Odebrałam. To jakiś nieznany numer. Pomyłka. Rozbawiona odłożyłam telefon i wyślizgnęłam się z zacnego łoża. Włożyłam jakieś badziewne dresy i top. Sprawdziłam portale społecznościowe i zadowolona usiadłam na drewnianym krzesełku w różne wzorki. Zjadłam "coś" na śniadanie. Po chwili przyszła Sophie, zadowolona, nawet bardzo
- Z czego ryja cieszysz? - ugryzłam się w język
- Chłopaki wracają!!
- Chcesz powiedzieć, że One Direction?!
- Tak! To cudownie! Prawda?
- Oh god. Zapomniałaś? Harry - wyszeptałam
- Eh, ale masz 4 przyjaciół. A z Harrym ułoży Ci się - wyszła...
Chyba wiedziała, że potrzebuje samotności. Zrozumiała, co powiedziała. Smutno opuściła dom swojej ukochanej i jedynej przyjaciółki. Tak, jedynej. Sarah nie zwracała na nią uwagi. Rywalizowała z nią, kto będzie dla Rosalie lepszą przyjaciółką. Obydwie się starały. Obydwie nie wiedziały, że Rozalie może poczuć się winna. Dowiedziała się. Tak, poczuła się jakaś inna. Ale nie lepsza. Usiadła przy jakimś murku i zaczęła płakać. Dlaczego? Nawet Ashan miał do niej, i do Sarah jakieś wory. Tylko ogromny problem. Niestety zakochała się po uszy w brunecie. Bez wzajemności...
( Rosalie)
Ciekawość i chęć nawet morderstwa, motały mną na prawo i lewo. Harry wraca. Co z tego? Boję się. Boję się, że będzie chciał wrócić, a ja tak po prostu rzucę się na niego. Może znalazł sobie kogoś nowego?
Zeskoczyłam z parapetu i udałam się w kierunku sklepu. Weszłam. Na pierwszy rzut oka nic, tylko Louis w środku. LOUIS ?!?! - Wbiegłam do sklepu, omal się nie zabijając i prawie nie zaliczając gleby
- Oooo, Rosalie, cześć ! - wydarł "japę"
- Cześć. Wiesz, że szkoda mi papieru na Ciebie kupować. Nie drzyj mordy - ludzie popatrzyli na mnie jak na idiotkę. A, no w końcu nią jestem. Zaśmiałam się cicho. On zawsze poprawia humor. Nawet w najgorszych sytuacjach. Przytuliłam przyjaciela. Tak dawno go widziałam. Baaardzo tęskniłam
- Co tam u Ciebie - poprawił grzywkę i wziął kilka marchewek do koszyka
- Powiedzmy, że dobrze. A u Ciebie?
- Genialnie. Z Eleanor - wprost idealnie!
- To super
- Harry jest w ...
- Niech będzie
- Co jest?
- Nie mówił wam, że zerwaliśmy? Wiesz, ja już pójdę, pa
Zapłaciłam i wyszłam. Nie będę z pochłaniaczem papieru toaletowego - użerać. W domu ledwo się przebrałam, a już wyszłam. Mam chyba 16 sesję zdjęciową. Dostaję za to niezłą kasę. Nawet zostałam zauważona w show - biznesie. Ale pieprzyć to. Mam teraz wyznaczony cel. Bowiem mam korzystać z tego, że jestem singlem. Weszłam do ogromnego budynku i przywitał mnie Ashan. On tu pracuje. Tzn. w piątki. Nie, że jebł szkołę. Po prostu ma takie "zwolnienie"
- Sala 13. Za pięć minut masz być - coś tam na kalkulatorze liczył. Hah pewnie swoją inteligencję. I pewno wyszedł mu jego nr telefonu haha
- Kurwa to mój numer - hahahaha miałam rację?!
- A co?
- Stanąłem na wadze - hahahahaha zaraz zaliczę zgon
- Powodzenia - uśmiechnęłam się - Ciekawe, kiedy wyjdzie Ci mój - ten ciołek strzelił we mnie butem
- Nogi byś umył - gadałam rozbawiona
- To nie ja wącham czyjeś buty - popaczył się jak na idiotkę
- Ale nóg nie myjesz - z triumfalnym uśmiechem udałam się do sali nr 13. Make - up, przebranie itp. Zajęło to im jakieś 2 h. Dzisiaj sesja do jakiegoś magazynu o modzie. Tsa, czyli cały dzień pracy. Uhh yhh. Ale przynajmniej Ashan skończył wcześniej i przyszedł " popaczeć" . Wcale nie paczał, a rozśmieszał. Np. tak się schylił, że mu portki pękły haha. Nie, że jest gruby, trochę przytył. Po sesji podeszłam do niego
- I jak umyłeś nogi? - stylistki popaczyły się na niego jak na wariata
- Tak. Dać Ci powąchać buta? - roześmiał się
- Wiesz, niby tak, ale boję się ryzykować. Ten smród od Ciebie jest powalający - ostatnie słowo wyszeptałam mu do ucha
- Zaraz, zaraz. Ty ludziom buty wąchasz?! Może chcesz powąchać moje i sprawdzić? - hahaha. Powiedziała to jakaś stylistka, która była zafascynowana naszą rozmową
- Tak jasne. Daj buta
- Ohh to cudownie - jprld. Jaki tępiak. Ashan strzelił face palma, a ja zaśmiałam się cicho
- To był sarkazm debilu - odezwał się
- Yy, a przecież buty wąchasz! - zwróciła się do mnie
- Tylko dla wybranych - brunet zabawnie poruszył brwiami
- To co mam zrobić? - podeszła do mnie
- Powąchaj moje - ściągnęłam moje i dałam je. Blondynka ... powąchała
- Teraz ty - zdjęła swoje.
Ashan zaczął się śmiać, a ja obdarzyłam go morderczym wzrokiem. Wąchnęłam. Fuuuj.
- Myjesz nogi - o fuuu! Gorzej niż u Ashana. Jakby nasrane. Co za idiotka...
- Super - odeszła
- Powiesz mi teraz, dlaczego gacie Ci pękły?
- Ha ha ha
- No, a nie?!
- Musiałaś to widzieć? - wtem do sali wpadli...
------------------------------------------------------
Hello. Piszę to, chociaż nie mam siły ani ochoty. Jest już : 00.28 h , a ja jeszcze na kompie. Jedyne, o co mogę teraz prosić, to z 1 komentarz. Chyba na tyle mogę liczyć?
Świetny. Dzisiaj zaczęłam czytać bloga i już skończyła. Fajnie piszesz. Czekam na dalszy rozdział :))
OdpowiedzUsuńOczywiście zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem http://harry-styles-in-love.blogspot.com/