wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 28 " Lou bądź w gotowości"

- A po co Ci to?
- No jadę z Tobą na randkę! Ogar człowieku - zaśmiał się - Jesteśmy! - wyprowadził mnie do jakiejś beznadziejnego klubu. Dokładnie. Dużo barbie. Ehh co za tym. Ale ok. Misja " Ukatrupić dziada" na razie wszystko jest ok. Haha. To był zajebisty pomysł!. Nawet nie wiem jak ma na imię. Co za dziad! Dziad wszechczasów haha. Dobra ogar!
 - Przynieść Ci drinka? - pojawił się obok mnie. Co za idiota. Chce mnie upić i przelecieć. Tylko, że hahaha ja umiem udawać. O tak ! Jestem ciekawa co się wydarzy haha
- Eee tam. Dawaj wódkę - zdziwił się, ale ją przyniósł. Tylko, że to nie prawdziwa wódka. Woda. Poprosiłam Lou, który też siedzi w tym klubie, żeby wlał wody i tak zrobił. Haha. Oooo tu jest jakiś napój. To wezmę go sobie
- Dzięki - i teraz zaczęłam pić z gwinta. Wzięłam kilka łyków, zrobiłam kwaśną minę i wypiłam kilka łyków napoju. I tak kilka razy. I zaczęłam udawać lekko wstawioną - Jeszcze wódki - na szczęście Lou przewidział tę sytuację i dał jeszcze jedną butelkę. Mniejszą. Nawet dużo. I zrobiłam tak jak wcześniej też po kilka razy
- Mogę trochę? - trzymał butelkę w ręku, ale szybko mu ją wyrwałam
- Nie. Kup sobie
- Dobra. Tylko nie uciekaj - i w tej chwili odszedł. A ja do Lou
- Pomóż! - zaczęłam szeptem
- A co plan nie wypalił?
- Co ja mam zrobić, kiedy zaciągnie mnie do łóżka? - zaśmiał się
- Zayn i Liam Ci pomogą
- Dzięki - wyszeptałam, bo podszedł ten koleś. Lou stanął obok nas i paczał paczadełkami na tego kolesia jak na wariata. W sumie to jest wariat, bo co on  sobie wyobraża? Że zaliczy mnie jak każdą inną? O nie idiota się myli. Zaliczyć to może test, nie mnie. Tylko co ja zrobię jak mnie do łóżka zaciągnie? I Lou musiał się wygadać o moim superowym planie. Uduszę go, ale później. Teraz muszę coś kurwa wymyślić! Nie dam mu się! Ooo nie. Może se pomarzyć. Niech mnie w dupę debil pocałuje! Albo nie. Chciałby! Łooo kurwa jak się gapi
- Jak masz na imię? - wtrącił się Lou. Ja go zabiję! Zepsuł mój świetny plan. Chociaż może jeszcze coś uratuję? Nie no uduszę debila
- Idź stąd!
- A więc Idź stąd, miło było Cię poznać
- Idziemy do Narnii? - Idź stąd się odezwało. WTF? Do Narnii? Tam to mogę iść z Harry'm <33 na bum bara bara haha. Nie stop! Ja tam nie chodzę. WTF? Co z moją głową? Poszedł do WC, a ja zadzwoniłam do Lou, bo gdzieś się zmył
( Rozmowa telefoniczna)
R - Gdzie ty do cholery jesteś?!
L - A ty?
R - Na lotnisku, kurwa!
L - Naprawdę?
R - To był sarkazm
L - Aha
R - To gdzie jesteś?
L - Pod klubem
R - Wychodzę do Ciebie
( Koniec rozmowy telefonicznej)
  Dobra ogar! Szybko wyszłam z klubu. A tam? Ooo Eleanor z Lou.

- Czy Eleanor wie o naszym zacnym planie? -  Lou strzelił poker face
- Nie
- Jakim planie?! - ożywiła się
- Nie ważne Elka. Dobra Lou bądź w gotowości. Nara
   Weszłam. Podeszłam pod wcześniejsze miejsce. Akurat Idź stąd wyszło. Uśmiechnął się i coś tam pierniczył. Obmyślałam plan. HAhaha. Mam.
- Pójdziemy do mnie?  - usłyszało mi się. Haha
- No jasne. Mam taką chcicę, że szok
- Uuu . To będzie jazda ostra - Bosz on myśli, że pijana jestem. Jaki dekiel
  Wyszliśmy wspólnie. Pojechaliśmy chyba do jego domu. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym po drodze się nie wydurniała
- Tyyy paczaj! Stodoła się jara! - wskazałam palcem na jarającą się stodołę
- Ehe
- Piernąłeś!
- Co?
- Tak. Twój smród jest taki powalający, że stodoła się jara - debil w brecht
- A może to Twój smród?
- Ja nie pierdzę!
- Ehe
- Daleko jeszcze?
- Właściwie to stoimy już 5 minut  - zachciało mi się śmiać
- Mieszkasz ww tej zjaranej stodole?! - zaśmiałam się
- Nie. W domu obok
- Aaaaaa

...

------------------------------------------------------
Siemka ludzie! A więc dałam kolejny rozdział, bo koleżanka chciała. Liczę na przynajmniej 1 koma :(.


czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział 27 " Wiesz. Jadę z tobą na randkę. Jak masz na imię?"

... Chłopcy z 1D
- Eloooo!  - Liam dumnie wydarł się za Lou
- Elom. Co wy tu robicie?! - Ashan poprawił spodnie, żeby chłopcy nie zauważyli haha
  Zayn popaczył się na Ashana, jak na wariata
- Co to za dziura z tyłu spodni? - wszyscy na raz zaczęli oglądać spodnie biednego bruneta. Śmiali się  wniebogłosy - Przyszliśmy po was - Lou zobaczył marchewkę i zaczął się cieszyć.
  Stopniowo wszyscy zaczęli wychodzić
- A wy? - zaraz pierdolnę Lou za tą ciekawość
- Mamy coś do załatwienia - Harry widocznie też miał ochotę mu jebnąć

                ***

- Czego chcesz?! - Harry błagalnie paczył się w moje lśniące paczadełka
- Wrócić
 Po tych wszystkich dniach, przez które miał mnie w dupie? Co on sobie wyobraża? Że wrócę  "od tak" do niego?! Niech się pierdoli! Najlepiej z własną ręką. Chociaż nie. Ręka to za dużo. Z długopisem!! Taaa. Zaraz mu jebnę
- Po tym wszystkim?!
- Przepraszam - spuścił głowę
- Wiesz co?!
- Co?
- Pierdol się. Pierdol się z długopisem - haha. Zachciało mi się śmiać
- Z długopisem?
- Tak, bo na rękę nie zasługujesz
   Opuściłam to nędzne pomieszczenie i udałam się w kierunku domu. Oczywiście ten pacan, który niewiadomo co se myśli latał za mną. Jakbym była kocicą, która się goni. Grrrr ;/. Doszłam do domu, a tam? Ashan, Anne, Lou, Niall, Zayn, Liam czekają sobie pod moimi drzwiami. Szczerzą się jak do jakiegoś sera. Tylko, że Niall ma w ręku ser i się do niego szczerzy. Haha. WTF?!. Ciekawi mnie tylko jak Harold będzie ten tegas z długopisem. HAhahaha...

              ***

 Obudziłam się o 5. Tsa normalka. Dzisiaj poniedziałek. Ubrałam się w TO (oprócz "portfela"). Zjadłam śniadanko, pomalowałam się i uczesałam i dumnie popatajtowałam do szkółki. No z plecakiem :D.  Po drodze zgarnęłam Anne i Sophie. Sarah nie szła, bo bla bla bla. Nie słuchałam jej, kiedy gadała przez telefon :D. No czo? Myślami byłam z Harry'm <33. Nie, wróć! Myślami byłam z... yyyyy  misiem. Haha.
- Amy, czego Cię w piątek w szkole nie było? - przypęzła Claudia
- Bo tak - przypęzł jakiś koleś. Claudia zwiała. Haha
- Elo maleńka. Co robisz wieczorkiem?
- Elo. Będę siedzieć na dupie i marzyć o tobiem.Wiesz? - to typowy babiarz, więc sarkazm jest odpowiedni.  Chłopak uśmiechnął się. Poker face
- A może byś poszła ze mną... na randkę? - hahahahahahhahaha .Czy on siebie słyszy? Niech mnie pocałuje w dupe. Chociaż. Mogę sobie z niego jaja porobić?
- No w sumie. O niczym innym nie marzę - hahaha. Czy on właśnie myśli, że dałam się zwieść? OOO wiem! Rozkocham go i rzucę! Niech wie, co to ból
- Przyjadę o 20 - z triumfalnym uśmiechem odszedł. Boże jaka ciota. Mam pomysła hahahaha...
  Po lekcjach szybko poszłam do domu. Rzuciłam plecak w kąt i do domu 1D. Wbiegłam jak jakaś oparzona.
- Lou. Mogę Cię prosic? Sprawa hahaha poważna - zadowolony Lou podszedł. Opowiedziałam mu o swoim planie, a ten zdychał ze śmiechu. Hahaha
- Niezłe. Hahaha. Mogę powiedzieć El?
- Tak. Ale NIKOMU więcej - zadowolona wyszłam od niego. Poszłam jeszcze do Zayn'a i poplotkowaliśmy jak prawdziwe 2 kobiety. Haha.
  Nadeszła 18. Zaczęłam się szykować. Przebrałam się w TO. Haha. Sukienka ledwo mi tyłek zakrywała. To już dobrze. Zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, warkocza na bok. O tak! Ktoś zapukał
 Otworzyłam. W drzwiach stał "ten koleś"
- O kur... Nie wiedziałem, że można tak dobrze wyglądać - jeje punkt 1 poszedł zgodnie z planem. Dał mi róże i  zabrał gdzieś autem.
- Gdzie jedziemy?
- 30 km poza Londynem
  Uśmiechnął się. Koniec końców. Złapała nas policja. Haha za szybka jazda :D. Ograniczenie 80 km na godzinę, a koleś jechał 81. Hahahaha. Zgon. Mandat 50 funtów. Hahahah. No to się uśmiałam. O fuck. Mój brzusio.
  Ten koleś wrócił do jazdy. Zatrzymał się na chwilę i zaczął śmiać. Walnęłam go w łeb i puściłam radio. Leciała akurat piosenka: " Jennifer Lopez ft Pitbull on the floor". Tzn dopiero puścili
- Ja tu sram! Namoknę - zaczęłam śpiewać  słowa  przeróbki tej piosenki, a koleś w brecht
- Weź z tym sraniem haha - poker face
- Wiesz. Jadę z tobą na randkę. Jak masz na imię?
  Zapowiada się ciekawa randka...

---------------------------------
Haha. Rżę i rżę. HAha. 1 kom ma być

wtorek, 24 lipca 2012

Rozdział 26 " Chłopaki wracają!!"

Odebrałam. To jakiś nieznany numer. Pomyłka. Rozbawiona odłożyłam telefon i wyślizgnęłam się z zacnego łoża. Włożyłam jakieś badziewne dresy i top. Sprawdziłam portale społecznościowe i zadowolona usiadłam na drewnianym krzesełku w różne wzorki. Zjadłam "coś" na śniadanie. Po chwili przyszła Sophie, zadowolona, nawet bardzo
 - Z czego ryja cieszysz? - ugryzłam się w język
- Chłopaki wracają!!
- Chcesz powiedzieć, że One Direction?!
- Tak! To cudownie! Prawda?
- Oh  god. Zapomniałaś? Harry - wyszeptałam
- Eh, ale masz 4 przyjaciół. A z Harrym ułoży Ci się -  wyszła...

    Chyba wiedziała, że potrzebuje samotności. Zrozumiała, co powiedziała. Smutno opuściła dom swojej ukochanej i jedynej przyjaciółki. Tak, jedynej. Sarah nie zwracała na nią uwagi. Rywalizowała z nią, kto będzie dla Rosalie lepszą przyjaciółką. Obydwie się starały. Obydwie nie wiedziały, że Rozalie może poczuć się winna. Dowiedziała się. Tak, poczuła się jakaś inna. Ale nie lepsza. Usiadła przy jakimś murku i zaczęła płakać. Dlaczego? Nawet Ashan miał do niej, i do Sarah jakieś wory. Tylko ogromny problem. Niestety zakochała się po uszy w brunecie. Bez wzajemności...

       ( Rosalie)
Ciekawość i chęć nawet morderstwa, motały mną na prawo i lewo. Harry wraca. Co z tego? Boję się. Boję się, że będzie chciał wrócić, a ja tak po prostu rzucę się na niego. Może znalazł sobie kogoś nowego?
   Zeskoczyłam z parapetu i udałam się w kierunku sklepu. Weszłam. Na pierwszy rzut oka nic, tylko Louis w środku. LOUIS ?!?! - Wbiegłam do sklepu, omal się nie zabijając i prawie nie zaliczając gleby
- Oooo, Rosalie, cześć ! - wydarł "japę"
- Cześć. Wiesz, że szkoda mi papieru na Ciebie kupować. Nie drzyj mordy - ludzie popatrzyli na mnie jak na idiotkę. A, no w końcu nią jestem. Zaśmiałam się cicho. On zawsze poprawia humor. Nawet w najgorszych sytuacjach. Przytuliłam przyjaciela. Tak dawno go widziałam. Baaardzo tęskniłam
- Co tam u Ciebie  - poprawił grzywkę i wziął kilka marchewek do koszyka
- Powiedzmy, że dobrze. A u Ciebie?
- Genialnie. Z Eleanor - wprost idealnie!
- To super
- Harry jest w ...
- Niech będzie
- Co jest?
- Nie mówił wam, że zerwaliśmy?  Wiesz, ja już pójdę, pa
 Zapłaciłam i wyszłam. Nie będę z pochłaniaczem papieru toaletowego - użerać. W domu ledwo się przebrałam, a już wyszłam. Mam chyba 16 sesję zdjęciową. Dostaję za to niezłą kasę. Nawet zostałam zauważona w show - biznesie. Ale pieprzyć to. Mam teraz wyznaczony cel. Bowiem mam korzystać z tego, że jestem singlem. Weszłam do ogromnego budynku i przywitał mnie Ashan. On tu pracuje. Tzn. w piątki. Nie, że jebł szkołę. Po prostu ma takie "zwolnienie"
- Sala 13. Za pięć minut masz być - coś tam na kalkulatorze liczył. Hah pewnie swoją inteligencję. I pewno wyszedł mu jego nr telefonu haha
- Kurwa to mój numer - hahahaha miałam rację?!
- A co?
- Stanąłem na wadze - hahahahaha zaraz zaliczę zgon
- Powodzenia - uśmiechnęłam się - Ciekawe, kiedy wyjdzie Ci mój - ten ciołek strzelił we mnie butem
- Nogi byś umył - gadałam rozbawiona
- To nie ja wącham czyjeś buty - popaczył się jak na idiotkę
- Ale nóg nie myjesz - z triumfalnym uśmiechem udałam się do sali nr 13. Make - up, przebranie itp. Zajęło to im jakieś 2 h. Dzisiaj sesja do jakiegoś magazynu o modzie. Tsa, czyli cały dzień pracy. Uhh yhh. Ale przynajmniej Ashan skończył wcześniej i przyszedł " popaczeć" . Wcale nie paczał, a rozśmieszał. Np. tak się schylił, że mu portki pękły haha. Nie, że jest gruby, trochę przytył. Po sesji podeszłam do niego
- I jak umyłeś nogi? - stylistki popaczyły się na niego jak na wariata
- Tak. Dać Ci powąchać buta? - roześmiał się
- Wiesz, niby tak, ale boję się ryzykować. Ten smród od Ciebie jest powalający - ostatnie słowo wyszeptałam mu do ucha
- Zaraz, zaraz. Ty ludziom buty wąchasz?! Może chcesz powąchać moje i sprawdzić? - hahaha. Powiedziała to jakaś stylistka, która była zafascynowana naszą rozmową
- Tak jasne. Daj buta
- Ohh to cudownie - jprld. Jaki tępiak. Ashan strzelił face palma, a ja zaśmiałam się cicho
- To był sarkazm debilu - odezwał się
- Yy, a przecież buty wąchasz! - zwróciła się do mnie
- Tylko dla wybranych - brunet zabawnie poruszył brwiami
- To co mam zrobić? - podeszła do mnie
- Powąchaj moje - ściągnęłam moje i dałam je. Blondynka ... powąchała
- Teraz ty - zdjęła swoje.
  Ashan zaczął się śmiać, a ja obdarzyłam go morderczym wzrokiem. Wąchnęłam. Fuuuj.
- Myjesz nogi - o fuuu! Gorzej niż u Ashana. Jakby nasrane. Co za idiotka...
- Super - odeszła
- Powiesz mi teraz, dlaczego gacie Ci pękły?
 - Ha ha ha
- No, a nie?!
- Musiałaś to widzieć? - wtem do sali wpadli...

------------------------------------------------------
Hello. Piszę to, chociaż nie mam siły ani ochoty. Jest już : 00.28   h   , a ja jeszcze na kompie. Jedyne, o co mogę teraz prosić, to z 1 komentarz. Chyba na tyle mogę liczyć?