[Ashan]
Obudziłem się na strasznym wręcz kacu. Przeszkadzały mi nawet jakieś szmery
- No siema pijaku . Lol hahahahaha - moja wręcz idealna Clare, zaczęła tak krzyczeć, że coś mi w głowie chyba jebło. Yfigsaogs nie znoszę krzyków!
- Ashan, weź się kurde ogarnij!! - krzyknęła moja nowa dziewczyna
- Weź nie krzycz. Łeb mi się rozwalaaaaa . A tak poza tym, to co mówiłaś?
- No mówiłam żebyś się ogarnął, pacanie. Mówiłam, że niedługo mamy ferie i może wyskoczylibyśmy z twoimi przyjaciółmi na narty?
- Świetna propozycja! Tylko nie dzisiaj a i no Ros... Jak się ruda znajdzie - westchnąłem...
[Harry]
Siedziałem sobie na kanapie aż zadzownił mi telefon
- Hallo ... Tak, to ja... ALE ŻE JAK?! ... Serio?! ... Tak, zaraz ... Dobrze ... - rozłączyłem się i rzuciłem telefon w byle jakim kierunku
- Zbiórka w salonie za 2 minuty! - wszyscy pojawili się na czas -Jedziemy do szpitala, wszyscy. Rosalie znaleźli, ale coś się stało. Zostaje ktoś? - nikt jakoś nie chciał - Dobra jedziemy - odpaliłem auto, ktoś wsiadł i z piskiem opon odjechałem...
[Narrator 3-osobowy]
Przyjaciele rudowłosej dziewczyny, niecierpliwie oczekiwali jakichkolwiek informacji, a nieźle się naczekali. Jej były chłopak schował twarz w dłonie - widać, że płakał. Ashan, zdezorientowany przemierzał drogę od jednego końca korytarza do drugiego, bo nikt mu nic nie powiedzial. Eleanor była w szoku i wpatrywała się w Danielle, która siedziała zamyślona. Louis - w miarę opanowany - bawił się telefonem, ale z jego oczu można było odczytać smutek.Pojawił się nawet Matt, który przytulał Dianę. Jej pojawienie się było dla wszystkich szokiem. Przyjechała nawet Alex z Irlandii, kiedy się dowiedziała, że jej młodsza siostra miała poważny wypadek. I było jeszcze kilka innych osób
- Powie mi ktoś wreszcie, co się stało? - spytał odważnie i z powagą Ashan
- Naszą ukochaną Ros porwano. Ten debil, który ją uprowadził, wywoził do innego miejsca - podobno. Rozpędził się i to bardzo i uderzyli w inny samochód. Idiocie nic nie jest, ale co z rudą nie wiadomo - Z miny Harrego można było odczytać gniew i bezsilność. W końcu jest szaleńczo zakochany w dziewczynie, ale teraz uświadomił sobie, że ją naprawdę kocha. Kiedy ją poznał myślał, że będzie pocieszeniem po poprzedniej dziewczynie. Sądził, że życie to tylko zmienianie kobiet, czy sława. Rosalie nauczyła go czegoś. Nauczyła, że da się żyć zwyczajnie. Sam tego nie odkrył.
- Jesteście kimś dla rudowłosej piękności o imieniu Rosalie? - podszedł do nich jakiś lekarz
- My jesteśmy siostrami, a on... chłopakiem!
- No mogę was na słówko prosić?
- Pan wali do wszystkich ! - wszystkich zadziwiła Diana, prawdopodobnie tym, że się w ogóle odezwała do kogoś
- Dziewczyna prawdopodobnie nie wyjdzie z tego. Ciało jest strasznie uszkodzone. Teraz jest podłączona do różnych maszyn, bo gdyby nie one - nie żyłaby . Możecie do niej wejść - coś zanotował i odszedł. Jako pierwsi weszli Harry, Alex oraz Diana.
Rudowłosa wyglądała strasznie. Była podłączona do przeróżnych dziwnych maszyn, a było ich sporo. Loczek usiadł na krześle i złapał jej dłoń. Zero reakcji. Niby normalne, ale chłopak czuł się podle. Dziewczyny rozpłakały się.
Przyjaciele Rosalie siedzieli z nią kilka dni pod rząd, na zmianę, ale nadal nie było z nią najlepiej. Nawet gorzej. Harry znów się załamał i zamknął w swoim pokoju, z którego praktycznie nie wychodził. Wszystko się zawaliło. A to tylko kilka dni...
----------------------------------------------
Wstawilam przedostatni rozdział, bo czułam, że muszę. Tak jest to przedostatni. Ostatni rozdział pojawi się w czwartek lub piątek. Wiem, że zawaliłam ten rozdział jak i opowiadanie, dlatego to kończę. Drugim powodem jest brak czasu i czytelników. Mam jeszcze oprócz tego dwa blogi:
http://marchewka-lou.bloblo.pl/
http://paula4332.bloblo.pl/
Prawdopodobnie zacznę pisać nowe opowiadanie, bo kończę tak jakoś dwa na raz.
Komentujcie.
sobota, 29 września 2012
sobota, 22 września 2012
Rozdział 39 "Dwa strzały, ból i zupełnie nic."
Obudziła mnie jasność na dworze. No tak, znowu spadł śnieg. Radośnie włożyłem buty, ale szybko je zdjąłem. Jak sobie pomyślę, co oni robią mojej Ros, to aż mi się niedobrze robi. Ona MUSI jakoś sobie radzić.
Na dole oczywiście krzątał się Niall, który nie potrafił zrobić sobie nawet kanapki! Aż to pasożyt. No tak, zazwyczaj pomagała nam Ros, a teraz.... Szkoda gadać.
- Niall, daj to chuuuuuu ... przyjacielu ... - co się ze mną dzieje?? Już nawet do Nialla nie mogę się normalnie odezwać
- Coś ty chciał powiedzieć?!
- Nic - wyminąłem go i pobiegłem do Lou.
[Sarah]
Kurde. Dlaczego nic nie idzie po mojej myśli? Najpierw Zayn, teraz Ashan. Po co w ogóle pojawili się w moim życiu?? Po jaką cholerę Ashan poznal Clare ?! Dzisiaj sylwester i idę do 1D. Tam ma nie być Ashana. Ledwo żywa, skacowana, wyszłam z łóżka i szybko przebrałam się. Szybko coś zjadłam, umalowałam się i poszłam do domu One Direction, bo była już 18. Oczywiście wzięłam na przebranie kozaki i kurtkę.
Drzwi otworzył mi Liam. Dom był fajnie ozdobiony balonami i różnymi pierdołami. Było wiele osób, trochę znajomych ze szkoły, przyjaciół z naszej paczki i ludzi, których nie znałam. Na oko ze 38 osób. Brakowało Ashana i oczywiście Ros . Wszystkie dziewczyny były wymalowane, wystrojone, tylko nie ja. Tak samo z humorem. Hazza był wyluzowany, ale spity. Nadeszła oczekiwana godzina 0:00 . Krzyk, piski i radość, składanie życzeń...
[Natalie]
- Jak mogłaś?? Mieliśmy ją wspólnie zabić, a ty teraz coś świrujesz?? Po jaką cholerę współpracujesz z policją?!
- Przepraszam - spłynęły mi łzy po policzku - Nie mogę tak dłużej, nie mogę patrzeć jak ją katujesz
- Sama chciałaś! A teraz giń. Oooo czekaj 23:57 . Poczekamy do północy. - wyjął pistolet. Tylko nie to. - Mogłaś nie wydawać. Przez ciebie musieliśmy przenosić się w inne miejsce !! Jaką mam pewność, że mnie nie wydasz?!
- To stało się przypadkiem, a ja ... ja Cię kocham! - zaśmiał się
- A ja Cię rozczaruję, bo też coś do ciebie czułem, ale przez Twój wyczyn, minęło mi
- Nie rozumiesz, że ona na to nie zasługuje?!
- Oj kotuś.. Ooooo już północ - spojrzał na mnie ze zrozumieniem - Więc nasza Natalie Katy Descartes, urodzona 12 grudnia 1994 roku, zginęła 1 stycznia 2012 roku o północy - dwa strzały, ból i zupełnie nic...
[Anne]
- Hahahahaha. A więc naprawdę Harry tak powiedział? - Elka i Dan miały niezłą polewkę, zresztą jak wszyscy. Wszyscy upici i to nieźle, oprócz mnie, Liama, Sophie.
- Tak . Nasz Harold rozwala! - krzyknął pasiasty.
- Nie Harold, a Harry. - poprawił Louisa. Cała impreza była nawet fajna, ale widać po minach większości, myślami byli z Roską.
- Może na poprawę humoru, zagramy w butelkę! - z tą propozycją wyskoczyła Perrie. Wszyscy niby na tak, ale tylko dlatego, że Harold, oj Harry, lubi tę grę. Zaczęła Danielle. Wypadło na Loczka
- Prawda - wyprzedził ją
- Fuck - powiedziała cicho - Ile miałeś dziewczyn na poważnie?
- Kate, Alex, Rosalie . - posmutniał. To pytanie było nietrafne. Zakręcił. Tym razem wypadło na Liama, który cieszył się jak dziecko
- WYZWANIE ! - krzyknął. I w tej chwili Loczek zaczął się bardzo głośno śmiać. Ahhh. Jaki był to cudowny widok. Chłopak ostatnio smutny, który śmieje się z niczego. Liam, bardzo z siebie zadowolony, wydał krzyk radości, co jeszcze bardziej rozśmieszyło pokręconego
- Weź z kuchni łyżeczkę i hahahah iii zjedz nią zupę - zaczęliśmy się brechtać. Przerażony Liam cudem wykonał zadanie...
----------------------------------------------
Liczę na komentarze, za to, że w ogóle pisać mi się zachciało. Ogółem rozdział nudny, a ja nie mam pomysłów na koniec opowiadania, który nastąpi niedługo.
Mam nadzieję, że będzie kilka SZCZERYCH komentarzy!
Aaa i jeszcze jedno:
Jeżeli czytasz to opowiadanie, odpowiedz w sondzie, bardzo proszę. Chcę wiedzieć, czy warto pisać te ostatnie rozdziały, czy na TYM ROZDZIALE KONIEC!! Także jeżeli to czytasz, odpowiedz w sondzie, bo może to być ostatni rozdział...
Na dole oczywiście krzątał się Niall, który nie potrafił zrobić sobie nawet kanapki! Aż to pasożyt. No tak, zazwyczaj pomagała nam Ros, a teraz.... Szkoda gadać.
- Niall, daj to chuuuuuu ... przyjacielu ... - co się ze mną dzieje?? Już nawet do Nialla nie mogę się normalnie odezwać
- Coś ty chciał powiedzieć?!
- Nic - wyminąłem go i pobiegłem do Lou.
[Sarah]
Kurde. Dlaczego nic nie idzie po mojej myśli? Najpierw Zayn, teraz Ashan. Po co w ogóle pojawili się w moim życiu?? Po jaką cholerę Ashan poznal Clare ?! Dzisiaj sylwester i idę do 1D. Tam ma nie być Ashana. Ledwo żywa, skacowana, wyszłam z łóżka i szybko przebrałam się. Szybko coś zjadłam, umalowałam się i poszłam do domu One Direction, bo była już 18. Oczywiście wzięłam na przebranie kozaki i kurtkę.
Drzwi otworzył mi Liam. Dom był fajnie ozdobiony balonami i różnymi pierdołami. Było wiele osób, trochę znajomych ze szkoły, przyjaciół z naszej paczki i ludzi, których nie znałam. Na oko ze 38 osób. Brakowało Ashana i oczywiście Ros . Wszystkie dziewczyny były wymalowane, wystrojone, tylko nie ja. Tak samo z humorem. Hazza był wyluzowany, ale spity. Nadeszła oczekiwana godzina 0:00 . Krzyk, piski i radość, składanie życzeń...
[Natalie]
- Jak mogłaś?? Mieliśmy ją wspólnie zabić, a ty teraz coś świrujesz?? Po jaką cholerę współpracujesz z policją?!
- Przepraszam - spłynęły mi łzy po policzku - Nie mogę tak dłużej, nie mogę patrzeć jak ją katujesz
- Sama chciałaś! A teraz giń. Oooo czekaj 23:57 . Poczekamy do północy. - wyjął pistolet. Tylko nie to. - Mogłaś nie wydawać. Przez ciebie musieliśmy przenosić się w inne miejsce !! Jaką mam pewność, że mnie nie wydasz?!
- To stało się przypadkiem, a ja ... ja Cię kocham! - zaśmiał się
- A ja Cię rozczaruję, bo też coś do ciebie czułem, ale przez Twój wyczyn, minęło mi
- Nie rozumiesz, że ona na to nie zasługuje?!
- Oj kotuś.. Ooooo już północ - spojrzał na mnie ze zrozumieniem - Więc nasza Natalie Katy Descartes, urodzona 12 grudnia 1994 roku, zginęła 1 stycznia 2012 roku o północy - dwa strzały, ból i zupełnie nic...
[Anne]
- Hahahahaha. A więc naprawdę Harry tak powiedział? - Elka i Dan miały niezłą polewkę, zresztą jak wszyscy. Wszyscy upici i to nieźle, oprócz mnie, Liama, Sophie.
- Tak . Nasz Harold rozwala! - krzyknął pasiasty.
- Nie Harold, a Harry. - poprawił Louisa. Cała impreza była nawet fajna, ale widać po minach większości, myślami byli z Roską.
- Może na poprawę humoru, zagramy w butelkę! - z tą propozycją wyskoczyła Perrie. Wszyscy niby na tak, ale tylko dlatego, że Harold, oj Harry, lubi tę grę. Zaczęła Danielle. Wypadło na Loczka
- Prawda - wyprzedził ją
- Fuck - powiedziała cicho - Ile miałeś dziewczyn na poważnie?
- Kate, Alex, Rosalie . - posmutniał. To pytanie było nietrafne. Zakręcił. Tym razem wypadło na Liama, który cieszył się jak dziecko
- WYZWANIE ! - krzyknął. I w tej chwili Loczek zaczął się bardzo głośno śmiać. Ahhh. Jaki był to cudowny widok. Chłopak ostatnio smutny, który śmieje się z niczego. Liam, bardzo z siebie zadowolony, wydał krzyk radości, co jeszcze bardziej rozśmieszyło pokręconego
- Weź z kuchni łyżeczkę i hahahah iii zjedz nią zupę - zaczęliśmy się brechtać. Przerażony Liam cudem wykonał zadanie...
----------------------------------------------
Liczę na komentarze, za to, że w ogóle pisać mi się zachciało. Ogółem rozdział nudny, a ja nie mam pomysłów na koniec opowiadania, który nastąpi niedługo.
Mam nadzieję, że będzie kilka SZCZERYCH komentarzy!
Aaa i jeszcze jedno:
Jeżeli czytasz to opowiadanie, odpowiedz w sondzie, bardzo proszę. Chcę wiedzieć, czy warto pisać te ostatnie rozdziały, czy na TYM ROZDZIALE KONIEC!! Także jeżeli to czytasz, odpowiedz w sondzie, bo może to być ostatni rozdział...
środa, 5 września 2012
Rozdział 38 "Zdradzasz mnie?!"
Znowu skończyło się na pobiciu i bólu. Czy ten debil nie może uczepić się kogoś innego??? Dlaczego ja?? Wyprostowałam się na krześle. Dostałam coś marnego do jedzenia. Ale dostałam. Mogłabym w ogóle nic nie dostać. Mniejsza z tym. Pozwoli mi się przebrać !! Wooow. Co za wyczyn? Jak bym mogła komuś jebnąć. Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.
[Zayn]
- Harry uspokój się - pocieszenie Harrego, nie jest łatwe. . Numeru nie rozpoznali, bo karta była kradziona bla bla bla
- Jak mam się uspokoić?! No jak?! Sam byś się lepiej nie zachowywał !! - nie będę ukrywać, że mi się to nie spodobało
- Słuchaj - stanąłem obok niego - To, że porwali Ci dziewczynę, to nie znaczy, że masz mnie obrażać, a ja na to nie pozwalam. Więc jeżeli chcesz mieć wszystkie zęby, zamknij jadaczkę - chłopcy byli gotowi bronić Harolda, ale niech się dzieciak z życia cieszy, póki mu miłe
- Byłą dziewczynę - poprawił mnie i odsunął się na odległość pół metra. No co? Taki bad boy ze mnie, więc nikt mi nie podskakuje. Zadowolony usiadłem przed laptopem. Wszedłem od razu na odpowiednią stronę i na konto mojej nowej koleżanki internetowej . Oczywiście musiałem do niej napisać, a dokładnie wymyślić jakiś powód. No i spotkamy się jutro! Gitara !...
[Harry]
Nie mam zamiaru ciągle się smucić. O nie! Dowiem się, kto ją uprowadził i ... zabiję! Dokładnie. Nie zniosę dłuższej nieobecności mojej byłej. Niby ma się tym zająć policja, ale oni to tam coś zrobią Czujecie ten sarkazm? Pewnie się nawet tym nie interesują. Wziąłem plecak, gdzie włożyłem kilka kanapek, jakieś żelki, Twixy, wodę. Jeszcze srajtaśma (tak na wszelki wypadek), dużo kasy, strój na przebranie. Po cichu wymknąłem się z chaty. Jako iż nie mamy żadnych wywiadów, nie muszę być w domu. Wróciłem i spojrzałem na kalendarz 30 grudnia, może jutro wrócę. Tym razem już nie powróciłem, a poszedłem przed siebie. Potrzebowałem tego. Ohhh jak bardzo. Telefon zostawiłem w domu. Chcę po prostu odpocząć ten jeden, jedyny dzień.
- Idealnie - wyszeptałem i usiadłem na śniegu. Podniosłem dupsko i przeniosłem się na ławkę. Przypominam trochę turystę, ale co mi tam. Żadnych fanek, bo jest ranek. Heh zrymowało mi się. Nie mogę się poddać. Trzeba jakoś pomóc mojej dziewczynie, a raczej byłej, ale jak?! Oto właśnie jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi. - Siedziałem tak i myślałem, aż zapadła ciemność. W sumie i tak nie długo. Było po 16 bodajże i już ciemno. Uroki grudnia. Gdzieś tak o 19, przeniosłem się do hotelu. Do domu, w sumie nie mam po co iść, skoro i tak zapewne nikt nie ma czasu zobaczyć, czy po prostu jestem. Z drugiej strony, jak niby mają wiedzieć? Takie to bezsensu, że aż dziwne. Rosalie, Rosalie i Rosalie. Czyż to nie jest piękne imię? Co ja się ostatnio taki dziwny zrobiłem? O.o Chuj z tym - zasnąłem bez większych problemów...
***
Powoli, ale uważnie otworzyłem drzwi naszego domu...Szybkie obczajenie terenu, niczym ninja. Dzisiaj 31, czyli sylwester, a ja spędzę ten dzień bez ukochanej osoby. No normalnie cudownie. Co ja do kurwy mam z tymi sarkazmami?! Przekroczyłem próg, a na mnie rzuciła się czwórka, rozwścieczonych chłopaków
- Gdzie ty do cholery byłeś?! - krzyczał mi nad uchem Liam. No, ale że on się drze? Najbardziej spokojny ze wszystkich, a taki podły czasem
- Na mieście!
- Zdradzasz mnie?! - objąłem Louisa, przecząco kręcąc głową, ten tylko przybrał pozę pozostałych - Więcej mi bez kurwa słowa, nie wychodzisz, dziecko!! Zrozumiano?! - i teraz to się dopiero przestraszyłem. Louisa, w poważnej sytuacji widziałem raptem 2 razy, jeżeli były, bo nie pamiętam. Widać, że umie się zachować. Kurde jak on to robi? Muszę się chyba uczyć od Pana Marchewki, największego dziecka psychicznie w zespole. Chłopcy również byli zszokowani jego zachowaniem, ale nie dawali tego po sobie poznać. Pasiasty odszedł na jakąś odległość, chyba do WC
- Harry, pamiętaj, że nie ukończyłeś jeszcze 18 lat, więc my, a w szczególności Louis, opiekujemy się Tobą, więc nie odwalaj takich scen więcej. Rozumiesz? - tym razem spokojnie odezwał się blondas, który jedyny był na mnie deczko mniej od wszystkich. Chyba, przynajmniej tak wyglądał
- Dużo jeszcze będzie kazań? - mój zrezygnowany ton mówi chyba wszystko. Niall uśmiechnął się blado, a Zayn poszedł do siebie. Mina Liama nie zmieniła się wcale, tylko coś powiedział pod nosem i odszedł. Dzisiaj sylwester, balujemy!!...
--------------------------------------------
Cześć. Rozdział napisałam szybko i jakoś mi nawet wyszedł, ale nie jest idealny.
Napisałam go ze względu na nieliczynych czytelników, których mam 7. W sumie dobre i to. Mam nadzieję, że ci, którzy to czytają zostawią mi pamiątkę zwaną komentarzem...
ZACZĄŁ SIĘ ROK SZKOLNY, Dlatego rozdziały będą rzadziej!!
[Zayn]
- Harry uspokój się - pocieszenie Harrego, nie jest łatwe. . Numeru nie rozpoznali, bo karta była kradziona bla bla bla
- Jak mam się uspokoić?! No jak?! Sam byś się lepiej nie zachowywał !! - nie będę ukrywać, że mi się to nie spodobało
- Słuchaj - stanąłem obok niego - To, że porwali Ci dziewczynę, to nie znaczy, że masz mnie obrażać, a ja na to nie pozwalam. Więc jeżeli chcesz mieć wszystkie zęby, zamknij jadaczkę - chłopcy byli gotowi bronić Harolda, ale niech się dzieciak z życia cieszy, póki mu miłe
- Byłą dziewczynę - poprawił mnie i odsunął się na odległość pół metra. No co? Taki bad boy ze mnie, więc nikt mi nie podskakuje. Zadowolony usiadłem przed laptopem. Wszedłem od razu na odpowiednią stronę i na konto mojej nowej koleżanki internetowej . Oczywiście musiałem do niej napisać, a dokładnie wymyślić jakiś powód. No i spotkamy się jutro! Gitara !...
[Harry]
Nie mam zamiaru ciągle się smucić. O nie! Dowiem się, kto ją uprowadził i ... zabiję! Dokładnie. Nie zniosę dłuższej nieobecności mojej byłej. Niby ma się tym zająć policja, ale oni to tam coś zrobią Czujecie ten sarkazm? Pewnie się nawet tym nie interesują. Wziąłem plecak, gdzie włożyłem kilka kanapek, jakieś żelki, Twixy, wodę. Jeszcze srajtaśma (tak na wszelki wypadek), dużo kasy, strój na przebranie. Po cichu wymknąłem się z chaty. Jako iż nie mamy żadnych wywiadów, nie muszę być w domu. Wróciłem i spojrzałem na kalendarz 30 grudnia, może jutro wrócę. Tym razem już nie powróciłem, a poszedłem przed siebie. Potrzebowałem tego. Ohhh jak bardzo. Telefon zostawiłem w domu. Chcę po prostu odpocząć ten jeden, jedyny dzień.
- Idealnie - wyszeptałem i usiadłem na śniegu. Podniosłem dupsko i przeniosłem się na ławkę. Przypominam trochę turystę, ale co mi tam. Żadnych fanek, bo jest ranek. Heh zrymowało mi się. Nie mogę się poddać. Trzeba jakoś pomóc mojej dziewczynie, a raczej byłej, ale jak?! Oto właśnie jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi. - Siedziałem tak i myślałem, aż zapadła ciemność. W sumie i tak nie długo. Było po 16 bodajże i już ciemno. Uroki grudnia. Gdzieś tak o 19, przeniosłem się do hotelu. Do domu, w sumie nie mam po co iść, skoro i tak zapewne nikt nie ma czasu zobaczyć, czy po prostu jestem. Z drugiej strony, jak niby mają wiedzieć? Takie to bezsensu, że aż dziwne. Rosalie, Rosalie i Rosalie. Czyż to nie jest piękne imię? Co ja się ostatnio taki dziwny zrobiłem? O.o Chuj z tym - zasnąłem bez większych problemów...
***
Powoli, ale uważnie otworzyłem drzwi naszego domu...Szybkie obczajenie terenu, niczym ninja. Dzisiaj 31, czyli sylwester, a ja spędzę ten dzień bez ukochanej osoby. No normalnie cudownie. Co ja do kurwy mam z tymi sarkazmami?! Przekroczyłem próg, a na mnie rzuciła się czwórka, rozwścieczonych chłopaków
- Gdzie ty do cholery byłeś?! - krzyczał mi nad uchem Liam. No, ale że on się drze? Najbardziej spokojny ze wszystkich, a taki podły czasem
- Na mieście!
- Zdradzasz mnie?! - objąłem Louisa, przecząco kręcąc głową, ten tylko przybrał pozę pozostałych - Więcej mi bez kurwa słowa, nie wychodzisz, dziecko!! Zrozumiano?! - i teraz to się dopiero przestraszyłem. Louisa, w poważnej sytuacji widziałem raptem 2 razy, jeżeli były, bo nie pamiętam. Widać, że umie się zachować. Kurde jak on to robi? Muszę się chyba uczyć od Pana Marchewki, największego dziecka psychicznie w zespole. Chłopcy również byli zszokowani jego zachowaniem, ale nie dawali tego po sobie poznać. Pasiasty odszedł na jakąś odległość, chyba do WC
- Harry, pamiętaj, że nie ukończyłeś jeszcze 18 lat, więc my, a w szczególności Louis, opiekujemy się Tobą, więc nie odwalaj takich scen więcej. Rozumiesz? - tym razem spokojnie odezwał się blondas, który jedyny był na mnie deczko mniej od wszystkich. Chyba, przynajmniej tak wyglądał
- Dużo jeszcze będzie kazań? - mój zrezygnowany ton mówi chyba wszystko. Niall uśmiechnął się blado, a Zayn poszedł do siebie. Mina Liama nie zmieniła się wcale, tylko coś powiedział pod nosem i odszedł. Dzisiaj sylwester, balujemy!!...
--------------------------------------------
Cześć. Rozdział napisałam szybko i jakoś mi nawet wyszedł, ale nie jest idealny.
Napisałam go ze względu na nieliczynych czytelników, których mam 7. W sumie dobre i to. Mam nadzieję, że ci, którzy to czytają zostawią mi pamiątkę zwaną komentarzem...
ZACZĄŁ SIĘ ROK SZKOLNY, Dlatego rozdziały będą rzadziej!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


