 50 funtów. Hahahah. No to się uśmiałam. O fuck. Mój brzusio.
  Ten koleś wrócił do jazdy. Zatrzymał się na chwilę i zaczął śmiać. Walnęłam go w łeb i puściłam radio. Leciała akurat piosenka: " Jennifer Lopez ft Pitbull on the floor". Tzn dopiero puścili
- Ja tu sram! Namoknę - zaczęłam śpiewać  słowa  przeróbki tej piosenki, a koleś w brecht
- Weź z tym sraniem haha - poker face
- Wiesz. Jadę z tobą na randkę. Jak masz na imię?
  Zapowiada się ciekawa randka...

---------------------------------
Haha. Rżę i rżę. HAha. 1 kom ma być